Login Witaj w portalu HANUMAN.pl
22.09.2018, godz. 06:39
Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

Szlakiem Hanumana. Pamiętnik indyjski, część 25.

 
 Hanuman, małpi bóg i przyjaciel boga Ramy, awatara Wisznu bardzo czczonego w Indiach (wielu wieśniaków mówi sobie na dzień dobry po prostu „Ram! Ram!”) dla niektórych Południowców jest postacią wysoce kontrowersyjną. Wielu z nich podejrzewa jego, jak i Ramę, nie tyle o walkę z demonicznymi rakszasami, co o wojnę z dawnymi Drawidami, ich przodkami. Istnieją „urealnione” nowoczesne, drawidyjskie wersje Ramajany, gdzie cała sytuacja jest przedstawiona wprost. Tego typu wątki podejmują nacjonalistyczne partie tamilskie. Chcą one częstokroć uwolnić Południową kulturę od wpływu Północnych najeźdźców. Ich gniew obraca się przede wszystkim przeciwko braminom, z których większość jest potomkami aryjskich najeźdźców, o czym świadczy nieraz ich biała jak mleko skóra, odróżniająca ich od czarnej, lokalnej ludności.
Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

Chennai w powieści gotyckiej. Pamiętnik indyjski, część 24.

 

   Rzeczpospolita Polska nie miała żadnych kolonii. Niektórzy miłośnicy historii dopatrują się jakiejś tropikalnej wysepki, która prawie była kolonią, a ja nie umiem w tej chwili ze Sri Lanki docenić na ile jest to prawdą. Nie wzbogaciliśmy się zatem, ale za to nie mamy się czego wstydzić. Tym niemniej na lekcjach poświęconych historii kultury prowadzonych w naszych szkołach, gdy mówimy o jakże ważnej dla naszej sztuki epoce romantyzmu, pomijamy niemal orientalizm, który w dużej mierze był podstawą dla romantycznego kultu tego co nieokreślone, nastrojowe i trudne do wytłumaczenia. Umyka nam też zjawisko izolacji romantycznej duszy na tle jej świata, swoista słodko – tragiczna samotność, tak urzekająca w powieściach, poematach, malarstwie a nawet architekturze. Tymczasem nieprzypadkowo głównym źródłem romantyczności byli Brytyjczycy. Wyobraźmy sobie ich całkowite oderwanie od realności w Indiach, w Afryce i w innych nie mniej egzotycznych włościach. Wyobraźmy sobie samotność chorego na orientalną chorobę młodego urzędnika z Londynu, który miał pod sobą dziesiątki tysięcy ludzi, których nie rozumiał, nie mógł zrozumieć, ani też nie chciał. Za to jakże malowniczy byli ci ludzie! Zwłaszcza znad oparów opium, uśmierzającego efekty różnych nieznanych europejczykom chorób, pozwalającego przetrwać potworny upał, oraz niezbyt udane siłą rzeczy relacje z wyzyskiwaną okrutnie ludnością.
Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

Kolej i ryż. Indyjski pamiętnik, część 23.

  
  A może „kolej na ryż”? Trudno czasem znaleźć w indyjskim chaosie odpowiedni tytuł. Słowa mienią się i przepoczwarzają jak niezliczone tłumy rzeźb na wieżach chennajskich świątyń. Nie tylko słowa. Indyjskie przewodniki turystyczne są przeważnie bardzo udane. Tym niemniej Hindusi lubią to co dobre i wypływa z przeszłości. Dlatego obok wspaniałych nowych publikacji lubią wznawiać w nieskończoność starsze osiągnięcia wydawnicze, nie podając oczywiście ich sięgającej głęboko w czas metryki. Mieliśmy taki właśnie przewodnik po Chennaju…
Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

Muzyczna stolica świata. Pamiętnik indyjski, część 22.

