Login Witaj w portalu HANUMAN.pl
21.01.2018, godz. 07:27

Film 'To właśnie przyjaźń' Taruna Mansukhaniego.

Nie tak dawno miałem okazję uczestniczyć w dyskusji na temat filmów bollywoodzkich we wrocławskim klubie Falanster. W pewnym momencie moja koleżanka w dyskusji poruszyła tematykę homoseksualizmu i zwróciła uwagę na jej nieobecność w filmach rodem z Mumbaju. Zaprotestowałem, wymieniając jako przykład film „To właśnie przyjaźń”, zatytułowany w oryginale „Dostana”. Moja rozmówczyni jednak nie poczuła się wcale przekonana, wskazując na fakt, iż w „Dostanie” głównymi bohaterami są mężczyźni, którzy tylko udają gejów, nie zaś prawdziwi męscy kochankowie. Czy miała rację?
 

  

Aby odpowiedzieć na to pytanie, warto raz jeszcze zwrócić uwagę na różnicę jaka zachodzi pomiędzy kinem bollywoodzkim a europejskim czy amerykańskim. O ile najpopularniejsza (i moim zdaniem najlepsza, co nie zawsze idzie w parze) kinematografia indyjska jest przedłużeniem teatru, o tyle film zachodni stanowi kontynuację powieści. W pierwszym wypadku, podobnie jak w tragedii greckiej mamy zarazić się emocjami filmowych bohaterów. Nastrój, czyli rasa ma się wlać w nasze serca. Tymczasem w naszej filmowej kulturze oglądamy opowieść przez dziurkę od klucza. Widzimy różne zdarzenia i emocje, lecz przeżywamy je z perspektywy trzeciej osoby, czyli obserwatora.
 
Film „Dostana” został wyprodukowany przez znakomitego indyjskiego reżysera i producenta, Karana Johara, którego homoseksualizm nie jest tajemnicą. Można przypuścić, iż doszedł on do zgody z reżyserem filmu – Tarunem Mansukhanim w kwestii przesłania filmu. A jest ono dla mnie jednoznaczne. „Dostana” ma sprawić, iż będący większością heteroseksualiści zrozumieją, zaakceptują i polubią homoseksualistów. Film realizuje ten cel w sposób znakomity. Wpierw widzimy prawdziwych macho, zajmujących się polowaniem na ładne dziewczyny. Są to główni bohaterowie filmu – grają ich Abhishek Bacchan i John Abraham. Ich losy się splatają, wreszcie wynajmują wspólnie mieszkanie, jednakże muszą użyć w tym celu podstępu, jakim jest udawanie gejów przed cnotliwą właścicielką posesji. Sprawa się komplikuje, gdy ich współlokatorką okazuje się zniewalająca piękność grana przez Priyankę Choprę. Macho udający gejów wywołują sytuacje komiczne, będące atutem tego dzieła o komediowym w dużej mierze charakterze. Jednak to nie wszystko. Intryga się zagęszcza. Po pierwsze homoseksualizm pomaga bohaterom uzyskać wizę amerykańską, gdyż zostają potraktowani jak małżeństwo. Po drugie piękna współlokatorka zbliża się do nich jako przyjaciel, a nie ponętny obiekt zmysłowych rozkoszy. Grający gejów heteroseksualni mężczyźni po raz pierwszy odkrywają kobiecość polegającą na czymś więcej niż łóżkowa przyjemność. To odkrycie ich zmienia i fascynuje. Jednocześnie jednakże reżyser nie potępia w żaden sposób beztroskiego erotyzmu bohaterów. Wręcz przeciwnie – przedstawia go ciepło, z liryzmem nie pozbawionym humoru. Już od samego początku wiemy, iż bohaterzy filmu są amatorami sztuki kochania i nie ma w tym nic złego. To bardzo ważne, bowiem owa zawarta w nich zmysłowość uzasadnia ich przemianę polegającą na coraz silniejszej akceptacji postaw homoseksualnych. W szczególności dzięki znakomitej grze Abhisheka Bacchana widzimy stopniowe zbliżanie się mężczyzn do siebie, również na drodze erotycznej i emocjonalnej. Zakończenie jest niejednoznaczne, nie wiemy, czy macho powrócą do swej dawnej roli, czy też zbliżą się do siebie ostatecznie. Kunszt reżysera sprawia, iż heteroseksualista uzmysławia sobie, iż miłość homoseksualna nie tylko nie jest czymś dziwnym, ale ma swoje emocjonalne uzasadnienie. Odbiorca czuje, iż taka miłość może być piękna, wzruszająca i atrakcyjna. Moim zdaniem europejskie spoglądanie przez dziurkę od klucza nie jest po prostu w stanie obudzić w widzu tak silnej akceptacji wobec odmiennych dla niego definicji seksualności. „Przedstawienie problemu” nie działa zbyt mocno na podprogowe reakcje emocjonalne…
 
