Login Witaj w portalu HANUMAN.pl
28.05.2017, godz. 04:49
Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

Słodycz pielgrzymki, czyli dary bogini Gangi

SŁODYCZ PIELGRZYMKI, CZYLI DARY BOGINI GANGI

 
     Upały zmusiły nas do ucieczki na północ Indii. Uttarakhand, znany też jako Dev Bhumi („siedziba bogów”), powitał nas cudownym chłodnym podmuchem wiatru, wielkim tłumem na dworcu i głośną dewocjonalną muzyką płynącą z tekturowych tub zawieszonych przy każdym z większych ulicznych straganów. Z całych Indii przybywają tu pielgrzymi, by choć raz w życiu zanurzyć się w rwącym nurcie Gangi, przy słynnym ghacie (miejscu kąpieli) Har-ki-Pauri, gdzie według wierzeń hindusów skapnęła kropla nektaru z dzbana unoszonego przez syna Indry Jayantę. Rytualna kąpiel w tym miejscu zapewnić ma oczyszczenie z grzechów i ostatecznie obdarzyć wyzwoleniem. Przybywają wiec tu i biedni, i bogaci. Ci pierwsi chcą by wraz z obecnym żywotem przeminęła zła passa, drudzy zaś chcą zapewnić sobie świetlaną przyszłość zmywając grzechy i angażując się tu w pobożne uczynki. Przyjechaliśmy i my obejrzeć niesamowity kult rzeki Gangi, która w Haridwar zaczyna swą podróż po nizinach, aby na własne oczy zobaczyć te tysiące ludzi z wielką wiarą i determinacją spełniających rytuały na jej brzegach.
     Hari-ki-Pauri Ghat, miejsce, w którym król Sveta spełniał surowe wyrzeczenia pragnąc otrzymać błogosławieństwa boga Brahmy, zachwyciło nas swym pięknem. Nie zastanawiając się zbyt długo wzięliśmy udział w wieczornej ceremonii ofiarowania ognia Gandze i trzymając się kurczowo łańcuchów, po trzykroć (jak nakazuje tradycja) zanurzyliśmy się w jej wartkim, lodowatym nurcie. Każdy z nas próbował skupić się i odczuć, czy rzeczywiście rytuały te mogą zmienić coś w naszym postrzeganiu świata. Zadumani i zmarznięci poszliśmy do jednej z tysiąca restauracji, by ogrzać się i ugasić coraz bardziej narastający głód. Zamówiliśmy gorące purisy i mleko z ghee (klarowanym masłem) i szafranem. Kelner przyniósł nam też cieplutką miseczkę halavy i nie mieliśmy mu tego za złe. Słodka ta potrawa rozpływała się nam w ustach. Połączenie gorących złotych placków (purisów) z doskonale przyprawionym mlekiem i słodka halavą zrekompensowało trudy podróży i wyrzeczeń pielgrzymów, którzy w Haridwar osiągnęli cel swojej podróży.
 
Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

Warzywa z Maharasztry

Warzywa z Maharasztry

 
     Jesteśmy jeszcze w Delhi. Żar leje się z bezchmurnego nieba. Większość turystów wyjechała szukając schronienia w chłodnych Himalajach, jesteśmy więc dziś jedynymi gośćmi w restauracji Aruna. Ma on dużo czasu i w radosnym nastroju wprowadza nas w tajniki kuchni indyjskiej.
     Nasz ulubiony kucharz opowiada o trzech podstawowych metodach przygotowywania słonych potraw. Warzywa można albo podduszać „na sucho” (bez użycia wody), albo gotować w sosie własnym, albo też ugotowane wcześniej podprażać na masali (mieszance różnych przypraw).
     Najważniejszymi tradycyjnymi przyprawami północnych Indii są kminek indyjski, kolendra i czarna gorczyca. Łączy się je z wieloma innymi, często ze świeżym imbirem, świeżym drobno posiekanym chili, chaną czy fasolką urad. Przypraw tych używa się bądź to w całości, bądź zmielonych lub pokruszonych. Masalę można dodawać do warzyw na początku gotowania lub też na samym jego końcu. Przyprawy podpraża się na ghee (oczyszczonym sklarowanym maśle) albo oleju, można też je podprażać bez użycia tłuszczu. Siła masali zależy od tego, na jakim ogniu podpraża się przyprawy i jak długo trwa ten proces.

 

Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

Na początek mango lassi

Na początek mango lassi

 
     Pahar Ganj. Handlowa dzielnica Delhi i ostoja turystów. Godzina 9 rano, a na dworze już 36 stopni. Kilka godzin temu wylądowaliśmy. Jesteśmy bardzo zmęczeni podróżą, szukaniem hotelu, ucieczką przed nachalnymi naganiaczami. Nikt jednak nie chce zostać w hotelu – wyskakujemy na miasto żądni nowych wrażeń, ciekawi tego zupełnie innego, pełnego kolorów, zapachów i dźwięków życia. Siedzimy w przydrożnej restauracji i oszołomieni, radośni, podekscytowani obserwujemy chaos panujący na zewnątrz. Jest koniec maja i wszystkie stragany uginają się od żółtych soczystych mango ociekających sokiem. Wszyscy jednomyślnie zamawiamy „na początek mango lassi”. Od tego napoju zaczyna się nasza podróż po tym pięknym, pełnym kontrastów kraju. Nie wiemy jeszcze, że Indie zachwycą nas i uzależnią od siebie. Zakochani w indyjskiej kuchni będziemy gorliwie zgłębiać jej tajemnice, różnorodność i bogactwo. Póki co sączymy powoli pyszny napój i słuchamy opowieści Aruna, naszego kucharza, który chwali się, że w Indiach mają setki odmian tego owocu (chyba trochę przesadził). Mówi, że teraz jest sezon na mango Alphonso, które rośnie w Konkan, ale on czeka na odmianę dassheri z Lucknow. Ośmieleni faktem, że sam zaczął z nami rozmowę, prosimy o kilka przepisów z wykorzystaniem wspaniałego owocu. Ku naszemu zdziwieniu Arun zdradza nam swoje tajemne receptury.
 

Wydarzenia

Brak nadchodzących wydarzeń

Translator

  • Arabic
  • Bulgarian
  • Catalan
  • Chinese Simplified
  • Chinese Traditional
  • Croatian
  • Czech
  • Danish
  • Dutch
  • English
  • Filipino
  • Finnish
  • French
  • German
  • Greek
  • Hebrew
  • Hindi
  • Indonesian
  • Italian
  • Japanese
  • Korean
  • Latvian
  • Lithuanian
  • Norwegian
  • Portugese
  • Romanian
  • Russian
  • Serbian
  • Slovak
  • Slovenian
  • Spanish
  • Swedish
  • Ukrainian
  • Vietnamese

Migawka z Galerii

Co nowego

ARTYKUŁY

Brak nowych artykułów

KOMENTARZE ostatnich 7 dniach

Brak nowych komentarzy

MEDIA GALLERY Ostatnie 7 Dni

No new media items

Kto jest Online

Gość: 6