Login Witaj w portalu HANUMAN.pl
19.08.2018, godz. 07:09

Wiersze z Lanki, zbiór trzeci.

Tym razem osiem utworów, których dominującą cechą jest nastrojowość. Pierwszy tym zbiorze wiersz „Barwa” poświęcony został głównie nastrojowi wyspy. „Gallery Cafe” w swojej podstawowej treści nawiązuje do kolejnego arcydzieła architekta Bawy.  „Cisza za oknem” wiąże moment obecny z przeszłym, nastrój z tradycją wyspy. „Wzdłuż torów” to zupełnie inne uchwycenie rzeczywistości Lanki, zupełnie inny świat poetyckiej wyobraźni. Podobnie „Autobus Ashok Leyland”, choć nie brak w nim bardziej ogólnej refleksji. „Dzień” oparty jest na kontrastach i ich dość niezwykłym zjednoczeniu. Mamy w nim ruch i bezruch, wzrost i ustanie, ludzi i pozostałą część przyrody. W „Przed burzą” kontynuuję w jakimś stopniu napięcie zawarte w poprzednim utworze, ale też opisuje niezwykłą aurę poprzedzającą tropikalną burzę i snuję na bazie tego nastroju różne myśli. Wiersz „Komary tropikalne” porusza dość trudny do ugryzienia temat, bez którego jednak próby poetyckiego odmalowania Sri Lanki i refleksji budowanych przez jej kulturę i przyrodę, byłyby niepełne.

 

 
 
Barwa
 
To jedynie barwa gdzieś na horyzoncie,
widzę ją na spadku wąskich ulic miasta,
które brzegów Lanki dotykają końcem
postrzępionych domów o dziurawych dachach.
 
Idę drogą, która osią swą Colombo
trzyma blisko skraju samotności portu.
Nie widziałem statków pod chmur wielką dłonią,
która wciąż opada deszcz trzymając znowu.
 
Cienie czyichś marzeń stały się blokami
sterczącymi w górę jak przystani słupy
dla gigantów z dali, lecz tam pustka tańczy.
 
Teraz zachód Słońca szklane ściany burzy
ogniem i wołaniem nie zakrytej tarczy.
Przestrzeń echem dźwięcznym martwym dokom służy.
 
15 lutego 2011
Colombo
 
 
Gallery Cafe w Colombo
 
Ogród zen i kawa. Dwa obszary ciszy,
smaku nieistnienia, albo gęstej pełni
zlały się w galerię, projekt jednej myśli
architekta z Lanki. Wejdź do tej przestrzeni!
 
Głazy, małe drzewa, barwią tam ścian ekran,
dzbany i kolumny wciąż wlewają w siebie
masę i brak masy, w środku płynie rzeka
prostokątnej wody. Wnętrze wrasta w siebie.
 
Nie ma tu nikogo – myślisz widząc cienie
nachylone w rozmów nie stygnącej bryle,
gubi ich obecność dźwięk co brzmi w projekcie.
 
Ujrzysz strop rozdarty spoglądając w górę,
lub też linię chmurną, błękit z morza pyłem,
ruch złapany nagle w nagich szczelin strunę.
 
16 lutego 2011
Colombo
 
 
 
Cisza za oknem
 
Cisza trwa za oknem. To nic, że w nocy
żar dnia się zatrzymał, biorąc postać wątłych,
migotliwych dźwięków. Pustka zna te głosy,
które w gąszczu skrzydeł lepią mroku formy.
 
Chciałbym do niej podbiec przez zmęczone słońcem
liście i mokradła. Lecz fragmenty Lanki
korowodem słoni ciążą w mojej głowie
po buddyjskim święcie trąb i dymów fali.
 
Tak niewiele godzin dzieli mnie od czasu,
gdy mijałem pochód, w ścianach autobusu
skryty jak miąższ palmy w kokosowym jaju.
 
Kły i dzwonki mnichów zapadły się w uchu
spodziewanej pełni. Teraz w mrocznym płatku
nieba błądzi księżyc, trzyma mnie w bezruchu.
 
17 lutego 2011
Colombo
 
 
 
 
 
Wzdłuż torów
 
Szedłem dziś wzdłuż torów. Na nadmorską linię
błękit nieba spływał pozbawiony barier
jakie daje dolin rozlanie się ciche.
Schyłek dnia tu dźwięczał napięty przez fale.
 
Ciągle mnie mijały z granicznym łoskotem
wrzeciona pociągów spinające Lankę
metaliczną nicią błyszczącą w zachodzie.
Nie mogłem nie stopić swych myśli z żelazem.
 
