Login Witaj w portalu HANUMAN.pl
17.12.2018, godz. 09:09

Krytycznie o Sathya Sai Babie

 W niniejszym eseju opowiem o jednym z najbardziej żenujących produktów gospodarki indyjskiej, jakim są rodzący się co jakiś czas w tym kraju monoteistyczni, żyjący bogowie, znajdujący szerokie tłumy wyznawców na rynku lokalnym i na rynkach zagranicznych. Nie sposób w jednym eseju opisać szerokiej gamy tego typu artykułów eksportowych, skupię się zatem tylko na jednym przykładzie. Będzie nim Bhagawan Sathya Sai Baba, który zmarł niedawno, więc zrobiło się o nim głośno i zdecydowanie przesłonił na dobre kilkanaście dni innych kolegów po fachu.


 

     Oczywiście Bóg Wszechmogący noszący fryzurę afro wymaga na zagranicznych rynkach odpowiedniego opakowania. O ile Hindusi kupują swoje przepyszne nieraz słodycze niekiedy pośród  rojów much, podawane pociemniałą od pyłu dróg ręką sprzedawcy, o tyle Europa i Ameryka potrzebują ładnych, ponętnych opakowań. Oto takie opakowanie ze strony internetowej organizacji Sathya Sai w Polsce.
   Czytamy w niej o tym produkcie z religijnych manufaktur Indii:
„Bhagawan Śri Sathya Sai Baba jest dla niektórych wielkim duchowym nauczycielem, dla innych zaś świętym, natchnionym przez Boga prorokiem, reformatorem lub modelowym społecznikiem.”
   Słowo „Bhagawan” znaczy w dzisiejszych Indiach tyle, co Wszechmogący Bóg Monoteistyczny i nie określa się nim zwykłych bogów, takich jak Indra czy Waruna z Wed, czy boga jakim jest nauczyciel albo ojciec. Jednakże, jak każdy zauważy, dalsze zdania wydają się świadczyć o tym, iż być może mówienie o samozwańczym Bogu z Indii jest nieuzasadnionym oszczerstwem. „Wielki duchowy nauczyciel” – cóż, bywa, nawet księdza tak może jakiś katolik nazwać, jeśli go lubi. „Święty” – tylu ich jest. „Natchniony przez Boga prorok” – no tu już trochę z grubszej rury, lecz cóż - prorok to nie Bóg, i wreszcie, „reformator, lub modelowy społecznik” – to brzmi wręcz laicko i miło. Czytajmy jednak dalej:
   „Choć każde z tych określeń znajduje pełne uzasadnienie w jego życiu i orędziu, wielbiciele uważają go za istotę znacznie przerastającą połączone kompetencje wszystkich tych ról.”
   Acha. Czyli wielbiciele uważają Sathya Sai Babę za kogoś znacznie przerastającego wszystkie powyższe kompetencje, w tym niecodzienny zawód „natchnionego przez Boga proroka”. Ale to w końcu tylko wielbiciele, a wiadomo, miłość jest ślepa, ludzie wyolbrzymiają obiekty swoich uczuć. I czyż nie jest to słodkie? Oglądajmy opakowanie dalej:
 „Od ponad sześćdziesięciu lat miliony osób na całym świecie doświadczają rozmaitych przejawów jego mocy i mądrości. Ludzie różnych kultur, ras i religii uznają jego sprawczą rolę w kształtowaniu okoliczności swego życia, dostrzegają praktyczny wymiar, uniwersalizm i czystość jego ponadreligijnego, duchowego przesłania oraz doświadczają wewnętrznego kontaktu z nim w snach, wizjach, modlitwie i medytacji.”
   Dowiadujemy się, że, choć miłość jest ślepa i lubi przesadę, to jednak wielbicieli liczymy w milionach. Czy tyle osób może się mylić? Co ciekawe, Sai Baba ma sprawczą rolę w kształtowaniu życia owych milionów. Nie jego poglądy, ale on sam. Za chwilę zyskujemy wyjaśnienie – dzieje się to w snach, wizjach, modlitwie i medytacji. Czyli całkiem nieźle jak na społecznika, chyba nie każdy społecznik może się poszczycić dostępem do tak szczególnych mediów. Idźmy dalej:
 „Dla swych wielbicieli pochodzących niemalże ze wszystkich krajów świata Sai Baba jest awatarem. W sanskrycie termin ten oznacza "zstąpienie światłości" i jest używany w odniesieniu do boskich istot takich jak Kriszna, Rama, Budda czy Jezus. Sathya Sai Baba uznawany jest przez swych wielbicieli za istotę będącą przejawem tej samej, odwiecznej boskiej mocy, która także współcześnie przyoblekła ludzkie ciało, aby zstąpić na ziemię i uratować ludzkość od moralnego upadku.”
   Powiało egzotyką. Mamy na opakowaniu maleńki Taj Mahal w postaci słowa „awatar”. Ale to nie tylko ozdoba. Otóż awatar w Indiach oznacza bezpośrednie wcielenie boga Wisznu, który przez wielu Hindusów uważany jest za Boga monoteistycznego. Głównym jego konkurentem jest Sziwa, nie posiadający awatarów, tylko chwilowe emanacje. Kriszna, Rama i Budda to oficjalni awatarowie Wisznu, uznawani przez wszystkich wajsznawów, ale też i przez wyznawców innych bogów związanych z hinduizmem. Pojawia się w tym gronie „Jezus”. Być może chodzi o mieszkańców indyjskiego Goa, ale ja czytam to tak: „przeznaczone na eksport”. To jeszcze nie całość opakowania naszego produktu – idźmy dalej:  
