Login Witaj w portalu HANUMAN.pl
17.12.2018, godz. 08:55

Dramat Karna. Akt I. Sceny 2 - 4.

Chór uczniów:
Ile już trwa ta chwila, ile trwa ta lekcja?
Przy nas dzień jest dymem i rok jest jakby z pyłu,
Słońce tutaj przenigdy nie chowa się w cieniach,
Nie zmierzysz zatem Karno jak niebo przebija
Ojciec ci nieznany teraz

 Karna:

O czym mówicie bracia moich pięknych studiów?
 
Chór uczniów:
Że minął już czas, który miał przeminąć w cieniach.
Idź i walcz wojowniku! Stań wśród bitw pyłu!
Nasz mistrz uczynił z ciebie wielkiego szermierza,
A i strzał w cel wyrzucasz jak słońce bez liku;
Skończyłeś godnie ćwiczenia.
 
Karna:
A mnie się zdaje, że minął ledwie świt jeden.
Nie pomnę, by palce cięciw cięło napięcie,
Jednak mam na nich szramę, którą znaczą łuki.
 
Chór uczniów:
Rzeczywistość jest harmonią, co wciąż się zmienia,
Podobna do strun lutni, które brzmią muzyką.
Kto dotknie rozważnie słusznego ich natchnienia
Od wszystkiego w nim wolny mądrością rozkwita;
Tak jak z tobą było teraz.
 
Karna:
Chociaż sensu tych słów długo jeszcze nie pojmę,
Dają mi dla czynienia moc i pokrzepienie,
Ruszam zatem w drogę, niech trwa jak dzień jest długi.
 
Mistrz:
Nie tak szybko! Twemu odejściu zmienię porę,
Oto był świt, słońce swoje słało promienie,
Spojrzałem na twą twarz, której brzask nie obudził
I dłonie ojca dostrzegłem na jasnym czole,
Wolne od cieni, boskie oraz nieśmiertelne.
To twój ojciec, bóg Surja nad tobą się trudził,
By cię chronić od smutku w tym mrocznym wąwozie,
Bo tak on zwykł nazywać swoją siostrę – Ziemię;
Lecz zamiast cię ocalić, tym bardziej cię zgubił,
Zdradzając prawdę o twoim szlachetnym rodzie,
A gdy boska płodność uderzy w ludzkie plemię,
Zrodzone z tego dziecię kszatrijów klan zdobi.
Winienem cię zabić, by  swoją spełnić rolę,
Zgodnie z innego boga dokładnym zaleceniem,
Nie wypada mi jednak czynić tak uczniowi
W chwili, gdy próg przekracza opuszczając szkołę.
Zadowolę się więc klątwy srogiej rzuceniem:
„W najważniejszej chwili wyznaczonej już losem
zawiedzie cię wiedza, którą tutaj zdobyłeś!”
 
Chór uczniów:
Czy nie największym ze wszystkich darów jest wiedza?
Ona jest światłem, którego cień potrzebuje...
Czy nie lepsza jest śmierć szybka od ocalenia,
Które wiedzy potęgę sobą zatrzymuje;
Czy wzruszy mistrza pieśń szczera?
 
Karna:
Moi w wiedzy bracia, nie bądźcie tak stroskani,
Tylko jeden raz wiedza porzuci me boje,
Lecz w zamian poznałem tu moje pochodzenie,
Żegnajcie zatem i niech was Karna nie trapi.
 
Chór uczniów:
I odszedł stąd nie wiedząc, dokąd teraz zmierza,
Werble bliskiej wojny jego myśli nie burzą,
Jemu właśnie los rolę ogromną powierza,
Lecz jak jej sprosta, gdy tą klątwę ma za stróża,
Od armii swych wrogów większą?
 
Mistrz:
Wy nie wiecie, jakich klęsk i zwycięstw są stroje,
Które w lutni losu swoje kryją spełnienie;
Dla mądrego i klątwa nowe szanse tworzy,
A głupiec dzięki niej porzuca trwanie swoje.
 
 AKT I
Scena 3
Radża Karna
 
 
Ojciec Karny:
Cóż widzę, drogi Karno, mój przybrany synu?
Ciało twoje ozdobił strój niezwykle godny,
Lecz w twoich oczach kryje się silne wzburzenie,
Od kiedy wróciłeś z mistrza swego azylu,
Nie oglądałem cię takim wzburzonym i srogim.
 
