Login Witaj w portalu HANUMAN.pl
17.12.2018, godz. 09:40

Filozofowie Jońscy a myśl indyjska

Postanowiłem dziś opublikować mój dawny tekst o jednym z filozofów jońskich, Anaksymandrze. Gdy go pisałem, nie znałem jeszcze myśli indyjskiej, dlatego stawiam przed tobą samodzielne zadanie Czytelniku. Po zapoznaniu się z moją próbą rekonstrukcji poglądów Anaksymandra należy po prostu odnieść je do tego, co wie się o nurtach intelektualnych które wzrastały na Subkontynencie. W tym napisanym wieki temu eseju robię jeszcze jedną rzecz, o której wiem teraz, że jest indyjska. Nie jestem wobec Anaksymandra tylko archiwistą, staram się poprzez moje osobiste modele myślowe praktykować jego przesłanie, moim zdaniem ogromnie interesujące.


 

O Anaksymandrze.
 
 
 
   Bohaterem mojego najważniejszego eseju filozoficznego uczyniłem Heraklita z Abdery. Jednakże ten wielki uczony nie był jedynym klejnotem myśli preklasycznej Grecji, nie był też jedynym Jończykiem godnym uwagi. Zastanawiać może fakt, że w VII i VI wiekach p.n.e. tak wielką intuicją i wiedzą obdarzeni byli mieszkańcy tej maleńkiej wspólnoty miast – państw, wobec których nawet Półwysep Grecki jawił się niezmierzonym kontynentem. Znakomicie to potwierdza moją fantastyczną spekulację, którą ukazuję w „Osadzie”. Jak pokazuje historia - rzeczywiście stosunkowo wyizolowana i nieliczna grupa przedstawicieli ludzkości może dokonywać niezwykłych, demonicznych wręcz, odkryć dotyczących natury świata. Do tych odkryć bardziej od techniki potrzebna jest filozofia, czyli bezinteresowna miłość dla mądrości. Istoty ludzkie, skupiając się całkowicie na myśleniu, nie schodząc na manowce dróg tej czy innej filozofii celu, mogą objąć swoją intuicją i umysłem dosłownie niezmierzone przestrzenie.
 
   Nim zaproszę na przyjęcie mem Anaksymandra, zauważę na wstępie, że najlepiej jest on zawarty w „Zarysie filozofii greckiej” Adama Krokiewicza. Co dość pouczające – wybitny ten naukowiec w zasadzie ignoruje przesłanki zawarte w filozofii Anaksymandra. Jak pisze ów wielce zasłużony dla ożywiania greckich memów na polskim gruncie uczony – „Mechanistyczny determinizm filozofa budził zrozumiałe zastrzeżenia ze względu na skrajny pesymizm: człowiek jest raz na zawsze skazany na „zbrodniczy” żywot w nieustannej walce o „pokarm” i sam pada jej ofiarą, na czym dla niego wszystko się kończy; rządząca światem sprawiedliwość wcale nie zapobiega winie człowieka, lecz przeciwnie, wprost mu ją narzuca, aby – ją wciąż wyrównywać nieustanną karą i pomstą”. Jednocześnie Krokiewicz zauważa, że Grecy antyczni (jak Diogenes Laertios) uważali Anaksymandra za jednego z dwóch ojców filozofii w ogóle (a filozofię uważali za matkę duchowości ludzkiej – matkę sztuk i nauk). Drugim z ojców był Pitagoras, twórca nauk ścisłych, odkrywca metody opisu relacji naturalnych przez cyfry i równania. Zatem Anaksymander i Pitagoras byli ojcami tego, co dla wykształconych Greków stanowiło wartość najwyższą. Skąd zatem zwrot – „mechanistyczny determinizm filozofa budził zrozumiałe zastrzeżenia ze względu na skrajny pesymizm”? Budził u kogo – u nas dzisiaj? Dlaczego zrozumiałe zastrzeżenia? Poruszam ten drobiazg na wstępie, żeby uważny czytelnik łatwo mógł znaleźć odpowiedź na ważniejsze pytanie – „dlaczego dzisiaj odbieramy Heraklita i Anaksymandra jak postaci na poły bajkowe?”. Czy dlatego, że Platon, czy Pascal mieli więcej do powiedzenia o naturze rzeczywistości? Nie! Jak widać w powyższym przykładzie jesteśmy przesiąknięci filozofią celu i myśleniem życzeniowym. Poważny badacz filozofii epoki Anaksymandra odrzuca jego system filozoficzny dlatego, że jest on pesymistyczny... Że nie potwierdza etyki i nie stawia człowieka w centrum Uniwersum.
 