„Jego przybycie jest odpowiedzią na modlitwy wyznawców wszystkich religii o powrót lub zstąpienie Boga, który uratowałby świat przed katastrofą i przywrócił rządy prawości. Sathya Sai Baba naucza wartości uniwersalnych, fundamentalnych dla wszystkich wyznań i nie występuje w imieniu żadnego z nich. Imię, które nosi, oznacza "Prawdziwa (Sathya) Boska Matka (Sai) i Ojciec (Baba)".”
Czyli jednak Bóg Wszechmogący, a nie społecznik. Otwarliśmy już przesyłkę. Co ciekawe, warto wiedzieć, iż Sathya Sai Baba nie występuje w imieniu żadnego z wyznań. Brzmi niemal laicko. Ale przecież wiemy już, że jest Bogiem, więc po co, u licha, miałby występować w imieniu jakiegoś z wyznań?
   Zapoznając się z poglądami Sathya Sai Baby ujrzymy tę samą pop - psychologię, przesiąkniętą spirytualizmem, co w przypadku wielu innych modnych obecnie guru, proroków i Bogów z Indii (na przykład Osho). Namiętne powtarzanie dokładnie identycznych modeli myślowo-znaczeniowych przez wszelakich nowych Bogów i oświeconych mędrców ze Wschodu przypomina bardzo kiepski amerykański sitcom, gdzie ma się wrażenie, iż niektóre gagi zostały zaczerpnięte z popularnych i wydawanych w milionach egzemplarzy gotowców.
    My, ludzie nowocześni, jesteśmy zagubionymi indywidualistami. Zatem powinniśmy odnaleźć światło w sobie. Jest nim Bóg. Każdy jest Bogiem (choć w domyśle wiemy, iż ten, kto o tym wszystkim mówi, jest jakby tym Bogiem nieco bardziej). Odnalezienie Boga w sobie daje energię, harmonię i miłość. Choć bywamy szarymi myszami, zahukanymi beztalenciami, możemy podnieść dumnie głowę znad biurka w nudnej pracy i spojrzeć na swojego szefa jak Bóg. On w sumie też jest Bogiem, ale o tym nie wie, żyje w mai, w sansarze, krótko mówiąc w świecie iluzji. Prosty dowód – nie pali kadzideł przed wizerunkiem Sathya Sai Baby, który zawiesiliśmy nad biurkiem, bowiem Bóg jest w nas, ale na zdjęciu Sathya Sai Baby jakby nieco bardziej. Bez wątpienia tysiąc dolarów, euro, czy jenów, wpłacony na konto fundacji Sathya Sai Baby, społecznej i reformatorskiej przecież, to bez wątpienia niska cena za nasze odzyskanie utraconej godności i pomyślne przebywanie grzęzawiska kalijugi, wieku upadku, o którym świadczy choćby szef, nie widzący niczego szczególnego w nauczaniu Sathya Sai Baby.
   Takie coś prowadzi do różnych ciekawych, z pewnością budujących postaw i wypowiedzi. Przytoczmy na chybił trafił jedną z nich. Oto na stronie „Czwarty Wymiar” ezoteryk Włodzimierz Adam Osiński pisze:
 „W publikacjach poświęconych Swamiemu możemy z pewnością odnaleźć wiele bardziej spektakularnych dowodów na jego boskość i możliwość wskrzeszania zmarłych. Nic bardziej jednak nie przekonuje niż bezpośrednia opowieść osoby, która została uznana za zmarłą, a potem za sprawą Sai Baby powróciła do życia. I chociaż sceptycy wszystkie opisane powyżej przypadki mogą interpretować jako chwilową utratę przytomności lub letarg, to dla mnie pozostaną one zawsze najbardziej wiarygodnymi dowodami na boskie pochodzenie tej niepozornej istoty w pomarańczowej szacie.”
Niezwykle zręcznym z punktu widzenia rynku medialnego jest, trzeba przyznać, użycie słodkiego określenia „niepozorna istota w pomarańczowej szacie” boskiego jednakże pochodzenia… Czego się obawiał pan ezoteryk Osiński, nie pisząc wprost Bóg? Ano zapewne innych Bogów, których odkrył, w tym Jezusa Chrystusa, który wszakże dostarcza mu największej ilości klientów i czytelników, jako że „Czwarty Wymiar” jest polskojęzyczny, a Polska, wiadomo… Mamy zresztą kilka wypowiedzi na temat Sathya Sai Baby z forum wiara.pl . User Obcy_astronom pisze na nim tak:
„o takich babach jak ten to ja słyszę ciągle, ale jeszcze, żadna nie nazywała się Jezusem a Jezus to z niej nie jest.
Patrz - my wierzymy w "swoją wiarę po swojemu".
A według naszej wiary Jezus nie przyjdzie po raz kolejny.
Proste.
(Tzn przyjdzie ale na sam koniec i takie tam)
Do tego wierząc w to co wierzymy - czyli, że Jezus nie przyjdzie sobie po raz kolejny od tak dostajemy potwierdzenie naszej wiary. Ja np wierząc w to, że Jezus jest Jezusem a nie babą zostałem w jednej chwili uzdrowiony z czegoś czemu lekarze nie dawali rady przez 2 lata. I skoro wierzyłem w to, że Jezus nie przyjdzie jako baba doznałem cudu to jednak nie uwierzę w to dalej.”
 