Chór zadowolonych poddanych:
Niech żyje nam książę, nowy włodarz naszych ziem!
Twoja postać Karno kryje prawość i siłę,
Szczęście nam zesłał los z władcą, co cnót ma tyle,
Ten, który zwycięża, niechaj nam w dharmie żyje!
Z nim słońce w kraj wstępuje!
 
Ojciec Karny:
Cóż ja słyszę? Te wieści cieszą mnie szalenie,
Zostałeś nagle radżą, w mgłę z wonnego dymu
Odziały cię służki, każda z licem dorodnym,
Są też ministrowie, w każdym umiar, skupienie,
Z powagą kroczą, nie nawykli do dróg pyłu.
Czy to cię martwi, że tronu jesteś dziś godnym?
 
Chór niezadowolonych poddanych:
Z każdym zbójem Durjodhana zawrze przymierze,
By kuzynów osłabić każdego on bierze
Do lenników swych grona, byle walczył szczerze;
Za sprawą takich sił cesarski tron odbierze
Przyznany już Judhisztirze.
 
Chór zadowolonych poddanych:
Mówcie, co myśl wam niesie, lecz wpierw myślcie dobrze;
Durjodhan ma ojca, w czas gdy Pandu śmierć bierze,
Kaleki cesarz dharmy z trudem wielkim strzeże,
Lecz czy umarły czyniłby to w lepszej mierze?
Sławmy zatem Dhritarasztrę!
 
 
Chór niezadowolonych poddanych:
Już powołany Judhisztira na następcę;
Za zgodą ojca i wuja stanął nad króle,
Lecz Durjodhan do gry wciąż pionki bierze nowe,
Takie jak ten Karna z przybłędy rodowodem;
Służy w zamian za koronę...
 
Ojciec Karny:
Tak ciebie złości synu szlachty biadolenie?
To pewne, że zazdrości ulegli bez wstydu,
Gdy szczęsny los wzniósł cię ponad stare ich rody,
Lecz nawet bez tego taki cień ma rządzenie,
Każdy król ma wrogów spragnionych jego wygód
I władzy nade wszystko, jaką dają trony...
Opanuj zatem synu swoje zniechęcenie
I z oczywistym nie walcz, słuszny jest mój wywód!
 
Karna:
Nie, nie takie mi nowe zmartwienie los przyniósł,
Nie martwię się wcale o mej władzy pozory;
Ja, syn Surji, szybko w nich wzbudzę zadziwienie;
Czy słońce nie dba bowiem, by każdy krzew wyrósł?
To ono jest porankiem, który nocne groby
W lasy i miasta zmienia, budząc ożywienie...
Jeśli mi tylko ojciec cień swej mocy przyniósł,
Dobrym będę władcą, sławić mnie będą grody.
 
Chór zadowolonych poddanych:
W nim wstanie słońce złociste nad naszym krajem,
Nasze państwo rozkwitnie bogactwem jak gaje,
Które promień dnia syci i swe życie daje,
Swoją siłą unosząc swych odblasków ognie;
Niech Karna nam włada stale!
 
Chór niezadowolonych poddanych:
Zaprzestańcie głupcy! Ta radość jest nie w porę!
Nie dla was i nie dla siebie siadł on na tronie,
W nim Durjodhana miecz widzi, w nim ma ostoję,
Nasz kraj jest pretekstem, który Karnę z nim zwiąże,
By wojny wzniecić pożogę!
 
Ojciec Karny:
Nie pojmuję ani ciebie, ni ich, mój synu,
Wszystko coś na razie rzekł, nie budzi mej trwogi,
A twa pomyślność cieszy, daje mi wytchnienie.
 