 

   Tak, słusznie podejrzewasz czytelniku, wszystko wskazuje na to, że chodzi tu o Chennai. Sam jestem tym zdziwiony. W końcu Chennai to tylko stolica Tamilnadu, z pewnością więcej ludzi na świecie kojarzy takie miasta jak Londyn, Paryż, czy Nowy Jork. A jednak… Fakty są niezaprzeczalne. Niebawem je przedstawię. Póki co jednak w moim pamiętniku zapada noc i w naszym pokoju zjawiają się ciężkie, nieprzejrzyste i gęste hordy komarów. Palą się spirale mające je wystraszyć i działające wcale nieźle w północnych Indiach. Chennajskie komary przysiadają tylko obok nich oblizując się z krwi i śmiejąc się pod nosem. Gdzieś, w jakiś książkach czytałem, iż w indyjskich hotelach, nawet tanich i obskurnych istniało coś o nazwie „moskitiera”. Niestety, obecnie jest to rzecz w Indiach nieznana, a malaria zdarza się tak samo jak dawniej.

Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

Marina Beach. Indyjski pamiętnik, część 21.

Swoje pierwsze kroki skierowaliśmy do jednej ze średniowiecznych świątyń Chennaju. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt, iż miasto o nazwie „Madras” założyli Brytyjczycy. Spośród czterech największych metropolii Indii jedynie Delhi nie zawdzięcza swojego istnienia dobie kolonialnej. Pozostałe – Kalkuta, Mumbaj i Chennai powstały nad oceanem jako faktorie handlowe coraz bardziej zachłannych Europejczyków. Tym niemniej Tamilowie nie stronili od morza w przeciwieństwie do większości hinduistów, zatem przed przybyciem butnych mieszkańców Albionu posiadali wiele miast i miasteczek na swoich wybrzeżach. Z kolei Brytyjczycy, w przeciwieństwie do Portugalczyków, przedkładali zyski nad „czystość religijną” podległych sobie ziem. Oczywiście, aby tubylec stał się kimś w obrębie struktur ich imperium, powinien się ochrzcić. Póki jednak spokojnie trzymał się „niższego przeznaczenia swej rasy” (jak mawiali rodacy Szekspira i Keatsa), mógł sobie być „poganinem”. Dlatego w okolicach Chennaju przetrwały dawniejsze świątynie, czego nie można powiedzieć o portugalskim Goa.

Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

Z Delhi do Chennaju. Pamiętnik indyjski, część 20.

 

   DIAF 2010 dobiegł końca. Dogasał jeszcze w Qutub Minar, gdzie odbywały się rzeczy, które trudno mi sobie wyobrazić bez uczestniczenia w nich. Szkoły klasycznej muzyki indyjskiej mieszały się tam z zespołami folklorystycznymi i rokowymi, albo też może współczesne zespoły miewały w swej nazwie słowo „gharana”. Żałuję jednak, iż nie dotarłem do Kamani Audytorium, gdzie francuscy muzycy przedstawili swój program, po którym po raz trzeci na DIAF 2010 wystąpił zespół bharatanatyam Pratibhy Prahlad. Ciągnęło mnie jednakże do starych kątów, czyli oczywiście do Ogrodów Lodi i położonych przy nich ośrodków kulturalnych. Obok India Habitat Center i India International Center wypada mi wspomnieć Centrum Kultury Muzułmańskiej usytuowane w pięknie nawiązującym do wzorców mauretańskich nowoczesnym budynku z kopułą i ceramicznymi dekoracjami, oraz mocno spleciony z parkiem Alliance Francaise, który, choć skromnie, również współuczestniczył w DIAF.

 

Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

Eksperymenty. Indyjski pamietnik, czesc 19


 

   DIAF 2010 nie skończył się oczywiście na występie Madhupa Mudgala. Nie byliśmy jeszcze nawet w połowie. Tym niemniej w drugiej części festiwalu pojawiało się coraz więcej prób  znalezienia nowych jakości dla indyjskiej sztuki, zarówno w oparciu od dawniejsze tradycje, jak i bez nich. Szóstego grudnia miały wystąpić znane śpiewaczki karnatyckie, Priya Sisters, oraz orkiestra złożona z sześciu sitarów po dyrekcją sławnego, młodego sitarzysty.

Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

Delhi International Arts Festival 2010. Pamiętnik indyjski, część 18.

