Login Witaj w portalu HANUMAN.pl
22.09.2018, godz. 07:29
Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

Holi i ptaki na bagnach. Indyjski pamiętnik, część 45.

 
  Tym razem w pociągu do Agry spotkałem młodego mężczyznę związanego z organizacją SPICMACAY, najbardziej zasłużoną w szerzeniu muzyki klasycznej wśród hinduskich studentów. Znaliśmy się już z widzenia, lecz nie poznaliśmy się od razu. Wyjeżdżałem na dwa dni przed Holi, zatem były ogromne problemy z nabyciem biletu. Gdy już udałem się na dworzec, okazało się, iż część pociągów jest odwołana. Przede wszystkim te, które jechały w kierunku Mumbaju. Chodziło zapewne o jakieś strajki. Co jakiś czas któraś z indyjskich kast okazuje swoje niezadowolenie blokując ulice, a w ekstremalnych wypadkach nawet tory. Nie dziwię się ich niezadowoleniu. Choć w indyjskiej konstytucji nie ma już miejsca na kasty i związaną z tym dyskryminację źle urodzonych, to nadal istnieją one w kulturze i społecznej świadomości.
Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

Cmentarz dla gości, ghazale i krytyczny Nepalczyk. Indyjski pamiętnik, część 44.

  
   Mało kto lubi Agrę. Jest to milionowe miasto bez zwartego centrum, o dość wątłym życiu kulturalnym. Ludność jest w dużej mierze napływowa. Zwabił ją pośrednio Taj Mahal, przyciągający morze turystów. Ale pomnik miłości do cesarzowej Mumtaz znajduje się na południowych peryferiach dawnej stolicy Mogołów. Jej środek to bardzo zaniedbana starówka przyczepiona od strony lądu do Agra Fortu, który zdaje sobie z niej kpić swoim zadbaniem i zupełnie wyjątkowym pięknem. Lecz nawet przy nim, od strony rzeki Jamuny, przycupnęło trochę rozczochranych bud i przecięły rzekę mosty, wśród których jeden należy do najbardziej chyba niezgrabnych na świecie. Jest to jakby wąski most kolejowy, z którego zdarto szyny, aby puścić nim ruch samochodowy. Co ciekawe, zaraz za nim znajduje się przepiękny, kameralny grobowiec ministra finansów Imtad – ud – Dauli, który był ojcem wielkiej cesarzowej Noorjahan, współpanującej de facto ze swoim mężem Jahangirem, co uwidoczniły monety. Ona też najpewniej ową budowlę zaprojektowała.
Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

Powrót do Indii. Pamiętnik indyjski, część 43.

 
 
   Myślami wciąż jeszcze byłem na Sri Lance, gdy samolot wzbił się w powietrze. Indyjskie linie jak zwykle zapewniały nietypowe wygody jak na krótki, niewiele ponad godzinny lot. Ciężko było zdążyć w tym czasie ze skonsumowaniem oferowanego obiadu wraz z przekąskami. Również żadnego filmu dostępnego do obejrzenia na małym telewizorku nie można było zobaczyć w całości. Sprawę utrudniały dodatkowo komunikaty kapitana i stewardess. Pojawiały się one bardzo często, gdyż trasa powietrzna między Colombo a Chennajem przypominała trochę kolejkę górską z wesołego miasteczka. Samolot co rusz karkołomnie opadał i wznosił się, zataczał też kręgi w powietrzu powodujące iż byliśmy wyraźnie przechyleni. Twarz mojego współpasażera zzieleniała ze strachu, zaś z jego ust dawało się usłyszeć mantry do boga Hanumana, który wsławił się w indyjskiej mitologii długą powietrzną podróżą.
Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

Ostatnie dni na Lance. Indyjski pamiętnik, część 42.