Karna:
Ponownie zetknął mnie los z gronem Pandu synów
I nie jestem wcale rad z tej nowej przygody;
Spotkać ich na mej drodze to dla mnie zmartwienie,
A było tak – usłyszałem, że Drony wychów
Chce dać popis walk dla ludu Hastinapury,
Drona przy tym dał uroczyste zapewnienie,
Że jego uczniom nikt nie sprosta w walki stylu,
A była to nieprawda, chełpliwe pozory
I by prawdy bronić stawiłem się na arenie,
Spojrzałem na siedziska wśród najwyższych trybun,
Ujrzałem Dhritarasztrę, którego wzrok chory,
Choć postać ma mocarną, budzi zadziwienie;
Prawdy nie znając o moim w szranki przybyciu,
Cesarz swoje spojrzenie czerpał z innych mowy,
Z nim była Gandhari, piękniejsza nad marzenie,
Aby nie być nad mężem, z przepaską na licu,
Która wzrok odebrała widzącej jak orły.
Mówią, że nad innych zna ona Sziwy czczenie
I z łaski boga silna zna ascezy triumf;
Za nią brat jej przystanął w cieniu, jak lew łowny,
Niebezpieczny i cichy, jak drapieżne plemię;
Mówią, że wielki wpływ ma na cesarza synów
I plany podstępne za ich sprawą wciąż tworzy,
To on setce Kaurawów daje swe natchnienie,
W nim i Dhritarasztra rady szuka bez wstydu,
Na nim to w dużej mierze wsparte są te ziemie...
Byli też inni: Bhiszma, los go nad swych wyniósł,
Jemu to w istocie należny blask korony,
On jednak wolał od niej własnej cnoty lśnienie;
Był też Drona, który mnie pychą swą tam przywiódł
I moc innych, wśród nich postać królowej wdowy
Mą uwagę przykuła silniej nad wierzenie
I ona się wzburzyła widząc co los przywiódł,
Choć nie wiem jaką rzecz on we mnie dla niej złożył;
Widziałem w jej oczach dwa odmienne płomienie;
Jeden w nienawiść i wstyd mocno się przystroił,
Drugi pełen ciepła i niezwykłej tęsknoty
I ja byłem zmieszany, lecz inne wydarzenie
Wyrwało mnie z Kunti tajemnicy azylu;
Gdy wyzwałem na walkę uczniów mistrza Drony,
Na jego twarzy widać było zaskoczenie.
Zmartwił się bramin fałszywy, zwykły do wygód,
Ujrzał we mnie oznaki dużo lepszej szkoły.
Razem z innymi znalazł jednak ocalenie;
Uznano, że stan mój zbyt niski dla tych przygód
I iść mi nie pozwala w książęce zawody;
Tak im wystarczyło zamiast prawdy odzienie...
Więc śmiali się synowie Pandu i prosty lud,
Ja zaś ciemne wściekłości wstrzymywałem drogi,
Gdy wtem obok mnie Durjodhan stanął pewnie,
By zamknąć usta szyderców podniósł mnie z pyłu,
Zrównał mnie kastą z braćmi, ofiarując rządy;
Mnie przenikła wdzięczność za cnót mych ocalenie
I przyjaźń przyrzekłem dla Dhritarasztry synów,
Choćbym miał znosić dla niej jeszcze większe trwogi...
Mogłem nareszcie zniszczyć Drony zapewnienie!
Wtenczas słońce sięgnęło już ziemskiego pyłu
I nowy znowu podstęp wymyślił mistrz wrogi;
Niegodnym uznano po zmierzchu walk wznowienie...
Wtedy też usłyszałem śmiech Ardżuny z tyłu,
Pysznił się, że zna lepiej strzały z łuku drogi,
Wiedząc, że niemożliwym jest tego sprawdzenie;
Wtedy to kryjąc gorycz odszedłem od trybun...
 
Ojciec Karny:
I to na twojej twarzy znaczy grymas srogi?
Niebawem sił twych będzie możliwe sprawdzenie;
Bowiem w Ardżunie wroga dał ci już twój wybór.
On to dla Judhisztiry będzie chciał korony,
Czego też Durjodhana szuka niestrudzenie.
 
Chór niezadowolonych poddanych:
Oto jak zdradza prawdę łotrów roztargnienie,
Też ojczym Karny ma to samo spostrzeżenie...
Nie dano nam tu władcy na krajem rządzenie;
Nami to Durjodhan płaci za armii wzmocnienie.
On ludem płaci za siebie!
 
 
Chór zadowolonych poddanych:
Jeśli nawet jest tak, jak chcecie niestrudzenie,
Prawem władcy jest wojna i armii wzmocnienie;
Gdy zaś skończy się wreszcie wojenne zmaganie,
My pokojem będziemy cieszyć się chwalebnie,
Bo chwała i nam przypadnie...
 
Chór niezadowolonych poddanych:
Pokój rodzi, gdy wojna zna tylko zniszczenie,
Jest lepiej, gdy oręż ma w cieniu swe schronienie,
Gdy bitewne pola historii są wspomnieniem,
Gdy wszystko, co trwa w ciszy, znajdzie dojrzewanie...
Pokój tylko ma znaczenie!
 
Chór zadowolonych poddanych:
Wszyscy jesteśmy dziećmi natury, sąsiedzi,
Ona w ciszy czeka, w wojnie płyną jej drogi;
To ona mieczem i kłem przemiany swe szerzy,
Tego, kto chce w niej odpocząć, los czeka srogi!
Wiedzcie, kto życiem was zdobi.
 