Sylwetki rybaków i wpatrzonych w wodę
mieszkańców Colombo czekały na przypływ
nie zważając wcale na rytm bity kołem.
 
Uciekłem więc w alej zasłonięte wici
wodorostów dzielnic, skradzionych przez wolę
ciągłości i miasta. Tu skryłem się w ciszy.
 
18 lutego 2011
Colombo
 
 
 
 
Autobus Ashok Leyland
 
Mój autobus jedzie przez spaloną ziemię
płodnej wyspy Lanki. Nie, tu nie ma ognia,
raczej lepka gęstość gubi wciąż przestrzenie
zapomnianej drogi. Trzyma się jej pojazd.
 
Wewnątrz dzikie lampki błyszczą wokół Buddów
nad kierowcy głową. Czas jest tu kadzidłem,
tlącą się ofiarą. Zapach minut w kurzu
ginie bez protestu. Wokół pola z ryżem.
 
Wszyscy tu są z Indii, przypływali różnie,
zawsze wiele legend chcieli mieć za bilet,
tylko Ashok Leyland przybył tu bez wzruszeń.
 
Stary i ozdobny, z hut Chennaju wyszedł,
z piekła ciał spoconych wyjrzał ciężkim brzuchem
by stać się pejzażem, nutą w wyspy rytmie.
 
19 lutego 2011
Colombo    
 
 
 
Dzień
 
Tutaj cisza słońca otwiera obszary
zawsze ciepłych dolin, wciąż rozdartych rytmem
wzrostu i ustania, gąszczu który zdania
form wciąż opowiada nakarmiony świtem.
 
Lanka jest melodią, tylko ludzie milczą
w jej otchłaniach barwnych, obcy w kręgach ziemi,
która jest jak fala, co przybywa szybko
niszcząc wały brzegów. Pęd się w liściach mieni.
 
Tyle dróg na piaskach dziko bulgoczących
chcą rysować wyspy najnowsi mieszkańcy,
w przejść pajęczej sieci osadzają domy.
 
Patrzą na nich sine oczy błotnej wody,
żaby rzeźbią przestrzeń skrzekiem bezustannym,
który trwa jak trzciny równe, śliskie kłosy.
 
21 lutego 2011
Colombo
 
 
 
 
 
Przed burzą
 
Ciężka szarość zasłon. Dym zwęglonej Lanki.
To, co wraca ciągle, co jest życiem ciągle,
to jedynie chmury. Teraz ich podstawy
w mocy dnia zastygły, by ją oddać groźnie.
 
Tyle form przemija rozerwanych wiatrem,
jeszcze więcej stygnie, topi się w napięciu,
w każdej kropli miejsca czeka na swój taniec
pełen elektrycznych linii i okręgów.
 
Maszty palm już biegną oderwane z ciszy
ptaki uciekają z ich niepewnych statków,
wszystko jest nad morzem, które porty niszczy.
 
Żar łąk wielobarwny w ciemniejącym gmachu
czeka wciąż na burzę. Słychać jego krzyki,
gdy swych celów szuka na granicy kształtów.
 
22 lutego 2011
Colombo
 
 
 
 
Komary tropikalne
 
Tu nie braknie wody lśniącej w małych lustrach
błotnej, tłustej ziemi. Małe punkty życia
mienią się nad nimi. Ich gromada pusta
chaotyczne wzory kreśli, gdy dzień znika.
 
Boją się ich ludzie pośród dolin Lanki,
dziwna jest choroba, którą może przynieść
mały owad z bagien. Cały świat oddali
drobny odblask bólu co wzrósł w skrzydeł pyle.
 
Tu nie ma przyczyny. Nie wie, że cień niesie
żądny krwi przestępca. Pełną żaru wyspę
może w kimś odmienić w lodowate drżenie.
 
„Nie ma żadnej formy” – mruczą głosy ciche
uroczystych mnichów. Kruszy się istnienie,
gdy z bzyczącej chmury inny dźwięk się wymknie.
 
22 lutego 2011
Colombo
 

0 komentarzy

Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.

Wydarzenia

Brak nadchodzących wydarzeń

Translator

  • Arabic
  • Bulgarian
  • Catalan
  • Chinese Simplified
  • Chinese Traditional
  • Croatian
  • Czech
  • Danish
  • Dutch
  • English
  • Filipino
  • Finnish
  • French
  • German
  • Greek
  • Hebrew
  • Hindi
  • Indonesian
  • Italian
  • Japanese
  • Korean
  • Latvian
  • Lithuanian
  • Norwegian
  • Portugese
  • Romanian
  • Russian
  • Serbian
  • Slovak
  • Slovenian
  • Spanish
  • Swedish
  • Ukrainian
  • Vietnamese