   Oczywiście przesłanki etyczne nie były najważniejszym elementem systemu filozoficznego Anaksymandra, co prawie na pewno wiąże się z bezinteresownym dążeniem ku odkrywania świata. Ciężko odkryć i przyjąć za istotny sposób nakrywania stołu, gdy bada się świat nie należący jedynie do ludzi, nie związany z ich przesądami i ograniczoną środowiskowo mentalnością. Sposób nakrywania stołu (etyka) ma niewiele wspólnego z ogólną naturą świata. Po tym dość smutnym akapicie zajmijmy się wreszcie Anaksymandrem z Miletu.
 
   Jak dla Heraklita podstawą rzeczywistości była zmienność, tak dla Anaksymandra jest nią bezkres (apeiron). W języku Greckim ma on dwie możliwe konotacje – podobną do naszej – „nieskończoność i skończoność” i mniej podobną „nieokreślone i określone (peperasmenon)”. (tu powoli oddalam się od Krokiewicza, który – na szczęście – przytacza fakty, jednak – siłą rzeczy, co zrozumiałe – nie jest w stanie objąć zawartej w nich treści). Określone i skończone (przestrzennie, jakościowo i czasowo) są rzeczy dostrzegalne zmysłowo, stanowiące składniki określonych i skończonych światów. Wszystko otacza bezkres. Apeiroi to plethei ouranoi, kosmoi – światów, które powstają i giną jest nieskończenie wiele. Te światy jednocześnie następują obok i po sobie. Bezkres jest niezmienny (ametableton). Poszczególny świat powstaje z zarodnika gorąca i zimna (energii - thermou i materii - psychrou), który się wydziela i oddziela (jest to jedna czynność) z bezkresu. Z tego zarodnika powstają coraz bardziej wydzielające się i oddzielające się pierwiastki, które zaczynają dążyć do stanu bardziej zrównoważonej wymiany – Anaksymander przywołuje tu obraz żywiołów. Z tej w miarę stabilnej wymiany powstają istoty żywe – filozof wierzył, że wszystkie w naszym świecie były wpierw rybami i przeszły przemianę na wskutek wysychania wody, w mule. Stąd wywodzą się stworzenia lądowe. Anaksymander spekuluje na temat duszy, łącząc ją z podziałem który zaszedł nim pojawiły się organizmy żywe – część ich substancji zyskała bardziej „wodną” naturę – ciało fizyczne, część bardziej „powietrzną” – śmiertelna dusza. Można zaryzykować stwierdzenie, że filozof nadal oddziela materialny budulec organizmów od budulca energetycznego, chce jednak podkreślić, że jest to materia i energia bardziej skończona i stabilna niż ta która miała miejsce w zarodku świata.
   Poszczególny świat nie jest u Anaksymandra wieczny. Świat jest u niego polem walki pomiędzy przeciwieństwami które się wydzieliły z bezkresu. W ciągu walki energii z materią powstają i giną wszelkie obiekty materialnoenergetyczne, zarówno kamienie, gwiazdy, jak i ludzie. „Z jakich obiektów rzeczy powstają, rzeczy istniejące, na te muszą także zginąć, albowiem odwzajemniają się sobie kolejne karą i pomstą za niesprawiedliwość zgodnie z zarządzeniem czasu” – pisał filozof. Niech nie zwiedzie nas tu „prawniczy” język, dzieli nas jeszcze 200 lat do Arystotelesa, a więcej jeszcze do Newtona, więc opisując zależności Anaksymander musiał odwołać się do terminów znanych sobie współczesnym. Stąd też ziemia – ogień, materia i energia zarodkowe i woda – powietrze, w roli materii i energii bardziej już ukształtowanych. Nie należy dać się tu zwieść koniecznym metaforom, lecz zwrócić uwagę na ten profetyczny podział. Zatem obiekty Anaksymandra pożerają się wzajemnie, lecz karmiąc się kosztem innego istnienia same skazują się na śmierć. Materia połykając energię wypala się (starość organizmu, erozja geologiczna), energia pożerając materię kostnieje (ochładzanie się gwiazd, topnienie lodu). U Anaksymandra wtórna materia („woda”) odnosi wpierw zwycięstwo, i więzi zarodnikową energię („ogień”) posługując się nią – wydzielając wtórną energię („powietrze”). Jednak energia zarodkowa działa wciąż w pierścieniach energii wtórnej, i przez otwory takie jak słońce dezintegruje materię – Anaksymander tłumaczył tym wysychanie oceanów, które doprowadziło do życia lądowego. Powstanie poszczególnego świata jest zatem walką przeciwieństw – materii i energii, z których wpierw jedno, potem drugie dominuje.
