Login Witaj w portalu HANUMAN.pl
17.10.2018, godz. 01:33
Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

Nowy biuletyn DUNIYA.

Na początku kwietnia 2010 ukazał się pierwszy numer miesięcznika Interdyscyplinarnego Koła Orientalistycznego "Duniya" pod redakcją Kaji Bryx i Marty Zienkiewicz. Pismo podjęło współpracę z naszym "Hanumanem". W gazecie przyciągają uwagę bardzo ciekawe i ładnie napisane artykuły na temat Pekinu, kuchni indyjskiej, nowych filmów indyjskich, oraz wielkiego tureckiego architekta Mimara Sinana. Warto zauważyć, iż twórczość Sinana wpłynęła zapewne na architekturę nowożytnych Indii.  Biuletyn istnieje w formie papierowej, a także cyfrowej:

Biuletyn "Duniya": http://marta.spiggy.webd.pl/duniya1.pdf

Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

Recenzja książki NIE TYLKO BOLLYWOOD (część II i ostatnia)

(zakończenie artykułu zamieszczonego poniżej)

Kolejnym artykułem jest „Parampara jako źródło cierpień?” Marty Raczek. Dotyczy on małżeństw aranżowanych i problematyki zdrady w kinie indyjskim. Autorka dostrzega oczywiście odważny film „Nigdy nie mów żegnaj” Karana Johara otwarcie broniący prawa do zdrady i zawarcia powtórnego małżeństwa, które jednakże musi być poprzedzone swego rodzaju czyśćcem. Raczek zauważa również dysproporcję w reakcji zdradzonego mężczyzny i zdradzonej żony. Nie należy ona tylko do kultury indyjskiej, lecz wynika z takich, a nie innych cech, jakimi obarczyła życie płciowe natura, o czym pisałem już wcześniej. Wydaje mi się, że ilekroć się pisze o problemie aranżowanych małżeństw, należy pamiętać, że i nasi przodkowie tak byli dobierani w pary, zmiana zaś ma stosunkowo niedawną proweniencję. To samo dotyczy oceny kobiety przez pryzmat jej roli jako matki i związanego z tym odrzucenia kobiet bezpłodnych. W hinduizmie nierówności społeczne i socjalne wyjaśnia prawo karmana oraz reinkarnacja.

Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

Recenzja książki NIE TYLKO BOLLYWOOD i zarazem esej o niedoskonałościach recepcji kultury Indyjskiej na Zachodzie. (część I)

Niedawno ukazał się w naszym kraju zbiór esejów na temat kinematografii indyjskiej „Nie tylko Bollywood” pod redakcją Grażyny Stachówny i Przemysława Piekarskiego, opublikowany przez Korporację Ha!Art. Książka jest obszerna, ładnie wydana, obiecuje zatem ciekawą lekturą na nader interesujący dla wszystkich kinomanów i miłośników Indii temat. Z pewnością też taka pozycja była bardzo potrzebna z uwagi na rosnące zainteresowanie Bollywoodem i innymi filmami o indyjskiej (choćby w części) proweniencji. Po przeczytaniu tego 550 stronicowego kompendium czuję się jednakże daleki od stanu katharsis, jaki dają niekiedy owocne rozmyślania na interesujący i lubiany temat. Ów dystans jest na tyle duży, iż postanowiłem stworzyć recenzję wymieszaną z niezależnym esejem, który może zaciekawić również te osoby, które nie przeczytały książki, a ciekawe są recepcji kultury Indyjskiej na Zachodzie (uważam przy tym, iż nasz kraj mieści się w terminie „Zachód”, podobnie jak Francja czy USA).

 
Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

Wykład o muzyce karnatyckiej

Dnia 14 grudnia 2009 roku, w poniedziałek, odbędzie się mój drugi wykład z serii "W cieniu lotosowych kolumn" poświęconej klasycznej muzyce indyjskiej. Tym razem będę opowiadał o twórczości  jednego z największych kompozytorów karnatyckich, Tyagarajy.  Opowieści towarzyszyć będą fragmenty muzyczne i slajdy. Wszyscy, którzy o 19.00 zjawią się na 3 piętrze Instytutu Historii Sztuki przy ulicy Szewskiej we Wrocławiu są mile widziani. Z początkiem roku 2010 odbędą się kolejne prelekcje. Współtwórcą wydarzenia jest Koło Orientalistyczne działające przy Instytucie Studiów Śródziemnomorskich Uniwersytetu Wrocławskiego.

Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

34. Kirana Gharana. Bhimsen Joshi. Część III. Próba portretu.

 
   Pandit Bhimsen Joshi skomponował wiele nowych rag. Spośród nich szczególnie znaczenie ma raga Kalashree. Znalazła ona wielkie uznanie u wybitnych muzyków, w szczególności zaś u Amira Khana i u wielkiego sitarzysty, Nikhila Banerjee’go, którzy chętnie włączali ją do programów swoich koncertów. Nikhil nagrał z nią nawet płytę. Wśród innych znanych rag Kirańczyka wypada wymienić Lalit – Bhatiyar i Marwa – Shree. W przeciwieństwie do wielu innych łączonych rag, twórca nie zatarł w nich głębi elementów składowych uzyskując przy tym nową jakość.
Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

33. Kirana Gharana. Bhimsen Joshi. Część II. Wielki rzeźbiarz dźwięku.

 
   Krytyczna opinia na temat głosu Bhimsena wyrażona, być może, przez aktora Sanyala, musi się dziś wydawać niezwykła. Obok Bade Ghulama Ali Khana głos Bhimsena Joshiego należy bowiem zdecydowanie do najpiękniejszych w muzyce hindustańskiej. Niedawno ukazał się album Saregamy Kooh-i-Noor”, prezentujący wczesne nagrania artysty pochodzące (zapewne) ze wczesnych lat współpracy z Radiem Mumbajskim. Dwupłytowy komplet zawiera przede wszystkim bhajany i thumri, gdyż, jak wiemy, Bhimsen w tych latach nie znał jeszcze szerokiego wachlarza klasycznych rag. Słuchając tego ciekawego dokumentu łatwo zrozumiemy, że zarzuty wobec aparatu wokalnego Kirańczyka nie były w pełni nieuzasadnione. Rejestry głosu nie są jeszcze homogenicznie wyrównane, zdarzają się nagłe załamania wolumenu. Do tego Bhimsen interpretuje proste religijne pieśni bez chęci nadania im bardziej wyrafinowanego kształtu, jak czynią to: znakomicie klasycyzująca Shruti Sadolikar Katkar i pełen nieokiełznanej wyobraźni Jasraj.
Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

32. Kirana Gharana. Bhimsen Joshi. Część I. Dramatyczna wyprawa w poszukiwaniu guru.

 
   Wieczór w Pune. Nieznośny żar dnia ustępuje miejsca nocy. Pył opada powoli, liście wyschniętych figowców kołyszą się niezauważalnie pod wpływem leniwego wiatru. Ludzie wpatrują się w centralny punkt amfiteatru. Barwne sari kobiet blakną wraz z ciemnością, mężczyźni starej daty poprawiają czapy na swoich głowach. Wszyscy wstrzymali oddech, jest wyjątkowo cicho. Czasem jedynie śpiewający na podwyższeniu artysta wydobywa z ust melomanów głębokie, podobne do narastającego mroku, westchnienie. Śpiewak wygląda niezwykle. Zdaje się być kompletnie nieobecny. Nie zwraca uwagi ani na widownię, ani na towarzyszących mu muzyków. Jego ciało prostuje się nienaturalnie, jakby przeszyte głębokim dźwiękiem syczącym jak magma między przeponą a gardłem. Masywna, barokowa twarz zdradza wyjątkowe napięcie, jej wyraz ma w sobie zarówno coś z najwyższego szczęścia, jak i z rozpaczy.
Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

