Login Witaj w portalu HANUMAN.pl
17.12.2018, godz. 09:17

Dramat Karna. Akt I. Sceny 1 - 2.

AKT I
Scena 1
Sen
 
Ojciec Karny:
Czymże jest ta noc, w marzeniach od dnia jaśniejsza,
A gdy nadejdzie cicha, podstępna i mroczna,
Staje się bestią. Widzę cię synu bladego,
Podobnego zjawie, innego cię pamiętam
Z krainy dnia, gdy zaprzęgi władców ochoczo
Sprawiałeś

 

 
Karna:
Ojcze, to był cień słońca dawnego.
Mówią, tylko głupiec szuka prawd w szlakach śnienia.
 
Ojciec Karny:
Inną rzecz mówią słowa, inną twoja postać.
 
Karna:
Zostawmy to już, gdyż chcę byś mnie miał za swego.
 
Ojciec Karny:
Więc rzecz jest poważna, choć coś twe usta pęta.
 
Karna:
Myślę, że wyrzec ją to nie najlepsza droga.
 
Ojciec Karny:
Lecz kto wie to, gdzie dany szlak wiedzie idących,
A też przeszkoda bywa dla nas darem bogów,
Podczas gdy pomoc potrafi wstrzymać nas w marszu
I stać się przeszkodą.
 
Karna:
W mądrość słów powiedzianych
Wierząc, wyzwolę obrazy z mej nocy stosów.
Słuchaj zatem ojcze - widziałem w pełni brzasku
Boginię. Jej włosy były z węży splątanych
Jej oczy zaś podobne do gwiezdnych kolosów
Wtedy, gdy czerń je zrzuca z horyzontu chramów;
Jej usta były jak czeluść światów gładzonych
Jej ramion wirujących zliczyć mi nie sposób
Było wtedy, gdy na brzegu śnień ze strachu
Drżałem martwy jak dzień jej wzrokiem roztrzaskany.
Mogłem tylko słuchać jej słów.
 
Ojciec Karny:
Tyś ujrzał Kali?!
Nikt inny z bogów w grozę nie jest tak odziany.
 
Karna:
W takich chwilach poznanie nie daje otuchy,
Lecz jeszcze większym lękiem serce drżące pali.
Mimo to uśmiech jej wydał mi się przyjazny,
Podobny do burzy, którą błękit chmur skruszył.
Ona to dostrzegła i ostrza groźnej stali
W słońce zwróciła, którego brzask był zaranny
I rzekła: „Oto twój ojciec Karno, spójrz na twarz
Jego jasną, życiodajną, żywą...”
 
Ojciec Karny:
Więc prawda
To synu mój, że losu dróg nikt nie poruszy.
One pędzą wciąż w dal, nieubłaganie pewne,
Niczym żelazne pęta, którym nic nie sprosta,
Lecz musi być im poddane bez prawa zmiany.
Czy można odciąć ich wodze?
 
Karna:
Starczy za wiele
Coś rzekł ojcze. W twych pytaniach odpowiedź rosła.
 
Ojciec Karny:
Pozwól więc, że opiszę dzień przez sny zdradzony.
Pamiętam, że inny był wtedy brzask na niebie,
Jakby Surja zszedł w swej koronie do ziem posłań,
W pajęczą sieć rzeki jak motyl zaplątany.
Tam też byłeś ty, w małej kołysce przed siebie
Gnał cię nurt wód. Wszedłem zatem spiesznie w jego łan
Błękitny, tłusty i spieniony życiem samym
I wydarłem cię stamtąd.
 
 
 
Karna:
Ojcze! Skąd u ciebie
Myśl, by kryć się z tym czynem szlachetnym?
 
Ojciec Karny:
Oto sam
Rzekłeś mi moje obawy snem przywołanym,
Te same, którem znał patrząc na dziecię nieme
Odziane w zbroję jaśniejszą od światła polan
Gorzejących w żarze południa bezlitosnym.
Ujrzałem nić losu wpiętą w nieme stworzenie
I je uniosłem, choć jej nieść nie chciałem kajdan.
 