  
   Lankę pożegnałem zupełnie inaczej, niż się spodziewałem. Zostałem wyrwany ze słodkiego letargu wielokrotnie ponawianych podróży moją ulubioną autobusową trasą nad ocean. Może to i lepiej, gdyż Indie nie są tak idylliczne jak Sri Lanka, gdybym zatem tak rozleniwiony znalazł się nagle w Chennaju, mógłbym mieć nie lada problemy. W końcu to kipiące energią miasto, pełne ludzi wspaniałych, ale też oszustów, nie byłoby wyrozumiałe dla istoty o czujności uśpionej przez gęste rzędy palm i niespieszne lankijskie autobusy.
Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

Przed burzą. Pamiętnik indyjski, część 41.

   Zbliżał się koniec mojego pobytu na Sri Lance. W tym okresie ogarnęła mnie silna jak nigdy dotąd ochota na spacery po Colombo. Stolica Lanki zauroczyła mnie w jakiś zupełnie niepojęty sposób. Nie było w niej przecież rzeczywiście godnych uwagi zabytków. Nawet jej kolonialna przeszłość została zatarta przez późniejsze rozbudowy i przebudowy. Choć nadal można było wypatrzeć w Colombo pobrytyjskie budowle, niemal zawsze towarzyszyły im jak cień budynki nowe, o pozbawionym lokalnych odniesień, kosmopolitycznym kształcie. Moim głównym celem stała się w tych dniach Captain’s Garden Hindu Temple, tajemniczo wtłoczona pomiędzy tory na północnym skraju Wyspy Niewolników. Ta lokalizacja dawała pewność, iż natknę się na zabytek liczący sobie ponad wiek, gdyż musiał on istnieć przed wyspiarską siecią kolejową.
Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

Świątynia Zęba i aktorstwo Kowshalyi. Indyjski pamiętnik, część 40.

  
   Z biegiem dni coraz bardziej zżywałem się z moimi gospodarzami, Kowshalyą i Tushitą. Rozbawiali mnie różnymi scenkami, na przykład Kowshalya, śmiejąc się z niskiego wzrostu męża, nosiła go po mieszkaniu, jak przerażonego kota. Albo też, w trakcie gorącej dyskusji o teatrze, potrafiła się zasępić i stwierdzić, iż jest brzydka, patrząc wymownie na swoje przyjaciółki, będące często pięknościami grającymi w filmach. Starałem się wyprowadzić ją z tego błędu, lecz złośliwy Tushita stwierdzał, abym tego nie robił, gdyż Kowshalya zacznie szaleć. I rzeczywiście, zaczynała, nikt już nie mógł przebić się przez jej wyrazisty i głośny głos, przez śmiech i tkane z bogatej wyobraźni historie. Jedynie Nalin, ze swoim rybackim nieokrzesaniem, miał wtedy jakieś szanse, lecz zaangażowany w przeróżne projekty szybko opadał z sił i kładł się spać.
Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

Wyspa Niewolników, cynamonowy luksus i krykiet. Indyjski pamiętnik, część 39.

  
  Nazwa „Wyspy Niewolników” nie jest przypadkowa. Ów obszar Colombo, odcięty dwieście i więcej lat temu od lądu przez otaczające go Jezioro Beira, służył Holendrom do zamykania w nim niewolników na noc. Kolonialni panowie wzmocnili zamki owej wodnej klatki, hodując w jeziorze krokodyle. Być może to stąd pochodzi nazwa jednej z popularniejszych lankijskich przekąsek - krokodyla, czyli słodkiej bułki na czerstwo o wydłużonym kształcie.
Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

Nieturystyczne zwiedzanie. Pamiętnik indyjski, część 38.