   Skoro przeciwieństwa wydzieliły się i oddzieliły się z bezkresu, Anaksymander uważał, że przyczyną tego jest wieczny ruch bezkresu. Jest to ruch dość tajemniczy, gdyż bezkres zajmuje całą przestrzeń, a raczej jakąś nieznaną nadprzestrzeń i nie ma już w czym się poruszać. Krokiewicz przyjmuje zatem, iż bezkres wiruje, ja na razie wstrzymuję się od głosu. Oczywiste jest jednak, że ruch bezkresu nie przypomina znanego ruchu w znanej nam przestrzeni wydzielonego świata. Niekoniecznie zatem może istnieć dualizm – albo się porusza (lecz nie ma w czym), albo wiruje – zatem wiruje... Anaksymander uczył o nieskończonej ilości równoczesnych i zarazem następujących po sobie światów. Anaksymander wierzył w symetrię, zatem zakładał iż światy te były równo odległe od siebie (w jednoczesnym i niejednoczesnym zarazem czasie i miejscu). Oczywiste jest, że ta zasada symetrii polegającej na równym oddaleniu nie dotyczyła modelu złożonego z równo umieszczonych kulek – światów (co przyjmuje Krokiewicz). Jest to bowiem funkcja oddalenia w jednoczesnym i niejednoczesnym zarazem czasie i miejscu. Rozmieszczone równomiernie nie służą nawet uproszczonemu zarysowi tego modelu. Gdyż kule są tylko w jednoczesnym czasie i niejednoczesnym miejscu, prócz tego światy te nie są równo oddalone od siebie – świat dalszy o dwa oczka jest dalszy od świata sąsiedniego. Model Anaksymandrowego Uniwersum postaram się przedstawić po ukazaniu całości poglądów filozofa – na razie przyjmijmy, że nie można sobie tego wyobrazić za pomocą jednego obrazu, jak żadnej zresztą rzeczy wykraczającej poza linearność czasu i przestrzeń trójwymiarową.
   Anaksymander wierząc w symetrię uznaje prawdopodobnie, iż poszczególne światy mają podobną zawartość. Objęte tajemniczym ruchem bezkresu światy posiadają też w sobie te same przeciwieństwa co bezkres, lecz posiadają je inaczej. Różnica ta polega na tym, że w obrębie świata przeciwieństwa te znajdują się w zamkniętej, zaś w przypadku bezkresu – w otwartej przestrzeni. Tu zwróćmy uwagę na różnicę jakościową – w obrębie poszczególnych światów zawiera się to, co uznajemy za „naszą” nieskończoność i ta „nasza” nieskończoność jest skończona i określona w stosunku do bezkresu. Zatem w bezkresie znane nam siły są inne poprzez operator jakiejś, niewyobrażalnej dla nas nadnieskończoności, wobec której, być może, nawet mnożenie wymiarów nie jest pomocnym narzędziem. Zatem, co w tym wypadku naturalne, zawieszony w nadnieskończoności dualizm materii i energii rzeczywiście zachodzi „inaczej”. Dopiero wyłoniony za sprawą ruchu bezkresu dualizm ten trafia do bańki naszej nieskończoności i staje się zestawem sił po części nam znanych z historii naszego wszechświata. Dopiero znalezienie się w bańce poszczególnego świata zaburza równowagę tego dualizmu przeciwieństw. W istocie też zaburzenie równowagi dualizmu przeciwieństw kreuje bańkę poszczególnego świata. Jedno z drugim, powstanie bańki i zaburzenie równowagi zachodzi jednocześnie, to też miałem na myśli pisząc wydziela się i oddziela. Nie jest to czynność łatwa do zrozumienia z perspektywy naszego, poszczególnego świata, jednak taką ma być zważywszy na naturę bezkresu.
   W bezkresie równowaga przeciwieństw nie jest naruszona i trwa wiecznie. Przeciwieństwa nie są w nim bowiem „określone”, lecz bezkresne. W związku z tym równoważą się w nim, jednocześnie też neutralizuję i wzajemnie przechodzą nawzajem w siebie. Znów zauważmy, że nie zmienia się sam ruch, lecz przydomek jakościowy tego ruchu – w poszczególnych światach mamy ruch określony czasem i miejscem, w bezkresie zaś nieokreślony czasem i miejscem, w poszczególnych światach mamy ruch skończony w czasie i miejscu, zaś w bezkresie – nieskończony w czasie i miejscu. Zauważmy, że nieskończony ruch w nadprzestrzeni przekłada się na skończoność ruchu w przestrzeni. Co za tym idzie pojęcie nieskończonego ruchu nie jest tym samym co „ruch bez końca”. Podobnie równoważenie się przeciwstawnych sił w bezkresie, ich neutralizowanie się i przechodzenie w siebie musimy pojmować przez pryzmat tego, gdzie się to dzieje. Otoczenie bowiem ulega takiej zmianie w stosunku do świata – bańki, że posiadające ten sam „konfliktowy” potencjał przeciwieństwa, nie zmieniając się, stają się „zrównoważone”. Wyobraźmy sobie, że coś co było w wodzie zyskuje inne właściwości wydostając się na powierzchnię, choć nie zmienia się ani trochę. Jest to spójne z Anaksymandrowym wydostaniem się ryby na ląd w mniejszej skali, skali skończonej, więc konfliktowo zmiennej – ryba zmienia się w stworzenie lądowe.