Czyli, jak ja to rozumiem (być może niezgodnie z intencjami Obcego_astronoma, za co go w razie czego przepraszam) – ogólnie Jezus górą, ale cuda się zdarzają, być może Jezus działa jakimiś pokrętnymi drogami, choć działa raczej Jezus. Nie jest zatem nierozsądne, iż ezoteryk Osiński ujmuje postać Sathya Sai Baby zręcznie, ani za mocno, ani za słabo, bo i chrześcijanin zawitać w ezoteryczne progi może, a tam czeka już „niepozorna istota w pomarańczowej szacie”, która zresztą uważała się za Jezusa, więc wszystko gra…
 
 User Mazli pisze o cudach Sai Baby z kolei tak:
 
„Jezus, jak i Paweł Apostoł ostrzegali, iż pojawią się fałszywi prorocy działający różne znaki. Ale chrześcijanie nie mogą dać się zwieść - my czekamy na Paruzję, czyli powtórne przyjście Chrystusa na końcu czasów.”
 
Czyli, cudów nie negując, ale szatana w nich wypatrując. Znamy jednakże historię doktora Fausta, Twardowskiego, Wolnego Strzelca etc. i wiemy, iż jak Bóg pomóc nie może, to niektórzy szukają po owej „ciemniej stronie mocy”. Krótko mówiąc, nasz indyjski towar nadaje się na eksport. Na marginesie wspomnę, iż słowa „towar” nie używam w odniesieniu do człowieka, który, jaki by nie był, zasługuje na odrobinę szacunku. „Towarem” jest boskość tego człowieka.
 
