Login Witaj w portalu HANUMAN.pl
22.09.2018, godz. 07:02
Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

Namaste Guruji! Pamiętnik indyjski, część 5.

   Nastał poranek. W łazience Nishanta po raz pierwszy ujrzeliśmy działający bojler. Widzieliśmy ich już wiele, w różnych wnętrzach, ale przeważnie były niemal pęknięte na pół, oraz łuszczące się od rdzy i zacieków. Hindusi, gdy coś się zepsuje i nie mogą tego nateprawić, zostawiają to. Bywają jednak też mistrzami w naprawianiu różnych rzeczy, inaczej nie możliwe byłyby liczące sobie niekiedy pięćdziesiąt lat pojazdy zapełniające drogi. Moim ulubionym dziełem muzealnym będącym wciąż w użyciu jest choćby szkolny autobus CIH – gdy czekam na Kaję, często podziwiam jego należące do lat pięćdziesiątych wzornictwo. Niestety, bojlery nie zajmują tyle miejsca w sercach Hindusów, co samochody, motory i obiekty (hm…) samochodopodobne. Dlatego z ogromnym zaciekawieniem spoglądałem na ciepłą wodę wypełniającą moją dłoń złożoną w miseczkę. Nie prędko znów ujrzę taki widok!
Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

Agra Delhi. Pamiętnik indyjski, część 4.

 
   Pewnego dnia dotarliśmy na Sardar Bazar. Ciekawe miejsce, po części bardzo eleganckie, odwiedzane przez wielu Europejczyków, szukających marmurowych intarsji i rzeźb, z których słynie Agra. Dopiero tu się zorientowałem, iż Central Institute of Hindi mieści się w zupełnie nieturystycznej części miasta, gdzie można się w pełni zanurzyć w odmętach indyjskiej codzienności.
Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

Dzień narodów. Pamiętnik indyjski, część 3.

 
   Agra okazuje się być rozległym miejscem. Aby dotrzeć z Central Institute of Hindi do jakiegoś centrum handlowo – usługowego, lub do Taju, trzeba jechać ponad pół godziny. Tym niemniej chciwie korzystam z każdej okazji, aby poznawać to miasto. Po długim pobycie w Delhi trzy lata temu brakuje mi oczywiście księgarń, sal koncertowych, rozległych parków i innych tego typu atrakcji. Tym niemniej w mieście powstają liczne galerie handlowe, zazwyczaj z kinami, świadczące o dużej zamożności części agryjczyków.
Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

Pierwsze dni w Agrze. Pamiętnik indyjski, część 2.

 
 
   Mathura znikła z moich oczu, choć w tak ludnej części Indii, podobnie jak w najgęściej zasiedlonych częściach Europy, ciężko znaleźć granicę między miastem, a bardziej dziką przestrzenią. Oczywiście europejski ścisk populacyjny ma zupełnie inny wyraz od indyjskiego. Gdyby Hindusi, podobnie jak Holendrzy, przemieszkiwali głównie w jednorodzinnych, przestrzennych domach, całe chyba Indie musiałyby posiadać dach i drzwi wejściowe. Tymczasem z okna widać było skromne, barakowate domki, zawsze mniej lub bardziej niedokończone, jakieś karłowate obszary zwartej zabudowy, porwanej, niepełnej, podobnie jak dzieła sztuki Kantora, aczkolwiek znacznie pogodniejszej od kantorowskiego Wielopola. Nawet karłowate i pozbawione elektryczności domki wyglądały jednak okazale przy szałasach największej biedoty. Co jednak ciekawe, nawet wśród skupisk szałasów dostrzec można było odpowiadające im estetyką szkoły, mikroskopijne świątynie, oraz punkty rozmów telefonicznych.
Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

W drodze do Indii. Pamiętnik indyjski część 1.