Karna:
Może me przeznaczenie okaże się prostym
Wiodąc mnie tam, gdzie w moje imię sława tchnienie
Swe złote położy, czyniąc mnie jedną z jej bram.
Zawsze marzyłem o życiu wraz z nią radosnym.
 
Ojciec Karny:
Nie myśl, że sława tych dni dać ci może szczęście.
Ten wiek jest ciemny i niesie nas do upadku.
Bogini, którą ujrzałeś, będzie nim władać.
Pandu zginął, a ślepy król nie stworzy wiele,
Da on władzę synom, Hastinapurę w spadku;
Tak głosi przepowiednia tych, co los chcą zbadać.
 
Karna:
Nawet, jeśli jest ojcze tak, jak ta wieść niesie
I synowie ślepca wezmą wnet stery kraju,
Cóż z tego? Widziałem ich już, chcieli bym zbadał,
Czy mały rydwan dobrze ich w drogę poniesie.
Podszedłem więc szybko i rozkaz ich od razu
Spełniłem. Kaurawowie chcieli ze mną siadać
Do miedzianej dróg łodzi, która w boje pnie się,
Lecz Judhisztira z Pandawów najstarszy klanu
Wzbronił nam tej zabawy, chcąc swe prawa zadać
Naszym młodym chęciom, które wiosny czar krzesze;
Na koniec rzekł, żem jest z niższego kastą stanu
I nie mogą ze mną królewicze przestawać,
A przecież on sam był jak brat podobny do mnie.
 
 
Ojciec Karny:
I o nim także mówią, że nie z ojca ma ród
Gdyż Pandu nie mógł na żony swoje nastawać
Wskutek klątwy bramina. Kunti mantr tajemne
Głoski wyrzekła, aby boskich ojców wziąć trud
I w dynastycznej linii nić kruchą go wplątać;
Jeśli czyni krewnych niezwykłe pochodzenie,
Jesteście w nim braćmi.
 
Karna:
I tylko w nim, jeśli sam mój
Honor miałbym uszanować. Lecz gdy już plątać
Zaczęły się im rydwanu wędzidła ciemne
Do mnie Durjodhana podbiegł i prosił bym znów
Wóz sprawił nie bacząc, że kuzyna to wzdraga.
 
Ojciec Karny:
Nie od dzisiaj to nowina, że niestrudzenie
Rośnie wrogość Pandu i Dhritarasztry synów,
Winieneś to mój synu rozważniej przebadać,
Czy przyjaźń Kaurawów nie jest tylko dręczeniem
Osieroconych następców tronu.
 
Karna:
Już nie mój
To trud, by te sprawy zawikłane poznawać.
Ktoś woła mnie w drogę, może to Kali sama,
Nie mogę już zapomnieć głośnego wezwania.
Jadę szukać mistrza, aby uczynił ze mnie
Tego kim ja jestem, chociaż o tym wciąż nie wiem.
 
 
 
Chór apsaras
 
Karna:
Miło się znaleźć w lesie, gdzie każdy kształt woła
Jednym zgodnym głosem opartym na wielości,
Ptak razem z gałęzią tu szepcze swoje tchnienie,
W nim jest sama przestrzeń, która wszystko dokoła
Wciąż rodzi i zabija dla swej przyjemności;
A jednak, choć jest walką, świat ma w niej spełnienie
Ten czas i we mnie wznieca radości bierwiona,
Choć by go odczuć w pełni za mało mądrości
Jest moim udziałem. To pomocne pragnienie,
Co szukać mistrza każe, jej pewnie mi doda.
Lecz ten, co nie zna ojca, mimo swej dzielności
Z trudem odnajdzie mędrca, który swym uczeniem
Poświęci mu się w pełni, jak wyznawca boga
Sziwy, który wszystkich nauk dał możliwości
Tego świata istotom. I ja niestrudzenie
Będę go czcił, bylebym miał mistrza, co doda
Potęgi moim pieśniom pochwalnym i głośnym.
Lecz cóż to? Tam gdzie potoku jasne brzmi lśnienie,
Odbiły się drzewa, a wśród nich ktoś mnie woła
Pełen czaru, który serce czyni nie własnym,
Lecz takim, które zniesie każde zniewolenie,
Aby nie rozwiał się ten taniec i uroda
I piękno tancerek, którym taniec poddany.
 