   Prześledźmy genezę powstania Sathya Sai Baby. Urodził się on 23 listopada 1926 roku w niewielkiej wiosce Puttaparthi w stanie Andhra Pradesh. Nosił imię Sathyanarayana Rayu, choć oczywiście wielbiciele określą to „urodził się jako” Sathyanarayana Rayu. Imię odnosi się do Narayany, czyli boga Wisznu, zatem nasz malec już wtedy „wiedział” jakim Bogiem zostanie. Pojawiły się oczywiście cuda, jak to zwykle w takich okolicznościach. Świadczą o tym sąsiedzi i sąsiadki, ich synowie oraz wnuki, składając przysięgę na samego Sathya Sai Babę i na cały ruch pielgrzymkowy w regionie, dostarczający bezinteresownej radości właścicielom sklepów i barów, oraz licznym panditom. Wśród cudów mamy takie choćby - instrumenty miały grać same, a znaleziona w jego łóżeczku kobra nie zrobiła mu żadnej krzywdy. Inny awatar Wisznu, Kriszna, też lubił muzykę, zatem można zrozumieć zachowanie się instrumentów, natomiast kobra jest świętym zwierzęciem po prostu i zwykle nie krzywdzi Bogów. Sathya Sai Baba za życia słynął z materializacji różnych przedmiotów, w tym złota. Gdy miał 8-13 lat ograniczał się do mniej spektakularnych obiektów, które rozdawał swoim kolegom szkolnym, zwłaszcza tym, którzy otworzyli później sklepy i bary dla pielgrzymów. Były to zatem cukierki, świeczki, kredki i ołówki. Całkiem nieźle jak na młodego Boga, krótko mówiąc. Ale do bycia Bogiem trzeba mimo wszystko dorosnąć, choć znana jest historia o Krisznie, który otworzył usta przed swoją przybraną matką, ta zaś ujrzała w nich cały wszechświat. Tym razem Kriszna, Budda i Jezus zarazem był mniej spektakularny, gdyż, poza kredkami, dopiero w wieku lat trzynastu oświadczył, iż jest wcieleniem Sai Baby z Shidri, starego indyjskiego mędrca i cudotwórcy, zmarłego w 1918 roku, czym oczywiście zadziwił nie tylko swoją rodzinę, ale całą okolicę. Obecnie w rodzinnej wiosce Sai Baby znajduje się aśram, który może pomieścić 10 tysięcy pielgrzymów. Jak czytamy:
 
„Ta prymitywna i biedna niegdyś osada rozrosła się i jest teraz ośrodkiem troski i gościny dla milionów wyznawców, których rzesza liczy ponad 70 mln osób na całym świecie. Należą do niej niektóre z najbardziej wpływowych osobistości Indii. Legendarny batsman (czyli odbijający – wtręt mój) Sachin Tendulkar, który pomaga organizować mecze krykieta na stadionie Sai Baby, mówi, że modli się do guru i za guru.”
 
Sachin Tendulkar jest najbardziej czczonym przez Hindusów Hindusem, popularniejszym nawet niż dziesięciu Sai Babów. To jeden z największych krykiecistów w historii tej gry, a jeśli coś łączy wszystkich Hindusów i nawet Pakistańczyków, to jest to właśnie krykiet. Skoro Sachin modli się do Sathya Sai Baby, boskość tego ostatniego jest bardziej oczywista niż pożółkłe karty Ramajany.
 
   Jak pisze o nim jeden z jego sympatyków, piszący na portalu Stowarzyszenia Macierz, mimo to nie do końca jednak pewien boskości Sathya Sai Baby:
 
„Na ziemskim padole łez ten niski, uśmiechnięty mężczyzna w szafranowych szatach, człowiek potrafiący ratować ludzi z niedoli i cierpienia za pomocą magii, sprawia niesłychanie ujmujące wrażenie, o czym mówią bez mała wszyscy, którzy go osobiście poznali. Dla kilkudziesięciu milionów swoich wyznawców na całym świecie, Sathya Sai Baba jest dobrotliwym duchowym przywódcą, którego szkoły, szpitale i inne instytucje niestrudzenie pracują na rzecz poprawy losu ludzi biednych. Szpital w Puttaparti został sfinansowany głównie przez amerykańskiego milionera Isaaca Tigretta, założyciela sieci restauracji Hard Rock Cafe, i nastawia się na darmowe leczenie biedoty w południowoindyjskim stanie Andhra Pradesh.”
 