 

Jest 19 października 2010 roku. Pora wyruszyć do Indii. Rozklekotany pociąg relacji Wrocław – Warszawa przez Łódź, po ponad siedmiu godzinach czegoś, co można by nazwać „obrazą kolejnictwa”, dotarł w końcu do stolicy. W trakcie podróży pocieszałem się tym, iż ta nieco archaiczna w kraju członkowskim UE podróż będzie stanowić dobrą zaprawę przed Indiami. Nie brak przecież w kraju Bharatów ekspresów pokonujących 200 kilometrowe odcinki przez 5 godzin. Spoglądając na pejzaże okolic Gorzowa Wielkopolskiego zastanawiałem się z sennym rozmarzeniem, czy niebawem moim oczom ukażą się przeludnione pola okolic Delhi. W polskim pociągu było upiornie zimno, dlatego też targałem ze sobą, a raczej na sobie płaszcz, czapkę, solidne półbuty z goratexu. Były to, krótko mówiąc, rzeczy w Indiach całkowicie irracjonalne, chyba że ktoś chce spędzić indyjską zimę w Himalajach. Po długiej, bardzo długiej podróży urocze podziemia dworca Warszawa Centralna przerwały w końcu moje rozmyślania, ubarwiane archaiczną książką „Hinduizm” Andrzeja Tokarczuka. W roku 1987, kiedy wydano „Hinduizm”, ruch „Hare Kriszna” był jeszcze zjawiskiem egzotycznym, wymagającym od autora obszernych wyjaśnień. Cóż, podczas czekającej mnie podróży minę zapewne Mathurę, miasto silnie związane z różnymi szkołami krisznaizmu, gdzie nie brakuje bynajmniej moich rodaków, zaangażowanych w ów indo – amerykański, synkretyczny ruch.

Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

Amitav Ghosh 'Szklany Pałac'. Recenzja książki.

  
   „Szklany Pałac” to przede wszystkim znakomita klasyczna powieść ofiarowana spragnionym czytelnikom przez kolejnego świetnego pisarza z Subkontynentu, kto wie, czy nie jedna z najlepszych. Autorowi pochodzącemu z Kalkuty i związanemu też ze Sri Lanką udało się stworzyć plejadę barwnych znakomicie zarysowanych postaci i osadzić je w arcyciekawym tle historyczno – społecznym, którego głównym elementem jest schyłek brutalnego kolonializmu brytyjskiego w Indiach i w Birmie.
Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

Zaślubiny Sziwy i Saraswati. Relacja z przedstawienia.

 
Dnia 11 czerwca 2010 roku odbył się w ramach Festiwalu Kinema 2010 występ zatytułowany Sangita. Wystąpili w nim: Jerzy Adam Nowak, jego żona, Jadwiga Nowak, Sankar Lal Sivasankaran Nair, także z żoną, Justyną Rodzińską-Nair, oraz córka państwa Nowaków, Anna, akompaniująca rodzicom na tampurze.
 
Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

Mevlana al Rumi, niezwykły posłaniec idei pomiędzy Indiami a Turcją. (cz.2 i ost.)

I zwrot do adresata (?) tomu poezji:
 
„Gdy zobaczyłem Słońce (Szamsa) Tabrizu ja,
To morze, skarb, kopalnię „mnie” jednakie”.
                     
Oczywiście, każdy uczciwy buddysta spytałby – ale co jest skarbem, a co szmelcem? W kolejnym wierszu czytamy:
 
„Rzekł: Tyś stał się świecą, kiblą salonów niecną.
Jam ni świecą, ni salonem. Jam jest dymem rozproszonym.”
Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

Mevlana al Rumi, niezwykły posłaniec idei pomiędzy Indiami a Turcją. (cz. 1)

