Login Witaj w portalu HANUMAN.pl
17.12.2018, godz. 08:09

Wspomnienie Kali.

 
    To jest pieśń zniszczenia, nie ma innych pieśni. Przybyłam tu, aby zgasić gwiazdy. By zdobyć budowlę przestrzeni i obrócić ją w popiół. Zaczęłam tańczyć, a mój taniec rozrywał relacje, gdy wszystko co było, było tylko ich spotkaniem. We mnie lśniły światła i gasły. We mnie ciemność zastygła w bezruchu, przestała płynąć swoim morzem hebanowym. We mnie zakończył się żar, oraz chłód. Pytano mnie – „Skąd jesteś, miłośniczko tańca?”, ja zaś biegłam ku tonącym we mnie głosom i odpowiadałam – „Jestem stąd, to miejsce stało się mym domem”. „Dlaczego więc niszczysz swój dom?!” – wołały przerażone głosy. „Cóż was w tym przeraża?” – dziwiłam się – „Czy nieznośne jest wam sąsiedztwo, które jest konieczne?”. Po tych słowach przyspieszałam, moje ruchy nabierały znaczeń, stawały się najwyższą ze sztuk, jaką kiedykolwiek wyrażano. Mój taniec był niemy i rozpływał się w ciszy. Nie mógł do mnie bowiem podejść muzyk, ani dopłynąć żaden dźwięk. Im bardziej rósł świat skryty w moich ruchach, tym bardziej malał ten, dla którego tu przybyłam.

 

 Te dwa światy, tworzony i niszczony, nie miały ze sobą żadnego pokrewieństwa, były sobie obce, nie miały dróg poprzez swoje granice. Dlatego tak pełna była moja moc, która zamyka wszystko, która wszystko pali w miejscu, gdzie nie ma nawet ognia. „Skoro nas niszczysz, niż nas naprawdę, nie twórz naszym kosztem innych ziem” – lamentowały coraz mniej liczne głosy. Biegłam ku nim dla ciszy, w którą miały wnet zapaść i śpiewałam dumnie – „Synowie zniszczenia, jak mali jesteście w waszych marzeniach. Przybyłam, gdyż mnie zawołano, a tym, który wołał, była wasza niewiedza, wasze zaślepienie, wasza arogancja. Spoczywając na łożach waszych dążeń, pełni wiary w wielkość was samych wołaliście mnie, a was głos rósł do krzyku. Teraz jestem”. Jeszcze gdzieś w dali biegły wasze myśli składając się w zdania – „Lecz czemu tworzysz w trakcie tej okrutnej misji? Czy nie umiesz uszanować naszego płaczu i powagi naszego kresu?”. Mój śmiech rozbrzmiał w ostatnich strzępach echa, w ostatnich wstęgach powietrza – „Każdy kto jest żywy tworzy światy, czy mogłabym tu przybyć, gdybym nie była tą, która przybywa? Skąd miałabym nadejść, gdybym nie mogła usłyszeć waszych wołań? Żyjąc tworzę, gdyż nie istnieję dla siebie. Jestem tylko służką w pałacach istnienia, wciąż rosnącej drogi istnienia jestem córką”. „Myśmy cię nie wołali, jak mogłaś nas usłyszeć?” – pytali mnie coraz mniej liczni oskarżyciele. „Odczytuję słowa z chmur, z głębi niewypowiedzianych, jestem jedyną, która umie dostrzec błagalne spojrzenie umarłych”. „Lecz my jesteśmy żywi i pragniemy życia” – rozpaczaliście jak wiatr na górskich przełęczach, którego drogę zamknęłam swoim kluczem. „Tak właśnie brzmi lament umarłych, tych którzy już nie wiedzą o swoim nieistnieniu. Gdy oni już sami nie potrafią odejść, przybywam ja” – odrzekłam. „To koniec świata, prośmy naszych bogów o zmiłowanie” – zaczęliście mówić do siebie, a któż gorszego mógłby mieć rozmówcę. „Nie, to jedynie wasz koniec” – odparłam. „Ten świat został przez was zgubiony, ja go odnajduję”. „Lecz przecież niszczysz pejzaże, zwijasz kobierce przestrzeni, sprawiasz, że płoną drogi ptaków” – zacytowaliście poetę z dawnych dni, gdyż piękno słów było wam obce. „Pamiętam pejzaże, wspominam ptaki i drzewa, a moje wspomnienia niosę do pałacu istnienia, do jego ogrodów, które są wszędzie, prócz miejsc zniszczonych tak jak to wasze”. „Przywróć tą drogę, co łączy nas ze wszystkim, nie porzucaj nas na brzegu samotnym” – waszych próśb było więcej niż was samych. „Jak mogę odwrócić czyn należący do was?” – zapytałam kreśląc ostatnią z figur tańca. Gdy wszystko zgasło, przystanęłam i rozwiałam się w ciszy mojego dzieła. Milionami odbić spłynęłam do mych siedzib i całując ziemię, powitałam tą, która powraca.
 