   Arystoteles nazywa bezkres Anaksymandra mieszaniną (meigma) i jednym (hen), z którego wydzielają się „istniejące w nim przeciwieństwa”. Bezkres w bezruchu stanowi jedność, żadne z istniejących w nim przeciwieństw nie ma przewagi nad drugim, żadne z drugim nie walczy, ich wielość zanika w zgodzie, która jest jednością. Znów pojawia się problem nie zauważony przez Krokiewicza, który przyjął, że bezkres wiruje. Gdyby wirował – nie istniałby, skoro tylko w bezruchu stanowi jedność. A jak przyjął Anaksymander – otacza on światy. Możemy zatem przyjąć, że nieskończony ruch przemienia się w zwyklejszy ruch, podobnie jak nadprzestrzeń gdzie dualizm jest jednym, przemienia się w przestrzeń, gdzie dualizm jest dwoma przeciwnymi siłami. Wypada się zastanowić, na ile nieskończony ruch jest przyczyną sprawczą wydzielania się poszczególnych światów. Z pewnością nie dzieje się to na poziomie zwykłego ruchu, który coś pobudza, bo nie mamy do czynienia ze zwykłym ruchem. Tak jak nadprzestrzeń nie jest możliwa do opisania wymiarami, tak ów „nadruch” bezkresu nie jest możliwy do opisania za pomocą przemieszczenia w przestrzeni.
   Dalej, wedle Arystotelesa, mówi Anaksymander, że całość jest niezmienna, zaś części są zmienne. Sugeruje to w dalszym ciągu zmianę otoczenia – to, co w bańkach światów jest zmienne, poza nimi – w bezkresie, jest niezmienne. Nadprzestrzeń staje się przestrzenią, nadruch – ruchem. Dlaczego tak się dzieje? Być może z punktu widzenia nadprzestrzeni przypadkowe tworzenie się baniek jest również elementem niezmienności, a jej funkcją jest nadruch. Jeśli coś ma być całkowicie niezmienne w stosunku do przestrzeni, musi pozostawać w bezruchu. Być może, jeśli coś ma być całkowicie niezmienne w stosunku do nadprzestrzeni, musi pozostawać w nadruchu... Stąd, przypuszczam, zdanie Anaksymandra brzmiało: całość jest niezmienna i części są zmienne, co oznacza tyle, że całość jest niezmienna. Bezkres jest więc mieszaniną i jednym. Można by stwierdzić, że się powtarzam, ale tak nie jest. Mamy bowiem odważny model logiczny – jest i musi być A, które zawiera się w B, zatem jest tylko B. Bezkres nie jest sam w sobie, lecz potrzebuje światów, dzięki czemu jest sam w sobie. Poszczególne światy są zatem jedynie relatywnym przejawem bytu bezkresu, który to przejaw z wielu punktów widzenia jest bardziej funkcją stanu, niż zależnym bytem. Gdyby ktoś stwierdził, że jest czyimś oddechem, byłby tu daleko od modelu Anaksymandra. Gdyby stwierdził, że jest czyimś „oddychać” – byłby bliżej. Oczywiście bezkres jest zawsze tym samym – i w ruchu i w spoczynku, niezależnie, czy oddycha, czy nie. Poszczególne światy są zatem jakąś czynnością bezkresu, jednak niekonieczną. Odwołując się dalej do naszego antropomorficznego przykładu – nie tyle „oddychać”, co „ruszać przypadkowo głową”. Lepiej jeszcze – wyobraźmy sobie drżący na wietrze liść i to, że to drżenie na wietrze, normalne dla liścia, jest nieskończonością skończonych światów. Drżenie jest nieskończonością skończonych światów. Światów będących po sobie i obok siebie zarazem, równo oddalonych...
   A propos antropomorfizmu... Wcześniej i później wspomina Krokiewicz o tym, że Anaksymander „czcił” bezkres, podobnie jak Tales wodę. Nie rozumiem tych wzmianek i nie wydają mi się zasadne. Czy fizyk czci materię? Z pewnością Anaksymander otaczał szacunkiem swoje własne odkrywcze myśli, czemu trudno się dziwić. Jednak nie wyobrażam sobie w domu filozofa „ołtarzyka bezkresu”. Z pewnością spoglądał inaczej w niebo niż jego sąsiedzi i my dzisiaj, jednak nazywanie tego spojrzenia pełnego gwiazd mianem „czczenia” wydaje mi się dość małostkowe. Na ile można zarzucić fizykowi religijny kult materii, na tyle jeszcze mniej można zarzucić Anaksymandrowi kult bezkresu. Bądź co bądź materia jest łatwiejszym materiałem na ewentualny ołtarzyk...
   Dalej pisze Anaksymander, że aby mógł się zrodzić nowy, poszczególny świat, musi zginąć stary. Znów pojawiają się prawnicze metafory, lecz rzecz całą łatwiej już przywołać obserwując drżenie liścia. Aby liść drżał, musi opuszczać jeden obszar w przestrzeni na rzecz drugiego, po jakimś jednak czasie jego ruch się powtarza. Drżenie ewokuje skończoność i powtarzalność światów. Dla mieszkańców poszczególnych światów będących czynnością bezkresu, poszczególne aspekty tej czynności stają się bytami, także ich narodzeniami oraz końcami. Cóż to są aspekty czynności, owego nadruchu? Można je porównać do amplitudy drżenia, z której można wydzielać coraz drobniejsze składowe harmoniczne. Na poziomie ogromnego rozdrobnienia jesteśmy my sami, kamienie i już nie przykładowe liście... Anaksymander wybrał dla zobrazowania tego słownictwo „czynu” i „kary”, co zwodzi na manowce odbiorców przejętych etyką (Krokiewicz) i ją tworzących (Arystoteles). Jednak z podobnymi przejawami opisywania skutku i przyczyny spotkać się możemy aż do epoki oświecenia – po prostu dawniej nie był przyjęty dziś stosowany język nauki.