 
 Udało się! Rozpoczął się czwarty Delhijski Międzynarodowy Festiwal Sztuk, ja zaś byłem we właściwym miejscu o właściwym czasie. Inicjatorką całego przedsięwzięcia jest Pratibha Prahlad, znana tancerka bharatanatyam, od lat pełniąca ważną funkcję w Sangeet Natak Akademi. Pomimo niemłodego już wieku i niezbyt szczupłej figury smt. Pratibha wiele już razy zachwyciła mnie swoim tańcem. Zrobiła jednakże dla nas wszystkich znacznie więcej, gdyż dzięki jej determinacji w Delhi zakorzenił się jeden z największych w Indiach festiwali poświęconych sztuce. Miałem szczęście być na pierwszym jego otwarciu, później przez dwa lata zgrzytałem zębami otrzymując informacje o programie festiwalu na skrzynkę mailową w Polsce i oto okazało się, iż po dwóch sesjach psucia uzębienia będę obecny na czwartej odsłonie Delhi International Arts Festival.
Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

Dilli Metro, Zindabad! Pamiętnik indyjski, część 17.

 
   Czyli po naszemu – „Niech żyje delhijskie metro!”. Oczywiście, nie od razu byłem skłonny do tak entuzjastycznych okrzyków. Gdy byłem w Delhi w roku 2008, stołeczne metro stanowiło ledwie jedną trzecią stanu z końca 2010 roku. Za tym ogromnym sukcesem pojawiła się jednak niedogodność. Jak łatwo się domyśleć, miejska kolejka dochodząc również do wszystkich miast satelickich metropolii zwiększyła wielokrotnie ilość swoich klientów. Z finansowej strony oznaczało to zwycięstwo śmiałego planowania. Dilli Metro stało się dochodowe, co, jak doskonale wiemy, miejskiej komunikacji zbiorowej nie często się zdarza. Od strony komfortu podróży metro straciło jednakże wiele ze swojego dawnego uroku. O ile nie jedzie się od samego początku trasy w zasadzie nigdy nie ma w nim wolnych miejsc siedzących. W najbardziej zaś środkowych odcinkach sieci panuje tłok godny rekordowej indyjskiej demografii.
Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

Przyjaciele z Ganga Nivas. Pamiętnik indyjski, część 16.

 
   Nadszedł czas przeprowadzki. Miejsce zostało wybrane przez Rohini - przesympatyczną córkę Pandita Dalchanda Sharmy, mojego Guruji. Okazało się bowiem, iż wielki pakhaładżysta wraz ze swoją rodziną zagrożony jest eksmisją. Mieszkanie Dalchanda znajduje się bowiem w nadrzecznej dzielnicy Lakshmi Nagar, której część została zalana przez niedawną powódź. Mój nauczyciel bał się, iż jeśli mnie zaprosi, w każdej chwili będę narażony wraz z jego rodziną na stan bezdomności. Na Lakshmi Nagar pod wpływem podmycia fundamentów runęło już trochę domów, wiele było ofiar śmiertelnych. Niekiedy ich liczba sięgała setki osób, co nie jest dziwne zważywszy na przeludnienie Indii (na Lakshmi Nagar nie ma bynajmniej wielu wysokich budynków).

Wydarzenia

Brak nadchodzących wydarzeń

Translator

  • Arabic
  • Bulgarian
  • Catalan
  • Chinese Simplified
  • Chinese Traditional
  • Croatian
  • Czech
  • Danish
  • Dutch
  • English
  • Filipino
  • Finnish
  • French
  • German
  • Greek
  • Hebrew
  • Hindi
  • Indonesian
  • Italian
  • Japanese
  • Korean
  • Latvian
  • Lithuanian
  • Norwegian
  • Portugese
  • Romanian
  • Russian
  • Serbian
  • Slovak
  • Slovenian
  • Spanish
  • Swedish
  • Ukrainian
  • Vietnamese

Migawka z Galerii

Co nowego

ARTYKUŁY

Brak nowych artykułów

KOMENTARZE ostatnich 7 dniach

Brak nowych komentarzy

MEDIA GALLERY Ostatnie 7 Dni

No new media items

Kto jest Online

Gość: 4