 Oczywiście Izaak Tagrett był tylko narzędziem w rękach „dobrotliwego duchowego przywódcy”. Wybudowany za jego pieniądze szpital przyniósła Sathya Sai Babie ostateczny rozgłos. Zasada bumerangu Indie – Zachód – Indie sprawdziła się rewelacyjnie. Czytajmy dalej z portalu Stowarzyszenia Macierz:
 
„Sathya Sai Baba, to ten sam mistrz i święty, którego adoruje i obsypuje dowodami szacunku międzynarodowa elita towarzyska. Księżna Jorku miała okazję, podczas wizyty w jego aśramie w Indiach, na własne oczy zobaczyć, jak ten guru wyczarował złoty zegarek i krzyż z pustych dłoni. Doradca księcia Walii do spraw architektury Keith Critchow zaprojektował dla Sai Baby zdumiewający swym ogromem szpital, porównywany przez niektórych z bazyliką św. Piotra i pałacem maharadży. Ten powszechnie szanowany architekt brytyjski określił Sai Babę, jako „najbardziej wpływowego świętego męża w dzisiejszych Indiach”. Ludzie kochają Sathya Sai Babę i idą za nim, ponieważ opowiada się za prawdą i ponieważ kieruję się miłością.”
 
Czy księżna Jorku mogła się mylić? Może jakaś jej służąca tak, może gdyby zamiast krzyża Bóg wyczarował trójząb Sziwy, mogłoby to wzbudzać w nas jakąś odrobinę sceptycyzmu. Ale tu nie ma na nią miejsca, widzimy Boga, który opowiada się za prawdą o samym sobie i z miłością wydaje pieniądze natchnionych przez siebie milionerów. Czytajmy dalej:

„O audiencję u awatara Sathya Sai Baby tłumnie ubiegają się sędziowie i najwyżsi rangą funkcjonariusze służby cywilnej. Nowy szpital guru w Bangalore otworzył premier Indii A.B. Vajpayee, również gorący wielbiciel Sathya Sai Baby. W przemówieniu pochwalnym premier powiedział, że Sathya Sai Baba wskazał ludzkości drogę wyzwolenia, która uwalnia ją od więzów współczesności. Moce nadprzyrodzone Sai Baby pojawiły się także na audiencji, jakiej guru udzielił poprzedniemu premierowi Narashimie Rao, zresztą też wyznawcy guru, gdzie został zmaterializowany złoty zegarek z tak wysokiej próby złota, jakiej nie są w stanie wytworzyć jubilerzy.”
 
Budujące, czyż nie? Premier Indii, gorący wyznawca naszego bohatera, pragnie uwolnienia ludzkości z więzów współczesności. Czyżby chodziło o potencjał nuklearny Indii i Pakistanu? Gdzie zaś można obejrzeć ów niezwykły zegarek? Choć może nie upadajmy tak nisko w naszym… wątpieniu. I, czytając dalej, gwoli objaśnienia:

„Najczęściej powielanym przez Sai Babę cudem jest produkowanie „świętego popiołu”, czyli Vibhuti, który sypie mu się dokładnie z wnętrza otwartej dłoni. Czasami guru wyciąga z ust różne błyszczące religijne artefakty. Zawodowi magicy od sztuki iluzjonistycznej, którzy przeanalizowali te cuda w obecności Sathya Sai w Puttaparti, mówią, że są to cuda albo zupełnie nieznane im triki, których nie da się podrobić w warunkach w jakich Sathya Sai je demonstruje.”
 
Widziałem ów popiół. Nie w Indiach. Moja przyjaciółka malarka robiła kurs otwarty z psychologii i zaprowadziła mnie na spotkanie z wariatem, który całkowicie oszalał na punkcie Sathya Sai Baby. Musieliśmy obejrzeć wraz z nim wideo z pokazem z oddali mistrza wychodzącego ku wiernym, skupionym w jego aśramie, i materializującego różne rzeczy. Jako, że nie były to triki, kamera ukazywała bardzo oddalony obraz, do tego rozmyty. Zupełnie inaczej niż w programach iluzjonistów, gdzie często widzimy postać magika z bliska i wyraźnie. Opowieść szaleńca mówiła też o praktykach aśramowych, podobnych do tych, jakie są i gdzie indziej w Indiach, gdzie przebywa jakiś Bóg, wielki guru, lub prorok. Sathya Sai Baba udzielał audiencji i wiedział wszystko o odwiedzających go osobach. Jego rady były doskonałe, nie było też żadnego problemu z językiem. Znał wszystkie. Choć nie zawsze wiele mówił i miał tłumacza. Co ciekawe, przyjaciółka malarka znalazła się później w owym aśramie na kilka tygodni, gdzie nabawiła się niechęci do Indii.
 