Chór niezadowolonych poddanych:
Czy filozof odda wam zabite już dziecię?
Lub czy wróci wam znów dom zabrany przez ognie?
Na co wam filozofia, gdy życie stracicie,
Cóż znaczy ta wiedza przy tym, co najcenniejsze...?
Porzućcie myśli szaleńcze!
 
Ojciec Karny:
Spójrz, jakich los dał tobie poddanych, mój Karno!
Miło słuchać słów mądrych w walce o spełnienie,
W takich mieć wrogów to lekcja, przyjaciół – szczęście...
 
Karna:
Wciąż nie pojmujesz, skąd we mnie smutku ziarno,
Wszystko, co łatwo dostrzec, nikłe ma znaczenie...
Widzę trochę więcej, gęstnieją losów sieci,
Drogi się spotykają, ku sobie się garną,
A niczym labirynt jest dla mnie ich znaczenie,
Nie wiem, co czynić, by czynić ze zrozumieniem...
Gdy Pandawów spotykam, gubię się w tym bardzo,
Choć przecież są dla mnie wrodzy niezasłużenie,
Czuję z nimi jakąś więź, o której nic nie wiem,
Lecz za to się domyślam, co się będzie działo.
Na losu arenie, która zapłonie gniewem
Zbliża się Kali, słyszę jej srogie milczenie,
Ona nam role pisze, nie dbając o trwałość
Swych bohaterów, którym matką i śmiercią jest...
 
 
Chór zadowolonych poddanych:
Dla dnia, jaki nam dano, miejmy uwielbienie!
Cieniem ziemi jesteśmy, nie czcijmy więc siebie,
Gdyż jest jedynie cząstką pośród wielu człowiek;
Jak liść drzewu podległy, takim on jest w świecie...
Tej prawdy bracia nie znacie!
 
Nie ma bowiem daru, ani też straty żadnej,
Natura mnoży swe czyny przez dzieci nasze;
Ona to nam dała przyjemność kochania się,
Z jej mocy cieszy nas potomków gaworzenie...
To ona ma nas dla siebie!
 
Tylko filozof pozna drogi tej znaczenie,
Tylko on bogów spotka, choć nie skryci wcale!
Cóż da nam rój pokoleń mnogich niezwyczajnie?
Będą się rodzić głupi i umierać w szale!
Ich los w szarości zaginie...
 
Sławmy więc Kali, gdy przyjdzie tutaj niebawem;
Jej wola jest przejrzysta, jest nią nas zniszczenie.
Ona w bitwy ogniach mądrości da wzmocnienie!
Prowadź Karno, sławne będzie twe dowodzenie,
Nie spotka go zapomnienie...
 
Karna:
Gdy was słucham, czuję się więcej niźli śmiało.
Dano mi poddanych lepszych nad me marzenie,
Lecz to w czynach mądrości płynie objawienie...
 
Chór niezadowolonych poddanych:
Nawet ten, kto został podstępnie nam wybrany,
Widzi, że pomyślność ma w nim dla siebie tamy...
Ustąp, skoro rozsądek jest ci jeszcze dany!
Daj koronę, a gniew nasz będzie pokonany,
Niech powróci ład zastany...
 
Karna:
Bezmyślni głupcy! Wasz gniew dotyka mnie mało,
Jak liści może dotknąć wiatru ciche tchnienie;
Kali nadejście bardziej niż pewne jest bowiem
I nie ujdziecie już wojny gwałtownym szałom,
Czy będę wnet, czy nie, los takie ma znaczenie...
Lecz jakich da nam wrogów groźne przeznaczenie?
Gdzie nasza krew spłynie? Jakim posłuży planom?
Oto jest myśl, w której znalazłem swe zmartwienie...
 
Ojciec Karny:
Teraz rozumiem synu twoje utrapienie.
 
AKT I
Scena 4
Spojrzenia
 
Dhritarasztra:
Zostałem skazany na niegasnącą ciemność
Oparty o tron Hastinapury jak żebrak,
Mogę tylko prosić innych, by mi ją dano;
Gdy milkną głosy, zabiera ją mroku senność,
Wtedy myślę, że miasta i mnie tutaj nie ma...
To, o czym mówię, dzieje się zawsze i teraz!
Nie wiem, czy ktoś tu wszedł, czy czuwa tu ktoś rano...
Tak! Tylko cisza dzieli ze mną swą obecność
I tak jest lepiej, pragnę by tak już zostało,
Nie chcę, by dzień ożył, przyszedł ze złotą przędzą;
Wraz z nią niesie zagładę, klęskę rodu mego.
 
