Login Witaj w portalu HANUMAN.pl
14.11.2018, godz. 06:26
Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

14. Jaipur Gharana. Moghubai Kurdikar, czyli ucieczka z teatru w Sangli.

 
   Dzięki rozwojowi nauki i techniki nasze otoczenie zmienia się bardzo szybko. My sami jednak, ograniczeni wolnym jak zawsze rytmem genowych mutacji w rytm marszu pokoleń, niewiele się różnimy od naszych praprzodków sprzed setek i tysięcy lat. Wywołuje to w nas silne i dramatyczne napięcia, zarówno jednostkowe, jak i te obejmujące całe społeczności i kręgi cywilizacyjne. Wielu z nas tęskni za utopijną Arkadią, lub dogmatami przeszłości, w które dziś trudno już wierzyć. Wielu humanistów woła też o tym, iż świat jest zły. Osobiście nie lubię użycia słowa „świat” na bardzo drobny wycinek wszystkiego, jakim jest nasz gatunek i jego bolączki, czy zaś ów maleńki fragment jest zły? Gdyby nie osiągnięcia nauki i techniki, nie pisałbym tego eseju choćby dlatego, że nie byłoby mnie pośród żywych – współczesna medycyna uratowała mi dwa razy życie. Myślę, że nie ja jeden mogę to powiedzieć (a liczmy też szczepienia i zapobieganie chorobom zakaźnym). Pomijając zaś kwestie zdrowia i komputer na którym piszę, bo przecież można też stawiać znaki na woskowej tabliczce, to i tak, gdyby nie rozwój techniki, nie miałbym powodu do pisania tego eseju.  Kto z nas, urodzonych przeważnie w Polsce miałby okazję zapoznać się z muzyką Indii, gdyby nie było nagrań, zaś podróż na Subkontynent trwałaby pół roku i najczęściej nie kończyła się wcale jej przeżyciem i (lub) dotarciem do celu?
   Tym niemniej sztuka nie ma się najlepiej w naszych czasach.
Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

13. Jaipur Gharana. Kesarbai Kerkar, cesarzowa khayalu.

 
   Jakże wiele niekiedy tracą ci spośród nas, europejskich turystów i odkrywców, którzy wysiadłszy na delhijskim lotnisku rozmyślają od razu nad tym, jakby tu uciec od tego hałaśliwego i chaotycznego miasta na łono indyjskiej wsi, kurortu w Himalajach, czy plaż Goa. Czy mają rację ci, którzy szukają „prawdziwych Indii” w małej wiosce, albo wielkiej oazie pielgrzymów? Odnieśmy to pytanie do europejskich realiów. Cóż więcej mówi o nas samych, IX Symfonia Beethovena, czy trąby alpejskich górali? Koncerty Chopina czy łowickie pieśni weselne? Wawel, czy odpust w Nowym Targu? VI Symfonia Czajkowskiego, czy harmoszka z pląsającym misiem?
Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

12. Jaipur Gharana, modernizm od zarania.

Jaipur Gharana, zwana też Atrauli – Jaipur Gharaną króluje obecnie nad muzycznym królestwem Północnych Indii. Należy do niej bowiem największa ilość współczesnych nam wielkich śpiewaków i śpiewaczek khayal. Część z nich znana jest stosunkowo dobrze poza granicami Indii, nie dorównuje jednak mimo to popularnością wielu instrumentalistom, jak też, jeśli chodzi o khayal, Bhimsenowi Joshi z Kirana Gharany i Jasrajowi z Mewati Gharany. W Hindustanie rzecz ma się inaczej – Jaipurczycy są obecni na największej liczbie koncertów, zarówno wielcy mistrzowie, jak i młodzi adepci. Inną cechą Jaipur Gharany, rzucającą się od razu w  oczarowane oczy, jest wielka ilość stanowiących ją utalentowanych kobiet. Nie jest to w Indiach rzecz oczywista, nigdy na przykład nie mogłem zrozumieć surowego prawa zabraniającego dhrupadija z rodu Dagarów szkolić córek. Dagarowie, bardzo otwarci i liberalni w kwestiach religijnych i niekiedy nawet artystycznych, ów antyfeministyczny zakaz traktują z niezłomną surowością. Z wieloma gharanami khayalu rzecz się miała podobnie – przeważnie dopiero od niedawna pojawiły się w nich śpiewaczki. Tym bardziej zatem cieszy Gharana Jaipurska, reprezentowana obecnie głównie przez śpiewaczki, które stanowią niemal połowę z wszystkich (niezależnie od gharany) najbardziej aktywnych mistrzów khayalu. Jak się jednak niebawem dowiemy, również zdobycie Jaipuru wymagało od wielkich dam przeszłości niezwykłej odwagi i samozaparcia. Jest to tym bardziej niezwykłe, gdyż, jak już wiemy z poprzednich esejów, khayal był u swoich źródeł sztuką kobiet.

Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

11. Bismillah Khan i instrument królów

Wielu indyjskich melomanów i wielu przedstawicieli cywilizacji Zachodu (może lepiej by ją było zwać „euroamerykańską”, zważywszy na jej najistotniejsze ośrodki?) szuka w muzyce indyjskiej pewnej pradawności, pewnej obietnicy powrotu do korzeni, do wyczekiwanej z tęsknotą współczesnej Arkadii. Hinduiści mają swój dawno miniony Złoty Wiek zapisany w samej religii, my odziedziczyliśmy go z pewnością po Starożytnych Grekach i Rzymianach (choć wielu z nas wierzy bezgranicznie w zbiór opowiadań sprzed dwóch tysięcy lat). W myśl tej zasady rzeczy płynące nieprzerwanym strumieniem z zamierzchłej przeszłości wydają się nam bardzo często szczególnie cenne, zaś Hindusi nie różnią się od nas w tym względzie. Oczywiście takie podejście jest bardzo naiwne. Niemal każdy atom pierwiastków naszego ciała może się popisać historią przy której trwanie całego gatunku ludzkiego jest tylko drobną chwilą, zaś większość gatunków drzew i zwierząt wokół nas jest również setki, tysiące i miliony razy starsza w swoich gatunkowych cechach od naszych Arkadii i od najstarszych nawet przedstawicieli pionierskich Australopitek

 

http://homepage.mac.com/patrickmoutal/macmoutal/movies/bk_bihag_excerpt.mov - Bismillah Khan, Raga Bihag, fragment, video

http://homepage.mac.com/patrickmoutal/macmoutal/movies/bismillah_khan_multani.mov - Bismillah Khan, Raga Multani, fragment, video

Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

10. Hariprasad Chaurasia i renesans indyjskiego fletu

    Nadszedł czas na małe interludium dla nabrania oddechu w trakcie naszych rozważań o stylu wokalnym khayal, który jest obecnie głównym żywiołem muzyki klasycznej Północnych Indii i, w związku z tym, zapełni jeszcze wiele stron. W tym eseju opowiem zatem o bansuri, indyjskim flecie poprzecznym, starym i nowym zarazem, jeśli chodzi o zastosowanie go w hindustańskiej muzyce klasycznej. O pradawności bansuri świadczą niektóre wersy Rigwedy, najstarszego zabytku aryjskiej kultury Indii. Rygweda jest zbiorem hymnów, datowanych najczęściej na lata 1500 p.n.e. – 1000 p.n.e. Składają się nań poematy filozoficzne, religijne, rytualne i obyczajowe o wyjątkowo wysokiej wartości literackiej. Rygwedzie towarzyszą trzy inne zbiory hymnów, najprawdopodobniej nieco od niej młodsze. Obok bansuri pojawiają się w instrumentarium opisywanym przez Rigwedę harfy i bębny. Nie wiemy, jak brzmiała wedyjska muzyka, choć obecność harf mogłaby świadczyć o tym, że mikrotonalne śruti nie były jeszcze w tych czasach ważnym elementem muzyki indyjskiej. Uzyskanie bowiem na harfie swobodnej możliwości podwyższania i obniżania tonu jest bardzo trudne i wymaga dodatkowych mostków podkładanych pod struny (jak było być może z lirą w Antycznej Grecji i Rzymie i jak dziś koncertuje się niekiedy na harfach w Chinach).