   Bardziej wzniosłego niż Stowarzyszenie Macierz opisu przebudzenia do boskości naszego bohatera dostarcza wikipedia ezoteryczna, Himalaya – Wiki.
 
„W roku 1940-tym miało wydarzyć się coś, co radykalnie zmieniło dotychczasowe życie tego młodego hindusa, który od ósmego roku życia prowadził kółka bhadżanowe dla kolegów i koleżanek ze szkoły.”
 
Bhadżan to po indyjsku pieśń religijna. Prowadzenie kółek modlitewno–pieśniarskich od ósmego roku życia to godne zajęcie dla podrastającego Boga. Czytajmy dalej:
 
 „Jako dziecko sprzeciwił się skutecznie odsuwaniu dziewczynek od kółek religijnych rezerwowanych lokalnie tylko dla chłopców.”
 
Czyli również zacięcie społeczne budziło się wcześnie u tego młodzieńca. Śledźmy tekst dalej:
 
  „Bawiąc się na podwórku poczuł dotknięcie boskości w całym ciele i przejmujące drętwienie. Rodzina uznała, że może został ugryziony przez skorpiona i czeka go niechybna śmierć, jednak nie było śladu ukąszenia. Sathya wszedł w boski stan samadhi spontanicznie, co może wyglądać jakby stracił przytomność i nie odzyskiwał jej przez cały dzień. Kiedy w końcu wrócił do świadomości zaczął bardzo się zachowywać jak młody Bóg, albowiem otrzymał od Boga duchowe wtajemniczenie. Obudziła się świadomość awatara. Zaczął śpiewać i wygłaszać filozoficzne maksymy wykraczające poza jego dotychczasową wiedzę oraz długie fragmenty sanskryckiej poezji. Zaczął też wtedy materializować różne przedmioty, jak słodycze i różańce. Zapytany przez ojca o powód swego dziwnego zachowania odpowiedział, że jest awatarą czyli doskonałym wcieleniem Sai Baba - pewnego indyjskiego ascety z Shirdi (1856-1918), do dziś coraz częściej czczonego w tym kraju, awatara samego Boga Sziwa (Śiva, Shiva).” 
 
Tu mamy zdecydowanie bardziej estetyczną i zgodniejszą z dekorum hinduizmu biografię. Nie warto chyba wnikać w to, czy ów skorpion był wcześniejszą kobrą. Tak czy siak stał się cud, dziecko nie umarło, za to weszło spontanicznie w boski stan samadhi. Swoją drogą wejść w ten stan spontanicznie to z pewnością lepiej, niż zrobić to niespontanicznie. Tak jak w innych klechdach indyjskich z czasów nowożytnych, dziecko wyjaśnia ojcu spokojnie, że jest bogiem. Indyjscy ojcowie nie mają z pewnością łatwego życia… Tym razem mamy tu boga Sziwę, który w świetle lokalnej tradycji upodobnił się do Wisznu (ale jak ktoś jest również Jezusem i Mahometem, to Sziwa na dokładkę nie wadzi).
   Zreasumujmy – mamy dziecko w stanie Andhra Pradesh, które z biegiem czasu staje się Bogiem dla dużej rzeszy prostych ludzi, przyzwyczajonych do takich zjawisk. Największą zagadką jest tutaj to, dlaczego akurat ten młody człowiek stał się Bogiem, a nie jakiś będący na dobrej drodze chłopiec z sąsiedniej wioski. Może przypadek, może lepsza pozycja rodziców, może osobista charyzma, może w końcu pobudowanie własnej świątyni w dogodnym komunikacyjnie punkcie. Po zaistnieniu takiej sytuacji, masa krytyczna uznania dla boskości młodego Hindusa staje się tak duża, że uznaje ją pewne grono osób na Zachodzie. Co później wraca rykoszetem do Indii i szczera wiara bogatych białych sahibów przekonuje liczniejsze rzesze autochtonów. Co nas niezbyt zdziwi na klepisku biednej wioski, może trochę bardziej szokuje w salonie księżnej Jorku. Ale tylko trochę…
 