Szakuni:
Nie martw się maharadżo, jesteśmy tu teraz.
 
Dhritarasztra:
I to mnie właśnie trapi, chcę, by zrozumiano,
W złym czasie i w złym miejscu nam przebywać trzeba.
 
Szakuni:
Ależ nie, o wielki!, spójrz na władzy swej wiano;
Lepszego nie ma, chyba, że to pośród niebian;
Nadto twój syn Durjodhana dziedziczy berło.
 
Widura:
To co prawisz, Szakuni, niezgodne jest z dharmą
I wciąż to powtarzasz, chcąc by rosła zła teza.
W Judhisztirze ta ziemia ma władcę swego.
 
Szakuni:
Dałeś powrócić swoim, a ja swoim zdaniom...
 
Dhritarasztra:
Ciemności, ciemności naprawdę mi potrzeba,
Ta rozmowa trwa wiek i wraca wciąż jak echo.
Jeśli takim jest światło, ja tęsknię do cienia...
Syna, czy bratanka mam bronić swoją ręką?
Ojcowskie uczucie, czy prawo mam mieć za dom
Dla mego serca, co rosło ufając czerniom...?
Ach, dość! I ja jak echo wołam swą udręką;
Ktoś tu jeszcze jest, przedstawcie jego mi prędko!
 
Szakuni:
To Karna, król nowy, przyjaciel syna twego,
Mąż dzielny, rosły, niejedną broń gnie swą ręką;
Pożyteczny będzie wielce wszem naszym krajom.
 
Widura:
Ziemią Durjodhan spłacił przyjaźń nieznanego.
 
Szakuni:
Hojność u światłych królów jest dobrą poręką.
 
Dhritarasztra:
Jest tu ten, któremu wasze słowa wciąż grają?
 
Karna:
Na twarz padam przed męża obliczem sławnego.
 
Dhritarasztra:
Tobie to mój syn dał władzę szczodrą swą ręką?
 
Karna:
Tak, Wasza Wysokość, tak się te sprawy mają.
 
Dhritarasztra:
Głos twój jest szlachetny i jawi uczonego.
Podejdź, niechaj cię poznam swoich zmysłów częścią...
Jesteś mocarny, budowę masz nader trwałą,
To widać, że znasz rytmy tańca wojennego
I mało kto ci jest równy ognie bitwy niecąc...
Jak myślisz, czemu mój syn chce cię darzyć sławą?
 
Widura:
Wtrącić się ośmielę, władco kraju pięknego;
Obcych nie wypada pytać, jak ród twój cenią,
Nie pytaj o myśl syna osoby nieznanej.
 
Dhritarasztra:
Bracie, znawco dharmy sławny na ziemi całej,
Zostań nam cesarzem, siądź pośród tronu twego,
Już jutro wyrzeknę się tej władzy niechcianej!
Przyznam, że jej pragnąłem, gdym był jeszcze młody,
Gdy dałeś ją Pandu, mnie mijając starszego,
Bom ślepy był, kalectwo jest nieubłagane...
Teraz wiem, czego chciałem, poznałem te progi
I chętnie je porzucę dla czegoś innego.
 
Widura:
Wiesz dobrze, że twoje i Pandu matki sławne,
Moja zaś służebną była przez stan, zwyczaje;
Nie znajdzie we mnie królestwo tronu godnego,
Tak samo też i w tobie regenta ma władzę...
Nie możesz abdykować, jak ci chęć twa każe,
Czekaj dla Judhisztiry wieku dojrzałego,
Przekaż mu kraj cały w dobrym i godnym stanie.
 
Szakuni:
Nie ma pośród nas zgody na twoją zasadę,
Niewiele wszak dni minęło od Pandu zgonu;
Durjodhan ma ojca, kuzynów wśród sierót,
Na martwym nie wesprą się już wybory dawne...
 
Widura:

0 komentarzy

Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.

Wydarzenia

Brak nadchodzących wydarzeń

Translator

  • Arabic
  • Bulgarian
  • Catalan
  • Chinese Simplified
  • Chinese Traditional
  • Croatian
  • Czech
  • Danish
  • Dutch
  • English
  • Filipino
  • Finnish
  • French
  • German
  • Greek
  • Hebrew
  • Hindi
  • Indonesian
  • Italian
  • Japanese
  • Korean
  • Latvian
  • Lithuanian
  • Norwegian
  • Portugese
  • Romanian
  • Russian
  • Serbian
  • Slovak
  • Slovenian
  • Spanish
  • Swedish
  • Ukrainian
  • Vietnamese