Chór apsaras:
Młody Karno, dokąd idziesz w tym gęstym lesie?
Chociaż tyle jest dróg, ty tej jednej się trzymasz...
Zstąp z niej szybko i chodź do nas, pomiędzy cienie,
Tu każdej rozkoszy doznasz.
 
Karna (do siebie):
Ach, wiem już o co chodzi w tym pięknym szalenie
Tańcu. Czyj los ma być wielkim, tego przeszkoda
Z pewnością nie minie. Lecz tutaj być wstrzymanym,
Byłoby mi radością większą nad pragnienie!
 
Chór apsaras:
Wcale nas nie znasz, choć pieśń naszą sławę niesie.
Swoje myśli przed nami niepotrzebnie skrywasz,
Znamy je dobrze, tak jak i przyszłości kwiecie;
Dziś pośród nas się zatrzymasz.
Karna:
Na bogów! Jak bardzo im sprzeciwić się szkoda,
Nie takim jak ja apsarasy szlak przerwały,
A byli w sile wieku, gdy ze mnie wciąż dziecię...
Lecz będę szedł, choć każdy krok ciąży jak kłoda,
Nie ma bogactw nad los, który spełnił się cały.
 
Chór apsaras:
Ach, gdybyś znał ten swój skarb i jego spełnienie;
I bez nas tu, ku którym coraz chciwiej ty wzdychasz,
Uciekłbyś prędko jak wiatr przed swym przeznaczeniem;
Teraz tylko niewiedzą wolę swą umacniasz,
Inaczej strach wbiłby cię w cień.
 
Karna:
Prawda to nimfy, z pięknych najpiękniejsze w świecie,
Wiem, że wam jest bronią nie kłamstwo, lecz uroda.
Zapewne bym wrócił widząc przyszłości wały,
Lecz ich nie oglądam, gdyż są jeszcze dalekie;
Po to mam dorosnąć i po to mistrza szkoła,
Bym spojrzał w nie bez lęku, nie gubiąc się cały.
 
Chór apsaras:
Niech na ciebie spłynie złote bogów natchnienie,
Chociaż jesteś młody, mądrość w swe słowa składasz,
Nie dotknie cię więc nasze słodkie zapomnienie,
Lecz dzięki łasce Brahmy swych czynów dokonasz;
Z nim znajdziesz swoje spełnienie.
 
Dla niego tańczymy wzniosłe wszechświata lśnienie,
To my jesteśmy pięknem drżącym w jego włosach;
Ten, kto ujrzy gwiazdę, która w nas cicho drzemie,
Nie zgubi się, lecz w naszych odnajdzie się pląsach
I w nich znajdzie zrozumienie.
 
Karna:
O! Tańczcie jeszcze dla mnie natchnione i lekkie,
W waszych zwinnych gestach ukrywa się nagroda,
Która dachem wieńczy wiedzy gmach doskonały.
 
Chór apsaras:
Gdy mądry świat jest tutaj, czego ty wciąż szukasz?
Otwórz swoje dłonie i ujmij w ich kosz ziemię;
Znajdziesz prawdę wszędzie, we wszystkim, co oglądasz,
Musisz tylko pojąć, czym jest twoje spojrzenie
I użyć go mądrze choć raz...
 