   Każdy kiedyś umiera. Bóg Wszechmocny również. Jak go żegnano? Wpierw gazeta „The Telegraph” z 24 kwietnia 2011 roku, gdzie dziennikarz Gerthin Chamberlain pisze tak:
 
„Śmierć indyjskiego guru, który zbudował obejmującą cały świat sieć 50 milionów wyznawców wywołała nie - święty pościg za kontrolowanym przez niego 5 i pół miliardowym imperium. Satya Sai Baba aspirował do boskości i jego zręczność pozwalająca mu wywoływać z powietrza święte przedmioty okazała się wystarczająca, aby związać z nim armię oddanych wyznawców, wliczając w to takie sławy, jak Goldie Hawn, Sarah Ferguson i założyciel Hard Rock cafe – Isaac Tigrett. Zarówno indyjski premier, jak i prezydent byli obecni na jego ostatnich urodzinach. Granice tej pobożności były testowane przez ostatnie lata powtarzającymi się zarzutami seksualnego wykorzystywania przez Satya Sai Babę młodych akolitów z jego aśramu w Puttuparhi w południowym stanie Indii Andhra Pradesh. Lecz nawet nagrania wideo dowodzące bez żadnej wątpliwości, iż sławne materializacje Sai Baby były jedynie prostymi sztuczkami, oraz poszlaki wskazujące na uwikłanie duchowego przywódcy w zabójstwo dokonane na czterech wyznawcach, nie zdołały odwieść milionów od wiary w guru. […]”
 
Indyjska NDTV mówi o tym w inny nieco sposób, też oczywiście 24 kwietnia 2011:
 
„Odszedł czcigodny Sathya Sai Baba. […] Boży człowiek dla jednych, cudotwórca dla innych i przejawiający się jako Bóg wobec milionów swoich wyznawców, Sathya Sai Baba sprawił, iż bogacze, oraz ludzie sławni i wpływowi ze świata polityki, biznesu, filmu oraz sportu kłaniali się u progów aśramy Puttuparthi, małego miasteczka w Andhra Pradesh, któremu nadał on międzynarodową sławę”. 
 
Obszerną kronikę wydarzeń związanych ze zgonem Boga zawierają indyjskie Yahoo News:
 
„Godzina 9 rano. Duchowy przywódca, Sathya Sai Baba umarł dnia 24 kwietnia 2011 roku, w szpitalu w Putturparthi, o godzinie 7.40 rano. Jego ciało zostanie przetransportowane do jego aśramu, gdzie pozostanie dwa dni. […]
 
Godzina 10:15 rano. Premier Andhra Pradesh i gubernator stanu w drodze do Putturparthi. […]
 
Godzina 11:00 rano przywódca partii BJP, LK Advani, złożył swoje kondolencje, między innymi powiedział, iż Sathya Sai Baba wskazał mu drogę wiele razy […]
 
Godzina 12:10. Legenda krykietu, Sachin Tendulkar, z powodu żałoby, odwołał swoją imprezę urodzinową (skończył 38 lat). W rozmowie stwierdził, iż tego dnia nie zjadł nawet śniadania. […]
 
Godzina 12:20. Korporacja Transportu Stanu Karnataka oznajmiła, iż uruchomi specjalne autobusy, aby umożliwić złożenie ostatniego hołdu Sai Babie. […]
 
Godzina 12:30. Premier Stanu Maharasztra Ashok Chavan wyraził głęboki szok pod wpływem odejścia prominentnego przywódcy duchowego, czcigodnego Sathya Sai Baby. Między innymi rzekł, iż był on żyjącym Bogiem i umacniał ludzi zarówno w kraju, jak i za granicą. […]
 
Godzina 12:40. „Odczuwam głęboki żal na wieść o odejściu Sathya Sai Baby. Babowe przesłanie miłości powinno być dla nas przewodnim światłem w tych trudnych chwilach. Jego czyny i słowa rozpaliły światło w sercach wierzących” – rzekł wiceprezydent Indii, Ansari. […]
 
Godzina 13:25. Premier Indii, Manmohan Singh złożył kondolencje w związku ze śmiercią Sathya Sai Baby, mówiąc między innymi, iż był on inspiracją dla ludzi wszystkich religii. „Wyrażam moje pełne smutku kondolencje dla milionów wiernych, uczniów i sympatyków” […] Lider partii Bharatiya Janata także wyraził smutek związany ze śmiercią duchowego guru.
 
