Login Witaj w portalu HANUMAN.pl
23.03.2017, godz. 05:14
Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

Mistycy południowych Indii

 

Artykuł na podstawie mojego wystąpienia na konferencji filozoficznej na Uniwersytecie Śląskim w roku 2007.


Dwunastu świętych południowych Indii. Początek wielkiej tradycji.

 

Przy obecnym stanie wiedzy na temat „hinduizmu” można śmiało powiedzieć, iż termin jest co najmniej nietrafiony na określenie religii Indii. W obrębie religii, którą właśnie potocznie nazywa się hinduizmem napotykamy tak wiele różnych ścieżek, dyscyplin duchowych, różnych systemów religijno-filozoficznych, odmiennych wierzeń,  iż tak naprawdę termin ten nic nam nie mówi, poza tym, że przywołuję pewien obszar świata i ludzi w nim żyjących. Prócz tego mamy jeszcze kilka mniej lub bardziej trafionych skojarzeń o politeizmie, świętych krowach, biedzie i Gandhim. Jednym słowem pojęcie to bardziej zaciemnia nam przedmiot naszego poznania niż go rozjaśnia.

 Inną anegdotyczną historyjką opisującą całą tą sytuacje jest historia, która przydarzyła mi się samemu. Poniekąd nie tylko mi, ale wielu znajomym z Forum Indyjskiego i jego okolic. Kiedyś spotkałem sannjasina (mnicha) z tradycji wisznuickiej. Swami ciekawie odniósł się do stanu wiedzy na temat hinduizmu. Wpierw powiedział o genezie powstanie słowa hinduizm. Według Swamiego...

Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

Tantryzm i płeć rag. Wykład VI.

 
Tantryzm, jako jeden z dominujących w indyjskim średniowieczu nurtów filozoficzno – religijnych miał ogromne, być może największe znaczenie dla ukształtowania się najstarszych znanych nam dzisiaj pokładów indyjskiej muzyki klasycznej. Za te dziedzictwo wypada uznać północnoindyjski styl dhrupad, który nadał silne formotwórcze piętno nowszym, wyrastającym z niego stylistykom, najczęściej obecnie kojarzącym się z klasyczną muzyką Indii. Wbrew obiegowym opiniom o starożytności muzyki Południowych Indii, na którą rzekomo nie wpłynął islam, przez co bywa często określana jako „czystsza, starsza”, najdawniejsze muzyczne oblicze Indii, przynajmniej jeśli chodzi o muzykę artystyczną, nadal znajduje się na Północy Subkontynentu.
Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

Natyashastra i rasy. Wykład V.

 
Będziemy dziś mówić o okresie kiedy powstała (albo raczej została opisana po raz pierwszy) w Indiach swego rodzaju trójjedyna chorea, sangita łącząca ze sobą muzykę, taniec i słowo. Albo też wiążąca sztukę teatralną ze sztuką muzyczną. Dzisiejszy wykład wprowadzi pojęcie najistotniejsze dla estetyki sztuki indyjskiej. Będą nim rasy. Choć Natyashastra jest traktatem o teatrze, zaś sztuka muzyczna, zwłaszcza w Indiach północnych, jest  często obecnie odbierana w opozycji do szeroko pojętych sztuk scenicznych, to nie powinniśmy się tym zrażać – to, co mówi Natyashastra o rasach ma absolutnie centralne znaczenie dla sztuki muzycznej. Współczesna klasyczna muzyka Indii, mimo postulowanej na Północy abstrakcji, to nadal dramat, tyle że bez aktorów. Umożliwiają to zawarte w niej rasy. Zobaczmy wpierw Anitę Ratnam.
Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

Kadzidła ze słonikiem. Indyjski pamiętnik, część 71 i ostatnia

 
   Zbliżał się i mój wyjazd, zatem Kaja, już z Polski, kazała mi nabyć różne rzeczy, o które prosili nas znajomi, lub których nam brakowało. Choć wszędzie na świecie sprzedaje się indyjskie kadzidła, to te, które można nabyć w Polsce zdecydowanie różnią się intensywnością i jakością zapachu od tych, jakie można było zakupić w ich ojczyźnie. Pahar Ganj był jedną z tych dzielnic, w których znajdowało się szczególnie wiele sklepów z kadzidełkami, w tym dwa całkiem spore i bardzo wyspecjalizowane. Tam można było kupić kadzidła od kilku rupii za sto gramów po kilkaset rupii za taką samą porcję pachnącej substancji. Jakość tych ostatnich była oszałamiająca.
Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

Dzień Środowiska, czyli zielone Indie. Indyjski pamiętnik, część 70.

 
   W między czasie porządkowałem swoje rzeczy. Wciąż jeszcze dużo moich klamotów było na stancji na Lakszmi Nagar, gdzie nie mogłem już mieszkać z uwagi na upały. Gdy zaglądałem w tamto miejsce, zawsze witał mnie uszczęśliwiony Kowshal, który z uwagi na zbliżające się egzaminy popadał w coraz silniejszą religijność, objawiającą się w licznych postach i tematach rozmów. Cały Ganga Nivas przypominał teraz statek kosmiczny, do którego wchodziło się przez śluzy z worków. Chodziło w tym o to, aby uzyskać trochę chłodu wewnątrz. Nie było AC, w grę więc wchodziły wiatraki i zasłony nasączone wodą. Efekt był całkiem niezły, nie licząc nieznośnej wprost wilgoci panującej w pokojach, które nie miały okien.
Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

Kaszmirka, bębny w parku i bracia z Varanasi. Indyjski pamiętnik, część 69.