   Gdy w trakcie mojego pobytu w Delhi uczestniczyłem w bogatym życiu kulturalnym tego pięknego miasta, prawie nigdy nie pomijałem występów tancerzy kathak. Nic w tym dziwnego, gdyż trudno o bardziej wysublimowaną i bogatą sztukę tańca. Jeden z takich spektakli szczególnie poruszył moją wyobraźnię. Tańczyła wybitna tancerka Manjari, improwizując przy tym w przepiękny i rzadki już niestety sposób, zaś jej akompaniatorami byli, co nieczęsto się zdarza, indyjscy sufi. Po raz kolejny uświadomiłem sobie, że tak ważny w kathaku piruet nie występuje w żadnym innym klasycznym tańcu Indii. Jego funkcja jest równie niezwykła. Stanowi on bowiem formę figury medytacyjnej, która w innych tańcach jest stateczna i nawiązuje do doskonale znanej z licznych hinduistycznych przedstawień pozycji lotosu. Manjari miała gotową odpowiedź, która nie odbiegała od moich intuicji w tym względzie. Pir, czyli ów piruet, przeszedł jej zdaniem do sztuki indyjskiej z ceremonii wirujących derwiszy. Warto podkreślić iż pir nie przeszedł jako dodany drobiazg, lecz stał się podstawową miarą dla wszystkich innych elementów kathaku. Tradycję, z której wziął się najpewniej medytacyjny piruet stworzył w tureckiej Konyi jeden z największych sufich - Jallauddin Mevlana al – Rumi. Co jednak ciekawe, gdy wgłębimy się w przyczyny dla których Mevlana wykreował tak niezwykłą ceremonię mistyczną, nie oddalimy się wcale bardzo daleko od filozofii indyjskiej. Po staranniejszym wniknięciu w kathak i wirujący taniec derwiszy mamy często wrażenie, że patrzymy na dwa brzegi tego samego lądu. O tym, skąd mogła wziąć się owa bliskość, będę pisał poniżej. Jeśli chodzi o fakty dotyczące Mevlany i tłumaczenia wierszy, wesprę się na znakomitej pracy Marka Smurzyńskiego „Moulana Dżalaloddin Rumi”. Bazuje ona na tak bogatym materiale, i jest tak wnikliwa, iż w wielu momentach chcąc nie chcąc powtarzam za nią wiele. Mam jednak nadzieję, iż zupełnie inna perspektywa, z jakiej ujmuję temat nadaje jakiś twórczy sens temu co przedstawię.   
Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

Vikram Chandra 'Święte gry'. Recenzja książki.

  

Książka Vikrama Chandry z roku 2001 jest doskonałym przykładem indyjskiej prozy anglojęzycznej, która zdobywa sobie powodzenie na całym świecie, stając się jednym z najpoważniejszych zjawisk literackich naszych czasów. Choć „Święte gry” pod wieloma względami można określić jako powieść kryminalno-sensacyjną, to dzięki wnikliwej obserwacji postaw ludzkich dokonanej przez jej autora stają się też atrakcyjną pozycją literatury „głównonurtowej”. Książka Chandry, obok tego, że stanowi godziwy, tysiącstronicowy pokarm dla każdego miłośnika prozy, może stać się ważna dla każdej osoby zainteresowanej kulturą Indii. Przypuszczam, że dzięki jej lekturze można uwolnić się od dwóch pokutujących stereotypów. Pierwszy z nich to „mistycyzm wschodu”, czyli Indie cenione jedynie z uwagi na barwne obrzędy i charyzmatycznych guru. Drugi zaś to etykieta „wschodniego stepu”, gdzie nie ma miejsca na indywidualizm, postęp, gdzie istnieje tylko korupcja, zaś życie ludzkie niewiele jest warte.

Wydarzenia

Brak nadchodzących wydarzeń

Translator

  • Arabic
  • Bulgarian
  • Catalan
  • Chinese Simplified
  • Chinese Traditional
  • Croatian
  • Czech
  • Danish
  • Dutch
  • English
  • Filipino
  • Finnish
  • French
  • German
  • Greek
  • Hebrew
  • Hindi
  • Indonesian
  • Italian
  • Japanese
  • Korean
  • Latvian
  • Lithuanian
  • Norwegian
  • Portugese
  • Romanian
  • Russian
  • Serbian
  • Slovak
  • Slovenian
  • Spanish
  • Swedish
  • Ukrainian
  • Vietnamese

Migawka z Galerii

Zia Mohiuddin Dagar
Przeglądaj album

Co nowego

ARTYKUŁY

Brak nowych artykułów

KOMENTARZE ostatnich 7 dniach

Brak nowych komentarzy

MEDIA GALLERY Ostatnie 7 Dni

No new media items

Kto jest Online

Gość: 1