   Podobny los spotyka nie tylko ludzi i kamienie, ale całe światy. Krokiewicz stara się opisać za Anaksymandra owo pandemonium, ale fakt, że tego u Anaksymandra nie ma, że tego nie dostrzegł Arystoteles (znający i rozumiejący poglądy Anaksymandra lepiej niż my) jest logiczny. Poszczególne światy to „drżeć”, to efekt nadruchu. Śmierci i narodzenia są składowymi mikrodrżeniami „drżeć”, które nam, z naszej perspektywy, wydają się bytami. Im jednak większa skala, tym bardziej nasze „drżeć” mniej ma wspólnego z bytem. Dzisiaj nasza nauka zauważyła „pogłos” Wielkiego Wybuchu. Potrafi go odtworzyć aż do zarodnika, gdzie istniała protomateria i protoenergia, być może też złączone wymiary przestrzeni. Co było wcześniej? Nasz wizerunek Uniwersum jest poważnym i frapującym dowodem na graniczącą z cudem intuicję i mądrość Anaksymandra. Dajmy więc mówić dalej jego memowi. Za zarodnikiem poszczególnego świata kończy się to co odczuwamy i przyjmujemy za byt. Jest „drżeć”, nadruch, dla nas niedostrzegalny. Podobnie jest zapewne z końcem światów – składowe harmoniczne drżenia znów powracają do stanu wyjściowego. Być może świat z naszej perspektywy znika, być może zamiera w absolutnej entropii. Pamiętajmy, że nasza nieskończoność czasu i przestrzeni jest skończona wobec bezkresu. Zatem świat poszczególny może się skończyć dla bezkresu, choć dla nas będzie trwał (o ile moglibyśmy być obecni przy całkowitej entropii). Dlatego Anaksymander nie opisuje końca świata poszczególnego, naszej wspólnej ojczyzny – z punktu widzenia jego filozofii jest on bowiem nieistotny. Filozof wie, że minie ta składowa nadruchu, ten aspekt „drżeć”, oraz, przyjmując jednostajność wiatru wprowadzającego liść w drżenie, zakłada że po jakimś nadczasie, czy też nieczasie, ta składowa nadruchu powróci powołując świat podobny do naszego. Nie oznacza to jednak, że za sekundę i miliard lat będę siedział w tym fotelu i pisał jeszcze raz to samo zdanie. Bowiem mnożenie i śmierć światów zachodzi po i obok siebie . Nie oznacza to następstwa i nie oznacza to też, że nie będę pisał tego zdania więcej niż raz... Nie oznacza to ani następstwa, ani jego braku, ani uczestnictwa równoległego, ani jego braku. Oznacza to wszystko i żadne z tego zarazem... Pamiętajmy, że nadruch, operator czynności nadruchu zdaje nam się bytem. Nie jesteśmy bliscy takiej logice, nie umiemy zobrazować znaku sumowania liczbami. Równanie (+) = 17 nie jest dla nas możliwe do wyobrażenia i zastosowania.
 W tym momencie nie zdziwi nas zdanie Anaksymandra dotyczące czasu. Dowiadujemy się, że czas jest tylko tam, gdzie są światy, zaś w bezkresie jest wieczność. Ta wieczność nie jest oczywiście niekończącym się czasem, ale nadczasem, wobec którego trwanie, koniec i początek są jak wymiary wobec nadprzestrzeni. Oczywiście w tym nadczasie drży liść, my zaś jesteśmy „drżeć”. Światy które zachodzą po i obok siebie czynią to w nadczasie i nadprzestrzeni.
 Choć Anaksymander nie czcił „ołtarzyka bezkresu” odniósł się do bogów – uznał, że są oni na równi z innymi bytami elementami poszczególnych światów. Widział zatem bogów jako demony – istoty bardziej świadome od ludzi, jednak podobnie jak i oni związane z określonym i skończonym światem. Tak zniechęcający Krokiewicza determinizm, w jakimś sensie podwójny – narodziny oznaczają śmierć, śmierć zaś narodziny i wszystko się powtarza nieskończoną ilość razy, wydaje mi się błędnym efektem zastosowania naszego wyobrażenia linearnego czasu i trójwymiarowej przestrzeni wobec modelu, który tych elementów nie zakłada w wątku przewodnim, jakim jest bezkres. Gdy zauważymy, że w bezkresie mamy nadprzestrzeń, nadruch i nadczas, które są nieskończone wobec naszych odpowiedników nieskończoności (byty będące jedynie amplitudą „drżeć”), zakładanie takiego determinizmu, podobnie jak Uniwersum ułożonych warstwowo kul, jest błędne.
 
