Login Witaj w portalu HANUMAN.pl
21.10.2018, godz. 12:09

Fara Khan - Tees Maar Khan

 

"Tees Maar Khan" to trzeci już film Fary Khan. Tym razem nie jest to filmowa masala, lecz komedia sensacyjna. Główne role grają Akshay Kumar i Katrina Kaif. Ważną rolę drugoplanową odgrywa Akshay Khanna, zaskakujący świeżością swojej roli. Muzyka - Vishal i Shekar, choreografia oczywiście wyszła spod warsztatu znakomitej reżyserki.


"Tees Maar Khan" nie ma drugiego dna i gry wielu znakomitych znaczeń, tak jak "Jestem przy tobie", czy "Om Shanti Om". Reżyserka tym razem zdecydowała się przede wszystkim na grę z konwencją kina sensacyjnego. Głównym fundamentem jej filmu są nawiązania do współczesnej wersji "Dona", gdzie nie uchwytnego bandytę cechuje maksyma - "Dona nie tylko nie można złapać, lecz to jest po prostu niemożliwe". Podobną maksymę posiada tytułowy Tees Maar Khan, odgrywany przez rewelacyjnego w tej roli Akshaya Kumara.

 

Nowy film Fary Khan czerpie całymi garściami z purnonsensownej estetyki. Jednymi z najbardziej nieuchwytnych przestępców są na przykład bracia sjamscy, albo Murzyn świecący w mroku zębami. Otwierająca film narada policji zadziwiłaby swoją naiwnością przedszkolaków. Gdy ktoś wpadnie na jakiś pomysł, zwraca się ku nam, byśmy zrozumieli. Tees Maar Khan stał się doskonałym złodziejem dlatego, że oglądał z łona matki filmy kryminalne (o czym jest cała, długa piosenka)...

 

Narzeczona głównego bohatera jest archetypem słodkiej idiotki. Gra ją znakomicie Katrina Kaif, będąca obecnie największą seksbombą bollywoodzkiego kina. To ona, jako item girl w nędznym filmie, śpiewa sławną piosenkę Shila, która stała się wielkim przebojem na długo przed premierą filmu. W tej piosence, opartej na znakomitej muzyce i choreografii, kryje się sporo ironii skierowanej, nieco złośliwie, przeciwko młodym widzom płci męskiej, dla których z pewnością oglądanie zjawiskowo pięknej Katriny Kaif nie jest obojętne. Druga piosenka, która też stała się wielkim przebojem, pokazuje obchody muzułmańskiego Id grubo po terminie, bez żadnego w zasadzie powodu. Owe obchody, w wykonaniu głównego bohatera i zaproszonego gościnnie Salmana Khana (który "tańczy penisem"), mają wybitnie erotyczny charakter. Spontaniczna radość istnienia przenika cały film, podobnie jak i poprzednie dzieła Fary, choć w "Om Shanti Om" łączy się ona też z gorzką melancholią.

 

Podobnie jak "Om Shanti Om", nowy film Fary Khan jest przede wszystkich hołdem złożonym kinu. Aby dokonać epokowego rabunku Tees Maar Khan udaje filmowca, który kręci film przy torach, którymi ma przejeżdżać pociąg ze skarbami. Cała wioska zostaje wkręcona w role statystów, tak naprawdę jednak TMK ma zamiar się posłużyć tymi ludźmi do zatrzymania pociągu i wyniesienia bogactw. Gwarantem entuzjazmu ma być Akshay Khanna, dramatycznie i przezabawnie pożądający Oskara po sukcesie filmu "Slumdog Milionaire" (gdzie Oskara dostał Anil Kapoor, grający zresztą gościnnie samego siebie w filmie). Oczywiście król bandytów przekonuje Akshaya iż jest reżyserem mogącym mu zapewnić Oskara.

 

Okazuje się. że pociąg ma przyjechać później, zatem TMK i jego pomocnicy rzeczywiście zaczynąją kręcić film, z czego wychodzi im fascynująca nowa "Nowa Fala". Tematem jest powstanie Hindusów przeciw Brytyjczykom, a w zasadzie przeciw jednemu Brtyjczykowi odgrywanemu przez wioskowego albinosa. Tu znów Fara Khan nawiązuje do zawsze rewolucyjnych i skądinąd znakomitych filmów Amira Khana.

 

Koniec końców Akshay Khanna dostaje Oskara, pechowo schwytany TMK zostaje przez wszystkich ubóstwiony (zbudził ducha w wieśniakach i przyniósł prawdziwy artyzm Khannie). Po aresztowaniu Tees Maar Khan ucieka z premiery własnego filmu, zaś jego narzeczona spełnia wszelkie swoje marzenia.

 

Film jest znakomicie zagrany, wspaniale zrealizowany, posiada przebojowe piosenki. Oglądając go, ma się przed oczami żywe, znakomite kino. Jego recepcja w Indiach nie była dostatecznie życzliwa jak na komedię tej miary. Indyjscy widzowie nie dorośli jeszcze do subtelnej ironii, razić ich też może bardzo lekkie, wręcz obrazobórcze potraktowanie symboliki religijnej. Z pewnością warto czekać na "Tees Maar Khan" w Polsce, a jeśli ktoś jest niecierpliwy - zdobyć indyjską wersję.

0 komentarzy

Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.

Wydarzenia

Brak nadchodzących wydarzeń

Translator

  • Arabic
  • Bulgarian
  • Catalan
  • Chinese Simplified
  • Chinese Traditional
  • Croatian
  • Czech
  • Danish
  • Dutch
  • English
  • Filipino
  • Finnish
  • French
  • German
  • Greek
  • Hebrew
  • Hindi
  • Indonesian
  • Italian
  • Japanese
  • Korean
  • Latvian
  • Lithuanian
  • Norwegian
  • Portugese
  • Romanian
  • Russian
  • Serbian
  • Slovak
  • Slovenian
  • Spanish
  • Swedish
  • Ukrainian
  • Vietnamese