W drugiej połowie filmu sprawy się komplikują, gdyż bohaterowie zakochują się w swojej sublokatorce, która tymczasem znajduje swój męski ideał, grany przez Bobby'ego Deola. Sytuacja powoli staje się naprawdę trudna. W końcu dwaj nieprawdziwi geje muszą wybrać pomiędzy przyjaźnią a dalszymi zalotami. Wybierają to pierwsze, jednakże aby odkupić swoje winy muszą się pocałować. I czynią to na tle ogromnej ilości osób, zaś widz odczuwa w tym momencie katharsis. Ten pocałunek dwóch mężczyzn jest piękny, gdyż naprawia wszystkie błędy popełnione wcześniej. Nawet widzowie heteroseksualiści chcą, aby doszło do tego pocałunku i cieszą się nim. Dzieje się coś dobrego. Trudno chyba lepiej przedstawić heteroseksualistom homoseksualizm! Końcowe sceny fabuły filmu zbudowane są tak, abyśmy pół-żartem i pół-serio mieli wrażenie, iż ów pocałunek być może coś zaczął. I wcale nas to nie odstrasza. „Dlaczego nie?” – myślimy i uczymy się tolerancji dzięki mądrości i wirtuozerii reżysera.
 
To jednak nie wszystko. Nader istotna jest scena, gdy matka postaci granej przez Abhisheka zostaje poinformowana przez urząd imigracyjny o homoseksualnym związku syna. Grana rewelacyjnie przez Kirron Kher konserwatywna pendżabska dama przybywa, aby zawrócić syna ze „złej drogi”. Jej konsternację przedstawia znakomita żartobliwa piosenka nawiązująca do ludowych tradycji weselnych Pendżabu, świadcząca o wyraźnym wkładzie kompozytorów Vishala i Shekara w artystyczną wyrazistość filmu. Syn, choć udaje, nie może wyjaśnić tego matce. Gra toczy się dalej, zaś zgorszona początkowo matka obserwując idyllę trójki przyjaciół akceptuje ostatecznie homoseksualizm swojej latorośli. Niech nas nie zmyli komediowa aura filmu! Owa akceptacja ma szczerą wymowę i jest zupełnie na serio.
 
Powiązanie powagi i żartu oraz przemyślana fabuła sprawiają, iż przesłanie filmu dociera do sfery emocjonalnej odbiorcy. To bardzo ważne. Ja sam od dawna akceptuję związki homoseksualne oraz prawo lesbijek i gejów do zakładania rodzin. Czułbym się niedorzecznie, gdybym tego nie robił. A jednak, gdy pierwszy raz ujrzałem w tramwaju całujących się namiętnie mężczyzn poczułem się jak owa pendżabska matrona karcąca syna. Po obejrzeniu „Dostany” stałem się trochę lepszym człowiekiem. Kulminacyjna scena gejowskiego pocałunku sprawiła, iż nie zrobi mi się już nieswojo, gdy ujrzę pieszczoty homoseksualnych kochanków. To, co akceptowałem dotąd na drodze teoretyczno–intelektualnej, zapisało się w moich emocjach. Tylko doskonałe dzieło sztuki może dokonać tak wiele…     
 
 
 

2 komentarzy

Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
Autor: Anonymous dnia 03.05.2010, godz. 01:54 Film 'To właśnie przyjaźń' Taruna Mansukhani.

Wspaniała recenzja świetnego filmu! Gratulacje :-)

[ # ]

Wydarzenia

Brak nadchodzących wydarzeń

Translator

  • Arabic
  • Bulgarian
  • Catalan
  • Chinese Simplified
  • Chinese Traditional
  • Croatian
  • Czech
  • Danish
  • Dutch
  • English
  • Filipino
  • Finnish
  • French
  • German
  • Greek
  • Hebrew
  • Hindi
  • Indonesian
  • Italian
  • Japanese
  • Korean
  • Latvian
  • Lithuanian
  • Norwegian
  • Portugese
  • Romanian
  • Russian
  • Serbian
  • Slovak
  • Slovenian
  • Spanish
  • Swedish
  • Ukrainian
  • Vietnamese