   W ten sposób zakończyłem moje przedstawianie memu Anaksymandra. Czyniąc to, starałem się od razu przyjąć klucz zawarty w filozofii Jończyka, gdyż inaczej zrozumienie jej byłoby tylko kalejdoskopem dziwnych i przypadkowych faktów. Nie sądzę, żeby zaszła tu jakaś moja nadinterpretacja – sugestie są wyraźne – mamy do czynienia ze stawaniem się materii i energii, z różnymi jej stanami z których wyłania się poszczególny wszechświat. Od razu na wstępie mamy też wyraźną opozycję bezkresu wobec tego, co my pojmujemy jako przestrzeń, później jako ruch i wreszcie jako czas. Myląca może być jedynie terminologia używana przez Anaksymandra i po nim – Arystotelesa. Szczególnie zaś mylące są dla nas dzisiaj fałszywe przesłanki etyczne, czemu uległ na przykład też Schweitzer w swojej „Filozofii mistrzów wschodu”. Jednak zarówno określenia żywiołów, jak i kary oraz zadośćuczynienia są zrozumiałe tylko wtedy, gdy zastanowimy się, jak inaczej mógł wyrazić Anaksymander energię i materię, przyczynę i skutek.
   Doprawdy nie wiem, skąd mogła się wziąć tak ogromna intuicja Anaksymandra. Zauważmy, że jeszcze do niedawna owe uwagi o zarodkach materii i energii wydałyby nam się absurdalne. Teraz jednak łatwo zauważymy tu jasno wyłożony, przyjmowany dzisiaj za prawie pewny, początek naszego wszechświata. Niejako przy okazji rzuca Anaksymander też uwagę dotyczącą wykształcenia się płazów i wszystkich lądowych kręgowców. Muł, wydarcie ryby ze środowiska wodnego, przemiana... Oczywiście filozof nie wie nic o genach i ewolucji naturalnej, ale ciężko mu zarzucić brak wnikliwości obserwacji i nieumiejętność wyciągania trafnych wniosków. Jego filozofię znamy niestety w postaci szczątkowej – być może również jego model Uniwersum był jakoś przez niego objaśniony. Ciężko sobie wyobrazić, z jakich mógłby analogii utworzyć swój bezkres, ale to co ciężkie do wyobrażenia, nie jest wcale niemożliwe.
 Możliwe przez nas obecnie do przyjęcia intuicje Anaksymandra toną w głębokim cieniu znacznie bardziej niezwykłych elementów jego filozofii. Jednocześnie warto zauważyć, że im bliżej był rzeczy drobnych i szczegółowych, tym większe były jego błędy w stosunku do znanej nam nauki, im zaś dalej – te błędy były mniejsze. O ile w przypadku powstania żab i modelu globu ziemskiego widać u Anaksymandra obok demiurgicznej intuicji oczywiste błędy, dziś anachroniczne, o tyle jego model ekspansji wszechświata jest strzałem w dziesiątkę. Bezkres jest jeszcze dalszy od owych zarodników wszechświatów... Anaksymander był zapewne dalekowidzem. Problem w tym, że my dzisiaj nie jesteśmy w stanie sięgnąć wzrokiem tak daleko. Czy oznacza to, że model filozofa jest bajkowy, jakim łatwo go uczynić niedostatkiem zrozumienia? Intuicja Anaksymandra jest poważnym ostrzeżeniem przed zlekceważeniem jego bezkresu.
   Jesteśmy zatem „drżeć”. Jesteśmy czynnością dziejącą się w bezkresie, nadczasowym i nadprzestrzennym, która w naszej mikroskali jawi nam się bytami, związkiem materialnoenergetycznym nas samych i otaczającej nas materii i energii wszechświata. Nie jest to rzecz jasna model, który można opisać graficznie, czy choćby w najzręczniej zbudowanych zdaniach. Wydaje mi się, że rzecz cała godna jest uwagi matematyków, którzy w teorii wielowymiarowych strun zbliżyli się choć trochę do jakichś narzędzi mogących opisać naukowo bezkres Anaksymandra.
 