Karna:
Nagle w zwierciadło wody wbiły się kamienie
Albo też krople deszczu cięższe niż ich woda,
Bo tylko skała może przeciąć sen wspaniały,
Kamiennie nieczuła i tak głucha jak cienie,
Dla których piękno to zbyteczna jest ozdoba,
Jaką chwile dnia na moment krótki przywdziały.
Lecz cóż to? Mnie również ogarnia zapomnienie,
Już wdzięczny obraz nimf zakryła mi mgła sroga.
Pora mi szukać mistrza, inaczej z głupcami
Dni moje przeminą, tak puste jak zwątpienie.
 
 
 
 AKT I
Scena 2
Karna i mistrz
 
 
Mistrz:
Widzę wyraźnie, ta ziemia staje się starsza,
Chociaż czas jest jedynie pustych przemian echem,
Ciąży mi mój wiek złudny, jak ciążyć mogą sny
Zbyt długo śniącemu. Chroni mnie czynu tarcza
Przed wszystkie formy kruszącym wieków oddechem.
Przybyłem tu, by zniszczyć wszystkich władców domy,
Nie spocznę, dopóki choć jeden z nich gdzieś włada;
Z takim mnie Ziemia nad czas zostawia zadaniem,
Matka dla nas wszystkich, wszystkie żywiąca stany;
Ona pośród traw płodnych najwyższą przewyższa,
Jej skrzydło w dal mocniej nad orle skrzydło niesie,
A jej gniew jest silniejszy nad tygrysa szpony.
To ona wpierw przybyła do bogów zmęczona
I prosiła ich, bolesne kryjąc znużenie:
„Oczyśćcie mnie z ludzi” – rzekła, lasów stargany
Włos czesząc swym wiatrem. „Ciążą mi strasznie oni,
Gdy ich niewiedza niszczy moje święte brzemię,
Padają me piękne gaje, ich lęk co wzrasta,
Nie wzrusza wcale tych, którzy siebie na trony
Wznieśli, nie dbając już o was i wśród was o mnie.
Zniszczcie ich, nim mej cierpliwości runie tama!”
I otwarło się oko, które śle zniszczenie,
Uniósł się Sziwa groźny w swojej wiecznej chwale,
Wstrzymał go Wisznu. „Bracie” – rzekł, gdy drżały
Strony nieb. „Pozwól mi działać, gdyż broń w twej ręce
Nie ludzi na ziemi zniszczy, lecz kosmos cały.
Ja twoim czynom wskażę miejsca ich działania,
Natchnę mocą istoty, które wciąż ślę w bezkres
I one twe ognie poniosą, gdzie być miały”.
„Zgoda” – odparł Sziwa tłumiąc swych głosów działa,
Tak oto w myśl stworzyciela trafnych zamierzeń,
Jestem tu obecny, od dawna w tym wytrwały,
Podobnie jak i wojna, którą przyszłość niesie.
Oto bitwy bohater w myśl losu uderzeń
Idzie tu. Ja znam jego pochodzenia bramy,
Dobrze wiem, że mój miecz godny jest jego ciała.
Nie zabiję go jednak, lecz ciszy zawierzę,
Gdyż zamysł potężny w swojej mocy go trzyma.
 
Karna:
Witaj! Znana jest wszędzie twego kunsztu chwała,
Dlatego tu przychodzę i chętnie ci powierzę
Wszystko, co wraz ze mną do ciebie tu przybywa.
Oceń to mistrzu i zdecyduj, czy się nadam;
Niech czeka mnie sroga odmowa, lub przyjęcie.
 
Mistrz:
W twych słowach słyszę umiar, co rzadko się zdarza...
Mów, czy w tobie kszatrija tak wdzięcznie przemawia?
 