 
   Musiałem przyznać, iż Barrista, w której się spotkaliśmy, jak na swój ekskluzywny charakter była wyjątkowo słabo klimatyzowana. Czułem się dość zmęczony rozmową, bowiem szef Delhijskich Wolnomyślicieli co chwila wpadał w monolog, zaś wszyscy nastawieni byli na amerykańskiego dziennikarza, który, moim zdaniem, nie zadawał zbyt interesujących pytań. Nie był ciekaw dojścia zgromadzonych przy stole ludzi do ateizmu, czy ich realnych działań jako organizacji. Skupiał się raczej na tym, jak sobie radzą z ateizmem w życiu codziennych, lecz po uzyskaniu wyczerpującej i dość krótkiej odpowiedzi, drążył temat dalej, choć niewiele z niego zostało. Po czym napisał o tym w kilku zdaniach, tak jak pisuje się o różnych subkulturowych trendach.
Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

Indyjscy ateiści. Indyjski pamiętnik, część 68.

 
 Mój atrakcyjny pokój na Pahar Ganju coraz bardziej wypełniał się chaosem niedbale porozrzucanych butelek po wodzie pitnej. Znów zrobiło się naprawdę upalnie. W moim pokoju na szczęście było trochę chłodniej niż na zewnątrz, zatem, gdy nie miałem już energii na chodzenie po Delhi, siedziałem przed Internetem i korzystałem z sieci łącząc laptop do telefonu kabelkiem usb, co było wariantem najtańszym i najkorzystniejszym, jeśli chodzi o zasięg. Nigdy tak jak teraz nie cieszyła mnie technika. Mogłem na bieżąco wysyłać do przyjaciół z całego świata zdjęcia ze spalonej słońcem stolicy Indii, jak i pisać artykuły na moje strony niczym dziennikarz – prosto z miejsca akcji. Jako, że dobiegał końca mój pobyt w Indiach, postanowiłem zrealizować mój dawny zamiar i spotkać się z indyjskimi ateistami.
Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

Odchodząca kobieta Adivasi. Pamiętnik indyjski, część 67.

 
   Gdy chodziłem na koncerty ze stacji metra Jor Bagh do IHC lub IIC moją uwagę przyciągała coraz mocniej starsza kobieta, wywodząca się najpewniej z najstarszej warstwy mieszkańców Indii, z plemiennego świata Adivasi. Mieszkała ona na zetknięciu ulicy Aurobindo Margh z wbiegającą do niej Lodi Street. Po drugiej stronie tej pierwszej alei znajdowało się wejście do pięknego i samotnego grobowca Shafdarjunga. Miejsce, gdzie kobieta Adivasi przebywała cały czas, owinięta w jakieś swoje porwane koce i szmaty, nie było typowym dla indyjskich bezdomnych. Nie było tu bowiem wielu przechodniów, ani małych sklepików, jedynie wielkie rezydencje otoczone murami. Jednej z nich zrobiłem zdjęcie, bardziej z samej chęci uwiecznienia czegoś, niż z ciekawości. Ot, zwykła willa modernistyczna, z paroma palmami ocieniającymi ją. Co ciekawe zdjęcie tego zupełnie zwykłego obiektu zrobiło furorę na Facebooku, większą niż pałace Radżasthanu, czy świątynia Zęba Buddy na Sri Lance.
Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

Lekcja Fahimuddina Dagara

Tu można zobaczyć fragment lekcji jednego z największych indyjskich śpiewaków dhrupad, Ustada Fahimuddina Dagara, zmarłego niedawno, nagrany przez wielkiego indyjskiego muzykologa i jednego z uczniów Fahimuddina - Irfana Zuberi. Oto link - http://vimeo.com/27544998 .

Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

Pożegnanie. Indyjski pamiętnik, część 66.

 
  Kaja szykowała się do ostatecznego wyjazdu z Indii, zatem przechadzaliśmy się po Delhi z silnym odczuciem nostalgii. Miasto wyglądało cudownie, choć przytłaczający upał skutecznie hamował nasze kroki. Kaja wracała z drugą Polką, która studiowała w CIH – z Anią. Okazało się, iż podobnie jak my, przebywała ona ostatnio w Górach Shivalik, gdzie wraz z międzynarodową grupą przyjaciół – motocyklistów dokonała ponad dwunastogodzinnego przejazdu z Mussoorie do Shimli. Z ogromnym zainteresowaniem słuchaliśmy jej opowieści o ciągnącej się bez końca podróży przez wysokie i przyjemnie chłodne, górskie przełęcze. Zdziwiła mnie tylko niezwykle wysoka kwota, jaką trzeba było zapłacić za jeden dzień wypożyczenia motocykla. Przypuszczam, że nie odbiegała ona zbytnio od średniej kwoty europejskiej.

Wydarzenia

Brak nadchodzących wydarzeń

Translator

  • Arabic
  • Bulgarian
  • Catalan
  • Chinese Simplified
  • Chinese Traditional
  • Croatian
  • Czech
  • Danish
  • Dutch
  • English
  • Filipino
  • Finnish
  • French
  • German
  • Greek
  • Hebrew
  • Hindi
  • Indonesian
  • Italian
  • Japanese
  • Korean
  • Latvian
  • Lithuanian
  • Norwegian
  • Portugese
  • Romanian
  • Russian
  • Serbian
  • Slovak
  • Slovenian
  • Spanish
  • Swedish
  • Ukrainian
  • Vietnamese

Migawka z Galerii

Co nowego

ARTYKUŁY

Brak nowych artykułów

KOMENTARZE ostatnich 7 dniach

Brak nowych komentarzy

MEDIA GALLERY Ostatnie 7 Dni

No new media items

Kto jest Online

Gość: 4