    To droga poznania, starsza niż wszystkie drogi. Ona nie ma rozmiaru, nie ciągnie się w przestrzeni, nie ma swojej liczby, nie ma swej ilości. Czasem jest stworzeniem, innym zaś razem niszczy, nie pozostawiając śladów. A jednak zawsze ktoś nią idzie, choć nie ma przecież stóp, ani postaci idącego. I ja bywam na niej, rozmiłowana w tańcu, spokojna jak horyzont, który gasi moją drogę, gdy jest zbyt długa. Bogini, czy też zjawisko, dziewczyna, czy też drzewo, bestia, czy też piękna jak świt istota światła. Ożywam w lustrach oczu tych których niszczę i sprawiam, że te oczy widzą choć przez chwilę, co nadaje im znaczenie, co sprawia że są u kresu dróg, których ich posiadacze nie widzieli. Przemawiam mową zmysłów, dlatego jestem tańcem. Dla strachu przez strach unicestwionych jestem kulminacją. Unicestwiam unicestwienie, w miejsce cierpienia pozostawiając pustkę pozbawioną wrażeń. Jesteś łowczynią w lesie bezkresnym. Ci co opadli z sił znajdą moją strzałę, zanim pożrą ich bestie, które sycąc swoje pragnienia nie odbierają ciągu egzystencji, w którym nicość potęguje się nicością, snując swoje sny pełne trwogi, tworzące nieświaty opętanych swoją własną zagładą. Moja strzała jest ze złota, moja strzała jest ze słońca. Teraz zaś odpoczywam. Mój łuk zdobi ścianę, nie napnie go nikt, który nie jest wyznaczony przez los, nie mający postaci, istnienia, ani myśli, będący wszystkim, przenikający wszystko, utrzymujący wszystko w harmonii pełnej chaosu i w chaosie pełnym harmonii. Jest tylko przypadek, nie ma żadnego przypadku, a ja, jak wszystko inne, wyrażam jedność tych stanów, które łudzą wrażeniem dwoistości. Teraz zaś odpoczywam, wodząc palcami na strunach cytry. Nie dbam o melodię, bo przecież ona zawsze płynie, nie wymagając od muzyków wysiłku. W konstrukcji, która jest umieszczam moją postać, moją nieokreśloność. Rzeźbię dźwięki tak, jak czyni to morze ze skałami, gdy na nie napiera. Jestem tym oceanem szmaragdowym, który zjawia się w pierwszym dniu stworzenia i uczy muzyki, nim nadejdą słowa. Gdy muzyka ustaje w pauzie, która podkreśla i ją i wzbogaca, ja przychodzę, aby zgasić płomienie słów, rozświetlające pustkę niepotrzebnie, gdyż ona nie lubi światła. Wyobraź mnie sobie nad czarką herbaty, w domu uczynionym z mgieł, który tka moja siostra ułudna. Przyjdź do mnie i usiądź, gdyż słynę z gry na cytrze, która porusza nawet tych, co są nieporuszeni. Usłyszysz w tej muzyce lasy szumiące swoim trwaniem, ujrzysz ptaki na ich gałęziach, dotkniesz wiatru, który przenika ich mądrość. Moja pamięć powraca, gdy dotykam strun. Ujrzysz wszystko, lecz pustki nie znajdziesz, chyba że przesłoni cię pustka, którą niesiesz ze sobą w spojrzeniu. Nie bój się przyjść, gdyż strach sprawia, że gaśniesz. Ja jestem horyzontem, gdy zrobisz krok, on się przesunie i zakryje kształty. Nie ma żadnej bitwy, wszystko trwa wciąż narastając, ja zaś jestem przejawem wszystkiego, podobnie jak ty.

0 komentarzy

Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.

Wydarzenia

Brak nadchodzących wydarzeń

Translator

  • Arabic
  • Bulgarian
  • Catalan
  • Chinese Simplified
  • Chinese Traditional
  • Croatian
  • Czech
  • Danish
  • Dutch
  • English
  • Filipino
  • Finnish
  • French
  • German
  • Greek
  • Hebrew
  • Hindi
  • Indonesian
  • Italian
  • Japanese
  • Korean
  • Latvian
  • Lithuanian
  • Norwegian
  • Portugese
  • Romanian
  • Russian
  • Serbian
  • Slovak
  • Slovenian
  • Spanish
  • Swedish
  • Ukrainian
  • Vietnamese