  
   Jaka jest prawdziwa Sri Lanka? Jak naprawdę żyją jej mieszkańcy? Pewna stylistyczna monotonia tego kraju w kółko powracała do mnie w postaci tych pytań. Wyspa nie posiada bowiem zbyt wielu charakterystycznych dla jej własnej, odrębnej kultury miejsc (zarówno czysto fizycznych, jak i „przestrzeni” muzycznych, obyczajowych etc.). Nie jest taka jak Indie, gdzie spotyka się specyficzną dla tego kraju przeszłość na każdym kroku, choć wcale nie ma jej tak wiele, jak w zwycięskiej w XIX wieku Europie. Napisałem o zwycięstwie, co samego mnie dziwi, ale jednak nic tak bardzo jak kolonializm i rewolucja przemysłowa nie zmieniło oblicza wszystkich niemal ludzkich społeczności i miejsc, które one zamieszkują. Większość ludzi na naszej planecie kontynuuje obecnie europejskie wzornictwo samochodów, masowo produkowanych ubrań, kształtu książek, współczesnego popularnego budownictwa (niemal tylko w okazałych i kosztownych projektach do głosu dochodzą lokalne stylistyki) etc. Kultura materialna wpływa oczywiście na kulturę niematerialną, od sądownictwa, po zasady ruchu drogowego, czy sposób użytkowania zwykłych zachodnich ubrań. Czy zatem lepiej jest skupiać się na nielicznych, ocalałych ze średniowiecza i starożytności zabytkach Sri Lanki, oraz na tradycjach z tych dawnych okresów, czy też może bardziej wartościowe jest przyglądanie się temu, jak podlegają stopniowej lankizacji stylistyki i obyczaje narzucone przez przybyszów z Europy? Myślę, że to drugie. Zresztą los, albo raczej ślepy traf, sam udzielił mi odpowiedzi. Żyję przecież w otoczeniu filmowców i aktorów, którzy kontynuują tradycje Zachodu i nadają im coraz więcej swoich własnych elementów, zarówno w dziedzinie treści, jak i formy.
Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

Krótkie historie w różny sposób opowiedziane. Pamiętnik indyjski, część 37.

   Nie mogłem się wybrać do mitycznego Kandy, gdyż pogoda z deszczowej zmieniła się na upalną i znów się rozchorowałem. Jednakże spotkała mnie niespodzianka. Saman Bandara, który grał w sztuce Tushity „11 krzeseł” homoseksualistę okazał się spadkobiercą rodu muzyków obsługujących Świątynię Zęba w Kandy. A ta świątynia to nie byle co, tylko najbardziej święte miejsce dla syngaleskich buddystów i jeden z najważniejszych symbolów politycznych lankijskiej większości.
Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

Kompozytor i chaos Pettah. Indyjski pamiętnik, część 36.

 
   Kolejnym projektem, który przedstawił mi kompozytor Dharshan była muzyka filmowa do francuskiego filmu dokumentalnego o barwnych, lankijskich kolejach. Utwór zaczynał się od nawiązującego do chaosu dworca elektronicznego pomruku, na tle którego pojawiła się dziwna, strzępiąca się melodia w wysokich tonach. Rajkumar opisywał mi obrazy towarzyszące tym dźwiękom. W filmie byliśmy rzeczywiście na dworcu, lecz ujęcia przedstawiały nerwowo wyrwane, dziwnie skadrowane fragmenty otoczenia. Zegar, biegnące ludzkie stopy, fragment reflektora lokomotywy. „Jeżdżenie koleją na Lance wygląda zupełnie inaczej niż w Europie” – stwierdził kompozytor, - „nigdy nie wiadomo, co się może zdarzyć. Ilu będzie ludzi, dokąd dojedzie pociąg, a nawet, czy nie wybuchnie jakaś bomba.”

Wydarzenia

Brak nadchodzących wydarzeń

Translator

  • Arabic
  • Bulgarian
  • Catalan
  • Chinese Simplified
  • Chinese Traditional
  • Croatian
  • Czech
  • Danish
  • Dutch
  • English
  • Filipino
  • Finnish
  • French
  • German
  • Greek
  • Hebrew
  • Hindi
  • Indonesian
  • Italian
  • Japanese
  • Korean
  • Latvian
  • Lithuanian
  • Norwegian
  • Portugese
  • Romanian
  • Russian
  • Serbian
  • Slovak
  • Slovenian
  • Spanish
  • Swedish
  • Ukrainian
  • Vietnamese

Migawka z Galerii

Co nowego

ARTYKUŁY

Brak nowych artykułów

KOMENTARZE ostatnich 7 dniach

Brak nowych komentarzy

MEDIA GALLERY Ostatnie 7 Dni

No new media items

Kto jest Online

Gość: 2