   Co ciekawe, być może klucz do Anaksymandrowego przechodzenia bezkresnego „drżeć” w byty poszczególnych światów również znajduje się w preklasycznej Grecji. Dzierżył go, być może, współojciec filozofii – Pitagoras. Ów uczony żywił niezwykłe przywiązanie do cyfr, które nawet mnie, doświadczonemu po Heraklitowej przygodzie, wydało się bajkowe. Pitagoras starał się dowieść, że istotą świata są cyfry, które stopniowo przekształcają się – wpierw w jednowymiarowe punkty, później w dwuwymiarowe linie, trójwymiarowe bryły i wreszcie w otaczający nas świat, którego czwartym wymiarem był czas. Ten czas nie był tym za co my go dziś uznajemy – był też całą nieokreślonością i przypadkowością, która dzieli „idealną bryłę” od kamienia, czy ptaka.
   Teoria strun, która wiąże w sposób póki co teoretyczny, cztery siły fizyczne – grawitacyjną, elektromagnetyczną, makrocząsteczkową i mikrocząsteczkową, za którą przemawia jej trafna elegancja – zakłada, że z początkowych 12 wymiarów – 3 uległy entropii, pozostałe zaś 9 – intropii. Zatem trzy pierwsze wymiary tworzą przestrzeń naszego wszechświata, zaś pozostałe dziewięć – najdrobniejszą strunę obecną w każdej cząsteczce (choć – być może jest to zawsze ta sama drobina – 9 wymiarów to nie 3!).
 Spójrzmy uważnie na obie hipotezy. Na pierwszy rzut oka nie widać żadnych podobieństw. Lecz 9 wymiarowa struna nie jest „czymś” z punktu widzenia naszych trzech wymiarów. Jest prawie tak abstrakcyjna jak cyfra, którą wyobrażał sobie Pitagoras i co wyśmiewali już jego współcześni. Jednak dzisiejszym naukowcom nie powinno już być tak „wesoło” – w końcu budowanie świata od „istniejących rzeczywiście” liczb i zawarcie w każdym atomie 9 wymiarowej struny są to modele podobnie nierealne do wyobrażenia.
 Jak zatem przemienić „drżeć” bezkresu w byty światów? Można sobie wyobrazić na przykład cząstki przestrzeni, tak jak foton jest cząstką światła, a proton materii. Być może te cząstki miałyby wiele wspólnego ze strunami (choć model trzeba by było ujrzeć z perspektywy PRZED Wielkim Wybuchem). Być może też nie byłyby one w ogóle wymiarowe (co sugerował Pitagoras), czyli ani 9, ani 100, ani 2 wymiarowe. Czemu nie? W końcu im głębiej wnikamy w materię, tym mniej jej składowe mają wspólnego z naszym odczuciem materii... Już elektron nie przypominał sobą małej „kuleczki”, cóż dopiero kwark... Gdyby istniały zatem apeirony, czyli cząsteczki przestrzeni i nie były w żaden sposób przestrzenne (nawet jako 9 wymiarowe struny) – zarówno natura bezkresu Anaksymandra, jak i pitagorejska Arcyczwórka (1(liczba) + 2(linia) +3(bryła) +4(byt)) byłyby możliwe do badania w sposób naukowy... „Coś” ponad naszym światem – bańką okazałoby się nieco inaczej zorganizowanym ciągiem apeironów, czy też pitagorejskich liczb. Ogólniejszy od kosmologii Einsteina i fizyki kwantowej model Uniwersum byłby zatem istniejącą grupą znaków, bardziej liczb niż tego co złudnie odczuwamy jako „byty”. Pitagoras zagorzale bronił tego wizerunku, z kolei Anaksymandrowa nadprzestrzeń to też – z naszego punktu widzenia – nieprzestrzeń....
 