Karna (do siebie):
Tego właśnie pytania bałem się na wstępie,
Gdy się moich narodzin niski stan tu wyda,
Będzie to rychły koniec lekcji i spotkania...
Nie znać swego ojca – cóż bardziej jest przeklęte?
Czy jakiś inny pech tak szybko plany zrywa?
Lecz mistrza nie okłamię, to mi prawość wzbrania;
Czy miałbym kłamstwem uczcić wiedzy drogi święte?
Karna (do Mistrza):
Nie jestem kszatriją, moja warna jest niska.
 
Mistrz (do siebie):
Jakiż z niego jest głupiec poprzez brak poznania,
Chcąc powiedzieć prawdę skłamał jak nikt na świecie...
Jeszcze nigdy żywy nie wyszedł stąd kszatrija,
Lecz tego będę uczył, udając, że zdania
Które wypowiedział, przekonały mnie wreszcie.
Mistrz (do Karny):
Ponad każdy stan jest cenna mowa prawdziwa;
Nie bałeś się zdradzić swoich dróg uwiązania,
Dlatego ty mi uczniem, ja ci mistrzem będę;
Bądźmy sobie posłuszni, gdy nas los tak schwytał.
 
Karna:
Więc daj mi mistrzu w darze pierwszej lekcji wykład.
 
Mistrz:
Najpierw winieneś wiedzieć, że jednym jest wszystko,
Nie ma patrzącego, ni tego co widziane,
Nie ma też tworzącego, ani jego dzieła.
Wszystko jest harmonią, którą ruch wciąż nasyca,
Jej filarem nazwij chaosu drżący taniec;
Lecz podstawę dla niego znów zgodność otwiera,
Nie ma to początku, ni końca nie dotyka;
Lecz spójrz, oto masz przed sobą uczniów mych zgraję...
 
Karna:
Tych, których mi przedstawiasz, wcale tutaj nie ma.
 
Mistrz:
Boś ty ślepy i wzrok twój światła nie spotyka!
Czy widzisz te ptaki, chmury i dębów gaje?
Oto moja szkoła, co sięga w błękit nieba.
 
Karna:
Widzę drzewa i ptaki i dzień w chmur sidłach,
Jak jednak możesz uczyć swych stron pejzaże?
 
Mistrz:
Jakże wiele, byś proste pojął trzeba! Słuchaj!
Ta sama siła ciebie i obłoki trzyma,
Jedna energia tobie i ptakom iść każe;
To widać wszędzie i wszędzie się to zawiera,
Lecz ty tego nie widzisz, bo żądzy wędzidła
Zmuszają cię do strachu i szalonych marzeń,
Mówią ci, że przebywasz tam, gdzie ciebie nie ma
I złudną siecią wrażeń wiążą twoje skrzydła.
Pamiętaj, że słowo „ja” władcą jest dla zbłądzeń,
To ono tobą rządząc, z tobą się oddziela,
Chce by twa matka ziemia całkiem ci już zbrzydła,
Czyni cię kaleką, który sławi swą wadę,
Sierotą, którego samotność w pychę wzbiera.
Przyczyną „ja” jest strach i troska pożądliwa,
Tylko niewolnik lęk przed śmiercią w sobie znajdzie
I tylko jego instynkt pcha go do czynienia.
Wszystko jest brahmanem, oto wiedza prawdziwa,
On sam siebie sobie w ogniu ofiarnym kładzie,
On sam jest dymem, paliwem, lśnieniem płomienia,
Za bytem i niebytem przemiana aktywna
To właśnie brahman. Ucz się jej pilnie jak każę,
Nie ma nic poza tym godnego zrozumienia,
A to jedno jest wszystkim, z jednego wypływa;
„Oto ja jestem tym” – mawiaj tak w każdym czasie
I wszystkie swoje czyny daj mu do spalenia.
 
Karna:
Tak mistrzu uczynię, twoja mądrość jest żywa.
 
 
Mistrz:
Czy widzisz więc już uczniów, których uczę właśnie?
 