Godzina 14:00. Rada stanu Andhra Pradesh ogłosiła czterodniową żałobę.
 
Godzina 14:30. Sachin Tendulkar, który porzucił swoje urodzinowe przygotowania na wieść o śmierci Sathya Sai Baby, zdecydował się grać w meczu Mumbai Indians IPL przeciwko Deccan Chargers. […] „Będę grał” – rzekł Sachin.[…]
 
   Jak widać część reakcji indyjskiego establishmentu była dość ostrożna. Nic dziwnego, w końcu miał on tylko 50 milionów wyznawców, co stanowi jedną dwudziestą społeczeństwa Indii. Można by raczej zapytać, dlaczego były aż tak mocne? Odpowiedź jest prosta. Hindusi mają nawyk kłaniania się przed wszystkim, co uznane jest za święte, nie podważają też oczywiście owej świętości, choćby była sprzeczna z ich własnymi wierzeniami. Nawet grobowiec Khwadży Moinuddina Chistiego w Adżmerze odwiedzany jest przez licznych pielgrzymów hinduistycznych, choć Moinuddin raczej nie tolerował hinduizmu i chciał nawrócić wszystkich bałwochwalców. Dziś indyjscy politeiści są przekonani, iż jego grób przynosi płodność. Dlatego i Sathya Sai Babę lepiej czcić niż nie czcić.
  
  O zbliżającej się śmierci Boga dowiedziałem się na ghatach Varanasi, gdzie zauważyłem jego wizerunki na głównych ołtarzach umieszczonych nad Gangesem. Wtedy był jeszcze w szpitalu, modlono się zaś o jego ozdrowienie. Ci, którzy wierzyli w jego boskość, musieli mieć problem natury logicznej z tymi obrzędami (po co modlić się do Boga o jego uzdrowienie?), ale był bardzo ciepły dzień i z pewnością Słońce dawało się wszystkim we znaki. Na Facebooku mam dwa tysiące hinduskich znajomych. Mimo to pierwsza wieść o śmierci Bhagavana doszła do mnie od Polki. Zmartwiłem się i pomyślałem – „dlaczego relacje pomiędzy tymi dwoma cywilizacjami – europejską i indyjską, są tak toksyczne? Dlaczego na zasadzie ponurego echa potęgują wzajemnie ludzką ciemnotę i zabobon?”.
 
 
Ps.: Jak zwykle w przypadku gęstej indyjskiej rzeczywistości, pozostało jeszcze wiele zarośniętych ścieżek. Choćby Sathya Sai Baba i jego „rozrywki”, czyli oskarżenia o pedofilię, morderstwa i wiele innych. Albo zagadnienie pop psychologii. Albo poprzednik Sathya Sai Baby, ów Sai Baba, jeszcze bardziej bogowaty (doprawdy, nie wiem jak to napisać) i czczony. Na wszystkie te tematy przyjdzie jeszcze czas, tu chciałem tylko pokazać, jak łatwo stać się Bogiem Wszechmocnym w drugiej połowie XX wieku, choć może te 2000 lat temu było jeszcze łatwiej…
 
 
 
 
 

Źródła:
http://www.sathyasai.org.pl/sathyasaibaba.php - strona organizacji Sathya Sai w Polsce
http://www.4wymiar.pl/index.php?docid=378 – ezoteryk Osiński o Sathya Sai Babie
http://forum.wiara.pl/viewtopic.php?f=27&t=23344 – dyskusja o Sathya Sai Babie na wiara.pl
http://in.news.yahoo.com/sathya-sai-baba-dies-.html - Indyjskie Yahoo News o śmierci Sathya Sai Baby

0 komentarzy

Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.

Wydarzenia

Brak nadchodzących wydarzeń

Translator

  • Arabic
  • Bulgarian
  • Catalan
  • Chinese Simplified
  • Chinese Traditional
  • Croatian
  • Czech
  • Danish
  • Dutch
  • English
  • Filipino
  • Finnish
  • French
  • German
  • Greek
  • Hebrew
  • Hindi
  • Indonesian
  • Italian
  • Japanese
  • Korean
  • Latvian
  • Lithuanian
  • Norwegian
  • Portugese
  • Romanian
  • Russian
  • Serbian
  • Slovak
  • Slovenian
  • Spanish
  • Swedish
  • Ukrainian
  • Vietnamese