WSKAZÓWKA PRAKTYCZNA:
 
 Jeśli powyższe założenia są bliskie prawdzie, zwłaszcza zaś te dotyczące nadrzędnego wobec baniek – wszechświatów bezkresu (nie zależnie jak wyglądają szczegóły) – może istnieć praktyczny sposób zmiany ram miejsca w bezkres. Być może wystarczy uzyskać harmonijny rezonans czterech sił fizycznych. Wtedy obszar objęty tym rezonansem zostanie wyrwany z ram przestrzeni wszechświata do bezkresu. Możliwa też będzie, być może, teleportacja, wymagająca innego(prostszego) zestrojenia. Może to być teleportacja między dwoma podobnie zestrojonymi portalami, lub jednostronna, polegająca na podobieństwie warunków fizycznych w obszarze przemieszczanym do obszaru docelowego. Aby wynikiem skoku jednoportalowego nie było pobliskie miejsce (identyczne warunki fizyczne – materia, czas, grawitacja etc.), należy zmienić nieznacznie właściwości przemieszczanego materiału.  
 
 
 
 

0 komentarzy

Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.

Wydarzenia

Brak nadchodzących wydarzeń

Translator

  • Arabic
  • Bulgarian
  • Catalan
  • Chinese Simplified
  • Chinese Traditional
  • Croatian
  • Czech
  • Danish
  • Dutch
  • English
  • Filipino
  • Finnish
  • French
  • German
  • Greek
  • Hebrew
  • Hindi
  • Indonesian
  • Italian
  • Japanese
  • Korean
  • Latvian
  • Lithuanian
  • Norwegian
  • Portugese
  • Romanian
  • Russian
  • Serbian
  • Slovak
  • Slovenian
  • Spanish
  • Swedish
  • Ukrainian
  • Vietnamese