Karna:
Zda mi się, że las ruszył jakby dla spełnienia
Czynu, który w gąszczu gałęzi swoich skrywał;
Wszystko do mnie przemawia, wszystko śle swe zdanie...
 
Mistrz:
I tak jest zawsze, jeśli nie szczędzisz spojrzenia!
Pora więc zacząć lekcje, czasu nam nie zbywa,
Powiedzcie zresztą co wiecie o czasu stanie.
 
Chór uczniów:
Już lecimy na wezwanie twoje nasz mistrzu,
A niosą nas tu skrzydła, gałęzie i stopy.
Zachwyceni światem, który wszystko skrył tu,
Jesteśmy, by mądrości twej poznać wyroki;
Cieszyć się w jej słonecznym dniu!
 
Karna:
Jak ja mam odnaleźć choć iskrę zrozumienia,
Skoro nasz mistrz rzekł, że już wcześniej was powitał,
Wy zaś głosicie wasze tutaj przybywanie?
Mnie, czy też was najpierw gościła ta ziemia?
 
Chór uczniów:
Wiedz, że natura tkwi w małym jak puch motylu,
A także w głazie śniącym ciężko w sercu groty
I we wszystkim jest ruchem mimo jej form tylu,
We wszystkim też jest ustaniem, które cień mnoży;
Ona dwoistość łączy znów.
 
Nie nadasz jej miana, które wiedzie się z bytu,
Nie rzeczy ją tworzą, lecz ona tka przedmioty
Nie porównuj jej również nigdy do niebytu,
Gdyż ona gdy niszczy swej nie zmienia istoty;
Ona trwa wśród przemian wirów!
 
Karna:
Więc wszystko jest złudzeniem? Powiedz mi to mistrzu.
 
 
 
Mistrz:
Nic nie jest złudzeniem, to tylko ty się łudzisz;
Ile trwa czas? - opowiedz, jeśli znasz odpowiedź
I czymże jest kształt, skoro to co obejmuje
Nim nie jest objęte?
 
Karna:
Kształt miejsce swe zagubił?
 
Mistrz:
Czy gdy znasz wyspę, a nie wiesz, czym jest jej morze
Możesz rzec, że ona to znane tobie miejsce?
 
Karna:
Byłbym zgoła głupcem, gdybym tak oto mówił.
 
Mistrz:
A to morze jest wyspą w tej Ziemi ogromie,
Lecz i Ziemia to pyłek w ogromnym wszechświecie,
A wszechświat jest nieznacznym w swoich braci tłumie,
Lecz wiedz to, że już nie miejsce jest dla nich domem,
Tam gdzie on jest wzniesiony, baśnią są przestrzenie.
Że czasu i miejsca nie ma – masz zrozumieć,
One cię wciąż gubią, myląc spojrzenie twoje,
Lecz jeśli wyjdziesz za nie, złudzeń już nie będzie.
 
Chór uczniów:
Ile już trwa ta chwila, ile trwa ta lekcja?
Przy nas dzień jest dymem i rok jest jakby z pyłu,
Słońce tutaj przenigdy nie chowa się w cieniach,
Nie zmierzysz zatem Karno jak niebo przebija
Ojciec ci nieznany teraz.
 
 
 

 

0 komentarzy

Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.

Wydarzenia

Brak nadchodzących wydarzeń

Translator

  • Arabic
  • Bulgarian
  • Catalan
  • Chinese Simplified
  • Chinese Traditional
  • Croatian
  • Czech
  • Danish
  • Dutch
  • English
  • Filipino
  • Finnish
  • French
  • German
  • Greek
  • Hebrew
  • Hindi
  • Indonesian
  • Italian
  • Japanese
  • Korean
  • Latvian
  • Lithuanian
  • Norwegian
  • Portugese
  • Romanian
  • Russian
  • Serbian
  • Slovak
  • Slovenian
  • Spanish
  • Swedish
  • Ukrainian
  • Vietnamese