http://homepage.mac.com/patrickmoutal/macmoutal/movies/chaurasia_hansdhwani.mov - Hariprasad Chaurasia i Zakir Hussain, Raga Handshwani, drut teental, video

http://www.youtube.com/watch?v=oVxdjdJ0ZAc - Hariprasad Chaurasia i Zakir Hussain, Raga Chandrakauns (długie video - 93 min)

Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

9. Gwalior Gharana: Dattatraya Vishnu Paluskar i Omkarnath Thakur

   Poprzedni esej poświęciłem dwóm wielkim artystom, którzy byli twórcami złotego wieku Gharany Gwaliorskiej. Po ciepłym blasku południa zawsze jednakże następuje zmierzch. Zapadanie ciemności zwiastuje w muzyce indyjskiej zbliżanie się do estetycznej przepaści, która biegnie tam, gdzie stare kanony zastępowane są wynalazkami o mniejszej artystycznej randze. Bardzo trudno jest bowiem uchwycić harmonię cechującą odpowiednie dobranie poszczególnych elementów ragi, „ośmiu cnót” jak nazwał je Krishnarao Shankar Pandit. Jeszcze trudniej tę harmonię zapamiętać i twórczo rozwijać.

 

   Czeka nas jeszcze wiele muzycznych spotkań, mógłbyś zatem zapytać Czytelniku, dlaczego poświęcam czas na opisywanie wieczornej szarości. Cóż, każde zjawisko ma swój kontekst. To co było zmierzchem wobec światła jakie emanowało z pięknego śpiewu największych khayalija i dhrupadija, niekoniecznie jest ciemne dzisiaj… Doskonale pamiętam koncert odbywający się w jednym z bezkresnych kompleksów którejś z delhijskich uczelni, gdy gdzieś o czwartej nad ranem na scenę wczołgał się (dosłownie) ponad stuletni starzec. Nazywał się Ahmad Khan i był Gwaliorczykiem. Zgodnie z etosem swojej szkoły zaczął śpiewać od razu, unosząc w górę swoje pozbawione palców dłonie, ślad jakiejś życiowej tragedii. Jego głos wpierw był drżący i z trudem starał się osiągnąć sam ragi. Lecz już po chwili w starca wstąpiła jakaś niespożyta energia i oto znowu na scenie zajaśniała świetność Gwalioru, przeplatana głębokimi, dhrupadowymi gamakami. Artysta nie spieszył się z zakończeniem ragi, nie przerwał jej po godzinie i dwudziestu minutach, jak inni jego koledzy nauczeni prawami fonografii (CD mieści zazwyczaj do 80 minut). Raga rozrastała się i była coraz bardziej monumentalna, a głos starca bez trudu wspinał się na najwyższe dźwięki wysokiej skali i opadał, gdy było trzeba, do podziemi skali niskiej. Uczniowie Ahmada silili się by wspierać swojego mistrza, lecz on nie okazywał żadnej słabości, nie porzucał żadnego dźwięku malowanej przez siebie konstrukcji.  Gdy udręczona, amatorska publiczność chciała opuścić miejsce muzycznej bitwy, niezrażony artysta dobił ją serią thumri i nad ciałami poległych odśpiewał jeszcze filozoficzny gazal, w którym nawoływał o pokój  między muzułmanami i hinduistami. Byłem wstrząśnięty. O Ahmadzie Khanie z Gwalioru nie mówią żadne znane mi książki, nie nagrał też chyba żadnych płyt. A mimo to był to jeden z najlepszych koncertów w moim życiu. A była to przecież „noc Gwalioru”… Spoglądajmy więc na wieczór Gwaliorskiej Gharany z całym zachowaniem proporcji wobec tego, co możemy usłyszeć dziś.

Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

8. Gwalior Gharana: Vishnu Digambar Paluskar i Krishnarao Shankar Pandit

Do najbardziej znanych Gwaliorczyków z przełomu XIX i XX wieku należą Balkrishnabua Ichalkaranjikar (1849-1927) i jego student Vishnu Digambar Paluskar (1872-1931), który stworzył odnogę tej gharany w Maharasztrze. Potwierdził on tym samym ważną kulturalnie rolę tego regionu Indii, zawieszonego między Południem, a Północą, z głównymi ośrodkami miejskimi w Mumbaju (wiktoriańskim Bombaju) i Pune.

 

http://www.youtube.com/watch?v=LEsChiCwUDs - LK Pandit, Raga Miyan ki Malhar (fragment video)

http://www.youtube.com/watch?v=FhHcrwEjfnk - LK Pandit, Raga Bhimpalasi (fragment video)

Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

7. Gwalior Gharana - najstarszy khayal

   W Indiach wychodzi wiele gazet w wielu językach. W samej stolicy kraju najczęściej natkniemy się na tytuły angielskojęzyczne, dopiero na drugim miejscu znajdą się serwisy posługujące się językiem hindi i antyczną czcionką devanagari, na trzecim zaś ujrzymy pokryte charakterystycznymi smugami arabskiego pisma magazyny pisane w urdu. W rozwijającym się kraju angielski jest synonimem powodzenia, zaś języki lokalne są dla wielu jedynie świadectwem tradycyjnej kultury, porzucanej niekiedy bez zbytniego sentymentu przez ludzi żądnych sukcesu. Brakuje obecnie Indiom dostatecznie poważanego poety, który mógłby zakrzyknąć: „wszak Hindusi nie gęsi, też swój język mają!” i zostać usłyszanym. Trudniej zresztą porzucić gęsią postać obywatelom Indii, niż nam swego czasu. Wiele bowiem ptactwa mieszka w kraju Bharatów – jedni gęgają w hindi, inni w malayalam, jeszcze inni po tamilsku, pendżabsku, nepalsku, gudżaracku… Nikt nawet nie wie, który sposób komunikacji jest tylko dialektem, a który już całym, odrębnym językiem. Jakiś odważny gąsior zakrzyknął, by mówić w sanskrycie, lecz kto zdołałby nauczyć sanskrytu wszystkich obywateli poza dwudziestoma tysiącami, który język ten znają też dla potrzeb pogawędki, a nie tylko dla wzniosłych świątynnych hymnów? Dlatego, na drodze niepisanej umowy, ogół mieszkańców Indii wybrał status drobiu i co najwyżej naśladuje gulganie amerykańskich indyków (Wielka Brytania nie jest już synonimem sukcesu).

 

http://www.youtube.com/watch?v=fOTyJtBspM8 - Omkarnath Thakur, Raga Malkauns (fragment muzyczny)

http://www.youtube.com/watch?v=qrsqSO-tQf0&feature=related - Meta Pandit, Raga Desh (fragment video)

http://www.youtube.com/watch?v=TZzfNfSEg9c - Meta Pandit, najmłodsza mistrzyni Gwalior Gharany (fragment video)

http://www.youtube.com/watch?v=1O4T4xMtQTk - LK Pandit, bhajan (fragment video)

 

Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

6. Agra Gharana - kamienny śpiew

    Starożytne miasto Agadir stało się u schyłku XV wieku jedną ze stolic Mogołów. Przemianowane na Agrę, wypełniło się arcydziełami architektury, z których wiele przetrwało do dzisiejszych czasów. Ich ogromne, obwiedzione murami kompleksy piętrzą się nadal nad malowniczymi brzegami Jamuny. Najsławniejszy ze wszystkich Taj Mahal bez trudu broni swojej legendy. Trudno wyobrazić sobie bardziej monumentalny poemat, który mimo cesarskiego rozmachu nie traci nic ze swojego widmowego, szepczącego liryzmu. Z tytanicznej rampy na której został osadzony widać drugie arcydzieło – Fort w Agrze, właściwą rezydencję cesarzy, miasto w mieście. Tam kilka generacji władców pozostawiło po sobie wspomnienia w postaci pałaców z dziedzińcami, wybiegających nad urwisko wysokich murów, za którym, wśród środkowoindyjskich równin piętrzą się kopuły i dachy innych, nie mniej zachwycających budowli. Niecałe osiem kilometrów od tych miejsc jest Aleksandria, czyli Sikandra, którą cesarz Akbar podniósł z niebytu i w której umieścił swój grobowiec, opleciony panteistyczną melodią arabeskowych liści. Trochę dalej, na wschód wciąż kołysze się na napływających falach świtu inne miasto Akbara – Fatehpur Sikri, które było trzecią obok Agry i Delhi stolicą przez 16 lat.

