Punkt zbiorczy

01.05.2009, godz. 08:10

Autor: Grzegorz Okraszewski

       Indie, Indie! Wyruszyłem ponownie w podróż na Wschód. Poprzednia moja podróż, podobnie jak obecna, miała inspiracje czerpane z duchowości Indii. Tym razem główną przyczyną stało się pragnienie spotkania z Dhjaneśwari Swati Ma, mistrzynią i propagatorką Nada Śrawana Jogi. Minęło dziesięć lat od mojego ostatniego pobytu w Indiach. Ciekawi mnie to jak Indie zmieniły się w ciągu ostatnich lat? Czy zauważę różnice? Wraz upływem lat zmienił się również i mój świat. Czy Indie stały się bardziej zachodnie, a przez to bardziej zagubiły swoją pierwotną kulturę? Chciałbym zdać sprawę z tego, czego udało mi się dotknąć w czasie mojego pobytu.

       Idee, zapachy, smaki, kolory, świętę miejsca, kapłani, mędrcy, jogini, bogactwo i ubóstwo, piękno i niewyobrażalna szpetota, współczesność i tradycja - wszystko to można spotkać w Indiach. Ale chyba najważniejszą, pośród tego wszystkiego, staje się szansa spotkania samego siebie. Indie nie zdały mi się specjalnym miejscem pod tym względem. Duch płynie równo we wszystkich zakątkach świata, a często nie tam, gdzie go szukamy. Jak powiada stara księga: „Duch tchnie kędy chce”. Jednak dla mnie Indie pozostają miejscem szczególnym na mapie świata. Być może dlatego, że starożytne źródła kultury nigdy nie zostały tam pogrzebane przez popioły historii. Wydaje się, że współistnieją tam wraz z nowoczesnością. Jedne uśpione, zapomniane, pozostają niewiadome, inne swą żywotnością zadziwiają niejednego gościa w indyjskich progach. Przede wszystkim wydaje się, że determinacja i trud poszukiwacza często bywają nagradzane. Szlachetne kamienie, wrzucone w wodę życia, nie osiadły na dnie zapomnienia. W tych kilku esejach chciałbym podzielić się kilkoma migawkami z podróży po Indiach i może jeszcze kilkoma refleksjami.
       Dla podróżnika pierwszą zapowiedzią nowych doświadczeń staje się lotnisko. To tam spotyka się pierwsze znaki zwiastujące przygodę oraz wyrwanie się z rutyny codzienności. Przyjechawszy pod bramę lotniska ujrzałem młodzież wysiadającą z autobusu, którym przewodził starszy człowiek z siwizną na czole i długa brodą, ubrany tradycyjnie po staro-zakonnemu. Rzadki to widok w Europie ujrzeć człowieka przesiąkniętego tak do głębi religią. W Europie nastał taki czas, w którym manifestowanie swojej religii uchodzi za niestosowne. Dostojny Żyd pewnie nie mógł by uczyć we francuskiej szkole, pewnie też nie mógłby znaleźć pracy poza nią. No chyba żeby zrezygnował ze swego stroju, ale czy mógłby zrezygnować z samego siebie?
       W moim kraju, który mieni się katolickim, już coraz rzadziej spotkać można kapłana katolickiego ubranego w sutannę. Nawet ludzie religii zamieniają tradycyjny ubiór na stroje współczesne. Większość ludzi nosi te mało poetyckie stroje, pochodzące zazwyczaj z fabryk Chin lub Tajwanu. Nie posiadają one głębszego znaczenia, są za to bardzo praktyczne. Już niedługo miałem znaleźć się w miejscu, którym, jak wieść niesie, religią się oddycha i wszystkiemu nadaje się religijne znaczenie. Podobno ludzie w Indiach widzą boga w drzewie, w rzece, w roślince i słońcu.
       Przesiadka w Kijowie. Czekając na lot do Delhi, zebrała się interesująca gromadka. Sikhowie przykuli mą uwagę swoim nieskazitelnie białym ubiorem. Wyróżniali się dostojnymi brodami, trącającymi siwizną. Ze swoimi turbanami wyglądali jak starożytni kapłani jeszcze żywej religii. Przypominali nieco posągi, których wyrzeźbienie zabrało wiele trudu artyście. A jednak byli tylko ludźmi, o czym zaświadczało dwóch braci Sikhów, odróżniającymi się od całej grupy idealnie białymi, wręcz pachnącymi jeszcze nowością, adidasami. Choć ich ubiór kolor swój zachował, obuwie wywoływało lekki uśmiech. Ta mała skaza na ich tradycyjnym ubiorze w ogóle nie zmąciła ich bogobojnego spokoju z jakim zajmowali się swoimi święcącymi telefonami komórkowymi. Nagle świat się skurczył do ekranu na dwa cale.
        Nie sposób nie zauważyć wśród tłumu podróżnych indyjskich kobiet. Cechuje je pełna pogody stateczność oraz harmonia bijąca z ruchu ich ciał. Emanują spokojem. Pewien współczesny mędrzec indyjski powiedział, że kobieta indyjska to przede wszystkim „matka” i myślę, że się nie pomylił, ale zapomniał dodać coś o ich pięknie. Subtelność, czułość, dobre serce, a zarazem praktyczne podejście do życia - takie myśli przychodzą do głowy spoglądając na te stateczne matrony.
        Na lot do Delhi oczekiwali również i turyści z różnych stron świata. Dało się rozpoznać izraelskie dziewczyny z rozpuszczonymi włosami, odznaczające się pięknymi semickimi rysami twarzy. Widać było, że Indie dla Izraelczyków są częstym miejscem odwiedzin, gdyż była ich całkiem spora gromadka, a i w samych Indiach często spotyka się przybyszów z nad Jordanu. Izraelczycy byli wyraźnie rozbawieni i zrelaksowani wśród swoich kompanów. Nastrój wakacyjny udzielił im się w najlepsze. Byli też Ukraińcy, pełni wylewności i rozentuzjazmowani rozpoczynająca się wycieczką. Słowiańscy mężczyźni wyróżniali się swoja silna posturą. Zdawało się, że w ich ciałach spoczywa siła zdolna powalić trzech, a może i czterech hinduskich mężczyzn. Jednak uśpiona siła pozostała uśpiona, przypieczętowana uśmiechem turysty. 
        Ukraińskie linie lotnicze szczęśliwe dowiozły wszystkich do celu podróży, jednak zapomniały, że na kursie Kijów – Delhi podróżują głownie wegetarianie. Zauważyłem, że sikhowie podziękowali za mięsny lunch on board, zresztą i wielu innych. Obsługa mogłaby się bardziej postarać i uwzględnić wymaganie swoich pasażerów.
        Po wyjściu z samolotu przywitało mnie gorące powietrze Delhi. Była już noc, a jednak temperatura wynosiła 24 stopnie Celsjusza, czyli tyle ile u nas za dnia w lecie. No cóż, właśnie przybyłem w tropiki. O braku taktu u indyjczyków przypomniałem sobie już w autobusie lotniskowym. Hindusi szybko zajęli wszystkie miejsca siedzące. Zachłanność mieszała się z zadowoleniem. Na szczęście ustąpili kobiecie z dzieckiem. Jeszcze tylko odprawa celna i Indie, ziemia nazywana tutaj od króla Bharaty po prostu Bharata, przyjmą kolejnego gościa. Indie ukażą się, jako umykające wszelkim uogólnieniom.

Komentarze (0)


HANUMAN.pl
http://www.hanuman.pl/article.php/20090501201052448