31. Kirana Gharana. Sawai Gandharwa, pierwszy wielki Południowiec w Hindustanie.

 
   W dzisiejszych czasach zasięg oddziaływania klasycznej muzyki hindustańskiej wydaje się być dużo większy od wpływów jej południowej siostry, muzyki karnatyckiej. Być może sytuacja ta nie jest aż tak widoczna poza granicami Subkontynentu Indyjskiego, gdzie wciąż muzyka indyjska odbierana bywa w sposób naiwny, albo też nadmiernie obarczony nieskorą do klasyfikacji modą na egzotyczną duchowość. Tym niemniej w samych Indiach (o Pakistanie, Bangladeszu i Nepalu nie wspominając, z uwagi na pełną przynależność do północnej strefy Subkontynentu) sytuacja jest oczywista. Muzyka Hindustańska cieszy się dużo szerszym gronem odbiorców, większą ilością płytowych nagrań, jest też lepiej opracowana przez rodzimych i zagranicznych muzykologów.
Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

30. Kirana Gharana. W kręgu Hirabai Barodekar.

Powróćmy do roku 1922, kiedy to Tahirabibi wraz z piątką dzieci opuściła w niewyjaśnionych okolicznościach swojego męża i znanego nam już fundatora Kirana Gharany, Abdula Karima Khana. Barodzka księżniczka wywoziła ze sobą w postaci synów i córek nie lada muzyczne dziedzictwo. Gdy znalazła się z dala od mężowskiego domu powróciła do panieńskiego nazwiska Tarabai Mane, zaś synów i córki obdarzyła nowymi, hinduistycznymi imionami. Abdul Rahman stał się Sureshbabu Mane, Gulab – Kamlabai Barodekar, Sakina alias Chotutai – Saraswati Mane, Abdul Hamid – Krishnarao Mane i wreszcie główna bohaterka tego eseju, Champakali alias Champutai została nazwana przez matkę Hirabai Barodekar. Miejscem azylu tajemniczych uciekinierów stało się Pune.

Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

Nowa strona o dhrupadzie

Nishant Sharma, uczeń Pandita Dalchanda Sharmy, jednego z największych mistrzów pakhaładżu, tworzy właśnie stronę o dhrupadzie, pakhaładzu i tradycjach nathdwary gharany, do której należy mistrz Dalchand (vide artykuł w dziale "Muzyka Indii") Pomimo wagi problemu strona ma charakter pionierski. Z pewnością każdy z nas, kto choćby swoją obecnością wspomoże jej autora dokona czegoś ważnego dla indyjskiej kultury. Podaję adres - http://pakhawaj.wordpress.com/2009/08/24/acharya-gokulotsav-maharaj-and-pandit-dalchand-sharma/#comment-8. Strona jest oczywiście po angielsku. Już teraz możemy na niej znaleźć informacje dotyczące najnowszych koncertów dhrupadu w Indiach, a także fragmenty filmowe, których nie można znaleźć gdzie indziej.

 

Nathdwara gharana jest słabo udokumentowana fonograficznie, a przemysł nagraniowy w Indiach nie zawsze jest otwarty dla wyrafinowanych tradycji muzycznych. Pandit Dalchand chciałby utrwalić tradycje swojej gharany, jednakże nie ma pojęcia jak to zrobić. Wszelkie dobre rady zostaną powitane na jego stronie z ogromną wdzięcznością. Pandit Dalchand nagrał wiele płyt jako akompaniator mistrzów takich jak Fahimuddin Dagar, czy Asad Ali Khan, lecz znane koncerny płytowe boją się ryzykować nagranie dokumentujące wyrafinowany pakhaładż solo.

Wydarzenia

Brak nadchodzących wydarzeń

Translator

  • Arabic
  • Bulgarian
  • Catalan
  • Chinese Simplified
  • Chinese Traditional
  • Croatian
  • Czech
  • Danish
  • Dutch
  • English
  • Filipino
  • Finnish
  • French
  • German
  • Greek
  • Hebrew
  • Hindi
  • Indonesian
  • Italian
  • Japanese
  • Korean
  • Latvian
  • Lithuanian
  • Norwegian
  • Portugese
  • Romanian
  • Russian
  • Serbian
  • Slovak
  • Slovenian
  • Spanish
  • Swedish
  • Ukrainian
  • Vietnamese

Migawka z Galerii

Wóz wielbłądzi w przedwojennym Delhi.
Przeglądaj album

Co nowego

ARTYKUŁY

Brak nowych artykułów

KOMENTARZE ostatnich 7 dniach

Brak nowych komentarzy

MEDIA GALLERY Ostatnie 7 Dni

No new media items

Kto jest Online

Gość: 2