 

http://www.youtube.com/watch?v=Diw7HlBzLb4 - Faiyaz Khan, Raga Darbari Kanada (fragment muzyczny) http://www.youtube.com/watch?v=HtvvD8IsXag - Vilayat Hussain Khan, Raga Savani Nat (fragment muzyczny)
Wyślij znajomemu Wersja do Wydruku

5. Dhrupad i khayal, niespokojne dziedzictwo

   W „Małym Buddzie”, całkiem udanym filmie Bertolucciego, jednym z lepiej oddających filozofię Wschodu, jest pewna scena wywodząca się z licznych legend dotyczących Buddy. U progu swej filozoficznej drogi królewicz Gautama, zamknięty w złotej klatce przez ojca, słyszy nagle przepiękny śpiew. Szukając jego źródła, trafia w końcu na śpiewaczkę, która przycupnięta pod jednym z filarów pałacu snuje balladę o śmierci i miłości, tematach dotąd Gautamie nie znanych. Głos wokalistki osnuty jest charakterystycznymi gardłowymi alikwotami, zaś w jej przyozdobionych bransoletkami dłoniach spoczywa tampura, wydająca srebrzysty i wieczny dźwięk sa zmieszany z dominującym dźwiękiem skali. Prawie każdemu europejskiemu miłośnikowi kina scena ta musiała się skojarzyć z indyjskim antykiem, który to, u podnóża niebosiężnych Himalajów zrodził szukającego nirwany młodego kszatriję (czyli szlachcica).

   Trudno tymczasem o bardziej anachroniczny obrazek! Przekładając na „nasze” mamy w tej scence pieśń Szuberta zwabiającą do podnóżka fortepianu młodego Juliusza Cezara. Może, aby uniknąć jakiejkolwiek przesady, niech pieśń Szuberta będzie po łacinie, nie zaś po niemiecku, niech będzie to „Ave Maria”, dajmy na to. Tampura, na której gra budząca w przyszłym Buddzie filozoficzną tęsknotę dama jest co najmniej o dwa tysiące i trzysta lat młodsza od czasów, w których żył królewicz Gautama. To samo dotyczy stylu w którym odśpiewana zostaje „duchowa pobudka”. Rzeczywiście, khayal jest mniej lub bardziej współczesny Szubertowi (pierwsza połowa XIX wieku) niż postaciom z antycznych Indii.

Wydarzenia

Brak nadchodzących wydarzeń

Translator

  • Arabic
  • Bulgarian
  • Catalan
  • Chinese Simplified
  • Chinese Traditional
  • Croatian
  • Czech
  • Danish
  • Dutch
  • English
  • Filipino
  • Finnish
  • French
  • German
  • Greek
  • Hebrew
  • Hindi
  • Indonesian
  • Italian
  • Japanese
  • Korean
  • Latvian
  • Lithuanian
  • Norwegian
  • Portugese
  • Romanian
  • Russian
  • Serbian
  • Slovak
  • Slovenian
  • Spanish
  • Swedish
  • Ukrainian
  • Vietnamese

Migawka z Galerii

Co nowego

ARTYKUŁY

Brak nowych artykułów

KOMENTARZE ostatnich 7 dniach

Brak nowych komentarzy

MEDIA GALLERY Ostatnie 7 Dni

No new media items

Kto jest Online

Gość: 6